Hali grozi zawalenie

Nie, nie chodzi tu o stary obiekt przy ul. Skorupki czy zdemolowaną Resursę. Katastrofa budowlana grozi nowej hali powstającej przy al. Unii.
Kiedy miasto rozwiązało umowę z konsorcjum stawiającym obiekt, urzędnicy zapewniali, że to dlatego, by przyspieszyć prace przy jej budowie. A jak sytuacja wygląda dziś? Spółki budowlane w ubiegłym tygodniu definitywnie wyprowadziły się z terenu budowy zabierając ze sobą maszyny, rusztowania, a nawet ochronę.

Do urzędu miasta przesłały pismo, w którym informują, że: "przerwanie budowy w takim momencie może spowodować zmiany w podłożu i różnice w osiadaniu dobetonowanych części w stosunku do pozostałych. W sytuacjach skrajnych, w przypadku wystąpienia ulewnych deszczy czy występowania mrozów (...) może to nawet doprowadzić do katastrofy budowlanej".

W zeszłym tygodniu miasto miało wybrać firmę, która dokończy prace rozpoczęte przez spółki Varitex, Mostostal Warszawa i Mostostal Puławy. Ale przetarg został unieważniony. - Oferty, jakie wpłynęły, zawierały zbyt wygórowane warunki finansowe - mówi Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi odpowiadający za budowę hali. - Teraz jesteśmy w fazie negocjacji z firmami budowlanymi, które mogłyby dokończyć prace.

Jak dowiedziała się "Gazeta", najtańsza oferta osiem razy przebijała kwotę zaproponowaną przez miasto.

Tymczasem firmy, które wycofały się z budowy, ostrzegają: "W przypadku wystąpienia dłuższej przerwy w pracach niż trzy miesiące (to jest do 22 października 2007 r.) należy wszystkie elementy stalowe i kanały zabezpieczyć przed wpływem warunków atmosferycznych". Tymczasem urzędnicy wcale nie są pewni, czy do tego czasu uda się wybrać nowego wykonawcę. - Nie wiem, czy w październiku plac budowy zostanie przejęty przez nową firmę - rozkłada ręce Witold Nykiel, dyrektor biura do spraw inwestycji urzędu miasta.

Firmy opuszczające plac budowy zapowiedziały też, że szkieletem hali trzeba się odpowiednio zajmować. Na bieżąco muszą być prowadzone m.in. pomiary geodezyjne, wykop powinien być odwadniany, a wszystko to należy konsultować z projektantem budowli. Tymczasem inżynierowie z firmy projektowej byli ostatnio na miejscu budowy w sierpniu, czyli jeszcze przed opuszczeniem placu budowy przez konsorcjum. - Zwracaliśmy uwagę inwestorowi, jakie prace powinny być wykonywane w trakcie przerwy w pracach i czym to grozi - mówi Tomasz Kwieciński z firmy ATJ Architekci.

Kto zajmuje się utrzymaniem obiektu, którego budowa kosztuje ponad 200 mln zł? - To prace, na których zna się każdy inżynier - uspokaja Nykiel. - Firma budowlana nie jest do tego konieczna. Zlecamy to naszym wykonawcom.

- A to znaczy, że miasto już dokłada do utrzymania hali, choć nie jest ona jeszcze wykończona - alarmuje Maciej Grubski, przewodniczący Rady Miejskiej. - Komisja rewizyjna rady już zajmuje się sprawą rozwiązania umowy dotyczącej budowy hali. Wiem, że jest w tej sprawie szykowany wniosek do prokuratury.

Wiceprezydent Tomaszewski odpowiada: - Rozwiązanie umowy z konsorcjum było konieczne. Po pierwsze, żeby związać ze sobą budowę hali i stadionu miejskiego. Po drugie konsorcjum firm budowlanych w całości nie dawało nam gwarancji dokończenia prac w terminie, a przed nami mistrzostwa Europy koszykarzy i siatkarek. Gdybyśmy weszli w spór i procesowali się przed sądem, prace budowlane zostałyby zawieszone, a na to nie możemy sobie pozwolić - argumentuje.

Tymczasem firmy, które zeszły z budowy, zrzuciły z siebie wszelką odpowiedzialność. Wykonawca zwraca uwagę, że "udzielona gwarancja na obiekt, w tym elementy żelbetowe, dotyczyła sytuacji, w której obiekt jest zadaszony, a wody opadowe odprowadzane są do kanalizacji deszczowej".