Dlaczego Polonia spadła - mówią byli żużlowcy i dziennikarze



Eryk Hełminiak

szef redakcji sportowej Radia PiK

To wielki wstyd dla Bydgoszczy ten spadek. Nie powinno go być. Obojętnie, czy za rok będziemy jeździć w ekstralidze z dziką kartą, czy złotą odznaką, Polonia po raz pierwszy w historii spadła.

To się nie powinno zdarzyć. Zdecydowało o tym złe zestawienie składu i ktoś powinien za ten błąd odpowiedzieć. Mieliśmy zespół złożony z zawodników I ligi, i mamy I ligę w Bydgoszczy. To zresztą nie wina tych żużlowców, którzy spisali się na tyle, na ile było ich stać.

Brakowało w drużynie drugiego zawodnika, który wygrywałby biegi. Bez tego przecież nie uda się wygrać żadnego wyścigu a w konsekwencji meczu. Zielona Góra miała Protasiewicza, Walaska, Iversena, Lindgrena. Każdy z nich był w stanie zwyciężać. A my liczyliśmy tylko na Jonssona, ale on niestety także był w tym roku słabszy, oraz ewentualnie na Okoniewskiego. Stawianie na juniorów bez wsparcia starszych zawodników jest zawsze niepewne i ryzykowne. Polonii to ryzyko się nie opłaciło.

W kwestii przyszłości mam tzw. mieszane uczucia. Jeśli klub zdecyduje się na sportową drogę i jazdę w I lidze, to nikt przecież nie zagwarantuje nam sukcesu. Wątpię, czy tacy zawodnicy jak Jonsson, czy Gollob chcieliby występować w niej. Do tego może dojść rezygnacja sponsorów.

Dzika karta kusi szybkim i łatwym, choć drogim powrotem do ekstraligi. Z drugiej strony kupowanie ligi za pieniądze kłóci się z duchem sportu. Poza tym podobne doświadczenia bydgoskich klubów kończyły się źle. Wystarczy przypomnieć przykłady Astorii czy niedawnych przenosin piłkarzy Kujawiaka na Zawiszę.



Andrzej Koselski

były zawodnik i szkoleniowiec Polonii

Przede wszystkim moja Polonia skończyła się w 2003 roku. Obecna spółka to trochę już inny klub. Jedno się tylko nie zmieniło. To nasza publiczność. Wspaniali kibice żużlowi w Bydgoszczy byli kiedyś i są teraz. Uważam, że dla nich powinna nadal być nad Brdą ekstraliga. Także dlatego, że zawsze byłem zwolennikiem tego, by w najwyższej klasie rozgrywkowej jeździło dziesięć zespołów.

Pomimo wszystko jednak szkoda, że obecny zespół nie zdołał się utrzymać w ekstralidze. Zawiódł mnie szczególnie Szwed Andreas Jonsson. Na miarę swoich możliwości jeździł Rafał Okoniewski. Reszta spisywała się w kratkę. Działacze klubowi przed sezonem wykazali się niestety słabą czujnością. "Wróble ćwierkały" przecież o tym, że Piotr Protasiewicz może odejść. Trzeba było już wtedy konkretnie rozmawiać z innym zawodnikami. Potem było za późno, bo większość dogadała się już z innymi zespołami.

Poza tym Polonię prześladowały kontuzje i ciągłe problemy ze sprzętem. Nie wierzę jednak, że zawodnicy nie dali z siebie wszystkiego. Przecież oni potrafią dobrze się prezentować. Pamiętam sytuację z 1968 roku, kiedy przegraliśmy ostatni mecz ligowy w Rybniku po którym mieliśmy spaść z ligi. Wszyscy w drodze powrotnej do Bydgoszczy płakali w autobusie. Potem okazało się, że Tarnów z Lesznem zamienili się torami, bez wcześniejszych uzgodnień i ich mecz został zweryfikowany na naszą korzyśc. Dzięki temu, to my pojechaliśmy w barażach. Przez cały tydzień ciężko pracowaliśmy, a mobilizacja była tak duża, że bez problemu pokonaliśmy w dwumeczu Unię Leszno.

not. woj.



Ryszard Dołomisiewicz

były żużlowiec Polonii

Szkoda, że tak się stało, bo wszyscy mocno przeżyliśmy ten smutny niedzielny wieczór. Choć już do wielu lat nie jestem zawodowo przy żużlu, to jednak sentyment do tego sportu i Polonii pozostał. Tyle lat się budowało to wszystko, a teraz nastąpił spadek.

Obecnie żużel to wielki biznes, gdzie najważniejszy jest pieniądz. Nie tak jak kiedyś, gdy celem były szkolenie młodzieży i to decydowało później o wynikach. Teraz jak się ma pieniądze, to można kupić wybranych zawodników. A w biznesie, także tym żużlowym, aby odnieść sukces trzeba mieć smykałkę do hazardu i do tego jeszcze dużo szczęścia, a tego ostatniego zabrakło w Bydgoszczy.

Składem pierwszoligowym chciano utrzymać się w ekstraklasie. Nie udało się, chociaż trzeba też przyznać, że niewiele brakowało, a cel zostałby osiągnięty. Niestety kontuzje przeszkodziły w kilku spotkaniach w odniesieniu zwycięstw. To kwestia tego szczęścia, którego w tym roku niestety zabrakło bydgoskiej Polonii.

