W Pucharze Ekstraklasy Jagiellonia przegrała 0:1 z Cracovią

Mecz toczył się w dziwnej atmosferze. Kibice w ramach protestu nie dopingowali, a rywalizacja na boisku bardziej przypominała grę treningową niż twardą walkę o ligowe punkty.
Protest Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców nie dotyczy tylko kar za używanie środków pirotechnicznych, ale także PE. Zdaniem wielu sympatyków piłki rozgrywki te nie mają większego sensu, skoro zwycięzca nie zagra nawet w Pucharze Intertoto, i służą jedynie zgarnięciu przez Ekstraklasę SA pieniędzy za prawa telewizyjne.

Kontrowersyjny gol

Wielu trenerów także nie traktuje tych zawodów zbyt poważnie, co najwyżej jako pole do popisu dla rezerwowych. Do wyjątków należy trener Stefan Majewski. W porównaniu do ostatniego wygranego 3:1 w ekstraklasie meczu z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski dokonał w składzie wyjściowym Cracovii ledwie dwóch zmian: w bramce Marcina Cabaja zastąpił Sławomir Olszewski, a za Dariusza Pawlusińskiego wystawił Mateusza Jelenia.

- Zawodnicy są przecież przygotowani do tego, by grać w weekend i w środku tygodnia - tłumaczył. - Nieraz robimy przecież w środę grę szkolną, gdzie obciążenie jest takie samo.

Za to szkoleniowiec Jagiellonii Artur Płatek gruntownie przebudował swoją drużynę. W bramce, pomocy i ataku wystawił zawodników, którzy w I lidze grali niewiele, albo - jak Marcin Mańka, Jacek Falkowski i Vahan Gevorgyan - wcale. Ormianin zaliczył bezbarwny debiut w żółto-czerwonych barwach, chociaż Płatek chwalił wszystkich swoich piłkarzy.

Tylko obrona białostoczan wystąpiła wczoraj w teoretycznie najsilniejszym zestawieniu. Mimo to szczególnie na początku rywalizacji prezentowała się nie najlepiej. Już w 8. min po prostopadłym podaniu Pawła Nowaka obrońcy gospodarzy zachowywali się tak, jakby czekali na gwizdek sędziego. Tomasz Moskała odegrał piłkę do partnera z ataku, Kamila Witkowskiego, a ten dopełnił formalności.

- Każdy ma prawo do słabszego dnia, ale szkoda chłopaków jednej i drugiej drużyny, bo dziś najsłabszy był sędzia - mówił Płatek, który po porażce wcale nie wyglądał na zmartwionego. - Pierwszy raz, jak prowadzę Jagiellonię, arbiter wypaczył wynik. Przy bramce gra została wznowiona 15 metrów od miejsca, gdzie był faul. Szyki obronne były tak rozluźnione, że nie chcę już dalej wnikać, czy był jeszcze spalony, czy nie [zawodnicy twierdzili, że był - red.].

Niedługo później mogło być 0:2, kiedy Dariusz Łatka odpuścił krycie Nowaka, a Rodnei przepuścił podanie przed bramkę do Moskały. Na szczęście białostoczan napastnik Cracovii z najbliższej odległości strzelił w poprzeczkę.

Strzelali nieskutecznie

Spotkanie przed przerwą rozgrywane było w wolnym tempie. Gospodarze cztery razy byli blisko doprowadzenia do wyrównania, ale Olszewski okazał się dla nich przeszkodą nie do pokonania. Mimo że Mariusz Marczak i dwukrotnie Marek Wasiluk (z rzutów wolnych) uderzali z dystansu naprawdę groźnie, bramkarz Cracovii wyciągał się jak długi i za każdym razem odbijał piłkę na rzut rożny. Ponadto w 28. min wygrał z Vukiem Sotiroviciem pojedynek sam na sam.

- Vuk się obudził i nieźle się zaprezentował. Wszyscy zagrali nieźle. Z każdego z tych chłopaków w odpowiednich momentach sezonu będziemy mieli pociechę - przekonywał Artur Płatek.

- Jak mogę być zadowolony, skoro bramki od roku nie strzelam - narzekał Serb, który ostatnio trafił do siatki rywali w połowie kwietnia. - Chociaż trochę lepiej już mi ta gra wychodzi.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, że to w wyniku w sumie pięciu zmian, ale po przerwie gra wyraźnie się ożywiła. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, goście starali się odpowiadać kontratakami. Szkoda tylko, że piłkarze obu drużyn nie grzeszyli dokładnością. Mnożyły się niecelne podania i takie same strzały. Białostoczanie przez 90 minut uderzali na bramkę Cracovii aż 21 razy, w tym 12 celnie, ale nie potrafili doprowadzić nawet do wyrównania. Krakowianie strzelali znacznie rzadziej.

- Z racji tego, że stworzyliśmy więcej czystych sytuacji, zwycięstwo jest sprawiedliwe - podsumował Majewski.

W innym spotkaniu białostockiej grupy Widzew Łódź pokonał wczoraj u siebie 3:1 Koronę Kielce. Druga kolejka Pucharu Ekstraklasy (zespoły grają każdy z każdym mecz i rewanż; do ćwierćfinału awansują dwie ekipy) ma się odbyć za dwa tygodnie. Białostoczanie wybiorą się do Kielc.



Jagiellonia - Cracovia 0:1 (0:1)

Strzelec bramki: Kamil Witkowski (8.).

Jagiellonia: Mańka - Łatka Ż, Nawotczyński Ż, Rodnei (46. Chańko), Wasiluk - Niedziela (68. Janik), Falkowski, Marczak, Gevorgyan (46. Kobeszko) - Cieluch (64. Dzienis), Sotirović.

Cracovia: S. Olszewski (46. Pączek) - Kulig, Skrzyński, Radwański - Baran (46. Baliga Ż), Kłus - Jeleń (46. Szczoczarz), Wiśniewski Ż (62. Kostrubała Ż), Nowak Ż - Witkowski, Moskała.

Sędziował (jako główny): Leszek Gawron z Mielca. Widzów: ok. 2000.