Agata Mróz: Mają przywieźć złoto i koniec!

Widzę dla dziewczyn miejsce w czołowej czwórce, a tam wszystko może się zdarzyć. Mamy zbyt silny zespół, by wypaść z gry po trzech czy czterech spotkaniach - mówi Agata Mróz, która dwa razy zdobyła mistrzostwo Europy siatkarek.
25-letnia środkowa bloku ma kłopoty ze zdrowiem i nie pojechała na ME do Belgii. Wczoraj jej koleżanki rozegrały pierwszy mecz, który zakończył się po zamknięciu tego wydania "Gazety".

Przemysław Iwańczyk: Złotka bronią tytułu mistrzyń Europy...

Agata Mróz: I niech tylko spróbują nie obronić... Są faworytkami i koniec. Co prawda ostatnio wyskoczyły Holenderki, Rosjanki to od roku mistrzynie świata, a Serbki, Niemki i Turczynki zawsze są groźne. Ale kto powiedział, że wszystkie te zespoły trafią z formą?

Wymieniła pani pięć drużyn. Polki je pokonają?

- Widzę dla dziewczyn miejsce w czołowej czwórce, a tam wszystko może się zdarzyć. Przecież mamy zbyt silny zespół, by wypaść z gry po trzech czy czterech spotkaniach. Zresztą dopiero po pierwszej rundzie zaczną wyłaniać się faworyci mistrzostw.

Kiedy Bonitta rozpoczął pracę, wydawało się, że kadra zmieni się nie do poznania. Tymczasem Włoch zaczął wracać do sprawdzonych zawodniczek i tak naprawdę poza panią i Natalią Bamber Złotka znów są w komplecie.

- No więc czego można się obawiać w takim składzie? Było jasne, że zespół z ostatnich mistrzostw w całości się nie uchowa, ale w porównaniu z innymi drużynami naprawdę niewiele się zmieniło. Takie Włoszki, wtedy mistrzynie świata, to już nie ta sama drużyna.

Mnie nie będzie na tych mistrzostwach, może już w ogóle w siatkówce i trochę brakuje tej kadrze środkowej. Są tylko Lena Dziękiewicz i Masza Liktoras, a Agnieszka Bednarek nie jest jeszcze doświadczona. Kaśka Skowrońska nie chce już grać na środku, tu trener może mieć największy kłopot.

Zmieniła się też rozgrywająca.

- Wszystko wskazuje na to, że w szóstce znajdzie się Milena Sadurek, a Iza Bełcik będzie rezerwową. To dość istotna zmiana, ponieważ Milena nie grała jeszcze na mistrzostwach Europy, a tu wszystko od niej będzie zależało. Jeśli będzie spokojna, to zarazi tym zespół. Dlatego tak istotne są pierwsze mecze. Obrona tytułu to naprawdę wielki stres, wiem coś o tym. A poza tym z porażką reprezentacji Raula Lozano presja na dziewczynach jeszcze wzrosła.

Rozmawia pani z koleżankami, które na polecenie trenera mają teraz zakaz rozmów z dziennikarzami. Co się dzieje w zespole?

- Wiem tyle, co powie mi Gosia Glinka. Opowiadała, że trudno jej na nowo wejść w ostry trening, zwłaszcza że wszyscy czekają, aż znów stanie się liderką drużyny. Dziewczyny pracują ciężko, duży nacisk trener kładzie na taktykę, dlatego ważnym elementem każdych zajęć jest wideo.

W ME panów niespodzianką były Hiszpania i Finlandia. W turnieju kobiet też ktoś taki wyskoczy?

- Nie sądzę, bo te słabsze drużyny na tyle odstają, że nie będą w stanie sprawić sensacji. Wszystko zależy od tego, jak nasze dziewczyny podejdą do tych meczów. Nie mogą zakładać, że np. z Czeszkami zagra się na 60 proc., a z innymi na 80. Żadnej kalkulacji i koncentracja na każdym kroku, to jest klucz. Nawet jeśli zdarzą się jakieś niespodzianki, myślę, że akurat nie kosztem Polski.