Poza tym nie można liczyć, że powiedzmy zaledwie trójka liderów zapewni sukces. Żużel to sport urazowy, trzeba być na wszystko przygotowanym, szczególnie teraz, gdy zawodnicy startują w wielu ligach. Chyba tylko raz w latach osiemdziesiątych Zielona Góra wywalczyła tytuł praktycznie piątką zawodników, którzy przejechali cały sezon bez urazu. Takie rzeczy zdarzają się jednak raz na kilka lat. W sporcie nie da się wszystkiego z góry zaplanować. Pewnie intencje były dobre, ale życie je zweryfikowało na naszą niekorzyśc.





Zdzisław Sosnowski

dziennikarz Przeglądu Sportowego

Zdawałem sobie sprawę, że inaczej być niestety nie może. To był zespół na miarę tylko I-ligową i nie mógł obronić ekstraligi. Można winić Leszka Tillingera za podpisanie kontraktów z takimi, a nie innymi zawodnikami, ale ja najbardziej winię Piotra Protasiewicza, bo całe zło od niego się zaczęło. Nie mam pretensji do niego, że zmienił klub z Polonii na ZKŻ, bo miał do tego prawo. Mam pretensje, że zrobił to w ostatniej chwili. W tym momencie rynek transferowy był przebrany, stąd pojawił się np. taki Staszewski. Trudno było przypuszczać, że Andreas Jonsson będzie miał takie kłopoty i pecha z kontuzjami. Na 14 meczów w 5 nie brał udziału, a w dwóch ostatnich wypadł katastrofalnie. Czarna plama tego sezonu to młodzieżowcy, którzy mieli dobry początek, ale potem spisywali się fatalnie, szczególnie Buczkowski w tych dwóch ostatnich meczach. Poza tym poloniści obsadzają zbyt wiele lig, co potem odbija się zmęczeniem w naszej ekstralidze. Minusem było, to że nasza Polonia przestała być bydgoska. Żal było patrzeć, jak od wtorku do piątku parking na naszym stadionie jest pusty.

A teraz co do przyszłości. Jestem za tym, żeby kupić dziką kartę i ratować w ten sposób ekstraligę. Jeśli tego nie zrobimy, szybko rozproszymy to, co posiadamy. Przecież przez trzy kolejne lata mamy Grand Prix. Nie można pozwolić, żeby kibice się odzwyczaili od systematycznego oglądania najlepszych zawodników na świecie. Uważam także, że dobry pomysłem jest powrót Tomasza Golloba do Bydgoszczy.



Jarosław Dąbrowski

dziennikarz Gazety Wyborczej

Dziś "Ameryki nie odkryję": Polonia 2007 nie była - tak jak w zeszłym sezonie - drużyną złożoną z zagranicznego pewniaka, nie zawodzącego krajowego lidera, punktującej drugiej linii i silnej pary (a nawet tria) młodzieżowców. Od zeszłej jesieni, gdy wybuchły bydgoskie "bomby" transferowe, uważałem, że tercet Szczepaniak-Staszewski-Okoniewski nie jest wart jednego Protasiewicza. I nieważne, w jakich okolicznościach "Pepe" przeszedł do ZKŻ. Takiego stabilnie jeżdżącego polskiego żużlowca teraz Polonii zabrakło! Żaden ze wspomnianej trójki nowych polonistów nie udźwignął ciężaru bycia już nie pierwszo-, a ekstraligowcem. Do tego zagubili się wszyscy młodzieżowcy. Punktów tej grupy zabrakło zwłaszcza w meczach, gdy kontuzje leczył Jonsson. Polonia spadła, bo po prostu za często i za wielu zawodnikom naraz "przydarzały się" słabsze występy. Nie ma już co chełpić się kwietniowymi wygranymi w Zielonej Górze i u siebie z Włókniarzem, rozgromieniem - rozbitego po upadkach Ząbika i Miedzińskiego - Unibaksu, czy świetną postawą drużyny w Częstochowie, jadąc bez Jonssona. Wszystko to idzie w zapomnienie wobec spadku do I ligi.

Zawsze uważałem, że sukces trzeba wywalczyć "po sportowemu" na parkiecie, bieżni czy torze. Dlatego np. nie byłem entuzjastą kupowania sobie przez Astorię miejsca w koszykarskiej ekstraklasie. W przypadku żużlowej Polonii dziś zmieniłem zdanie, bo: 1. Nie po to Bydgoszcz "kupiła" Grand Prix na kolejne trzy lata, by tylko przy okazji zjazdu światowej elity zapełniał się stadion; 2. Klub i miasto wyłoży dziesiątki milionów złotych na mającą trwać kilka lat gruntowną przebudowę stadionu, więc ewentualne kilkaset tysięcy złotych na wykup dzikiej karty w ekstralidze to będzie kropelka wydatków (a bez tłumów na meczach z Unibaksem czy Atlasem nię będzie znaczących wpływów z biletów); 3. Bydgoscy kibice zasługują, by nadal oglądać przy Sportowej emocje ekstraligowe.

I dlatego działacze Polonii są zobowiązani teraz zrobić wszystko, by wypić nawarzone piwo - wszelkimi "stolikowymi" sposobami pozostać w ekstralidze.