Wariner: Rekord? Może w środę

Najlepszy czterystumetrowiec ostatnich lat Jeremy Wariner jest już w Warszawie. Podczas mityngu Pedro's Cup Amerykanin podejmie kolejną próbę pobicia rekordu świata ustanowionego przez własnego menedżera


Najlepszy wynik na świecie na 400 m - 43,18 s - należy obecnie do Michaela Johnsona, menedżera Warinera. Rezultat ten uzyskany osiem lat temu przez wielu uważany jest za kosmiczny, niemożliwy do poprawienia. Mimo to Wariner nie czuje w stosunku do swojego utytułowanego poprzednika żadnej ukrytej złości za tak wysoko postawioną poprzeczkę. Wręcz przeciwnie: - To wspaniałe, że Michael wyśrubował rekord do takiego poziomu. Wielu ludzi mówi mi, że nigdy go nie pobije, ale to mnie tylko mobilizuje. Razem z trenerem wiemy, że jestem w stanie to zrobić - przekonuje złoty medalista największych światowych imprez, ale sam nie wie, kiedy to nastąpi. - Być może już w środę, a może za rok czy dwa.

Na samym rekordzie plany Warinera się nie kończą: - Chcę być pierwszym człowiekiem w historii, który na dystansie 400 m złamie barierę 43 s. To jest możliwe i ja w to wierzę - zarzeka się młody Teksańczyk, który podobnie jak kiedyś Johnson, trenuje pod okiem Clyda Harta. Czy kluczem do sukcesu obu biegaczy są jakieś sekretne metody tego szkoleniowca? - Nie ma żadnego sekretu - zaprzecza Jeremy. - Najważniejszy jest talent, a reszta to ciężka praca. - dodaje. Praca, przy której Amerykanin nie wzoruje się na nikim szczególnym. Spytany o to, kto jest jego sportowym idolem, odpowiada: - Ja sam? (śmiech)

Niestety, widzom w Warszawie nie będzie dane podziwiać skoków w wykonaniu Jeleny Isinbajewej. Ze względu na dużą liczbę startów w krótkim okresie czasu, w niedzielę wieczorem rosyjska tyczkarka podjęła ostateczną decyzję, że do Polski nie przyjedzie.