Wichniarek: Temat reprezentacji mnie nie podnieca

Napastnik Arminii Bielefeld Artur Wichniarek strzelił w meczu z Hansą Rostock już czwartego gola w tym sezonie. Polski napastnik po 5. kolejkach prowadzi w klasyfikacji strzelców Bundesligi. Czy myśli o powrocie do kadry Polski? - Pewnie, że z przyjemnością usłyszę o powołaniu, ale generalnie nie podnieca mnie specjalnie temat reprezentacji - mówi "Dziennikowi" Wichniarek.
- Gdybym tym się przejmował, to mógłbym źle skończyć. Jak sobie to pan wyobraża? Że codziennie latam do skrzynki pocztowej, by zobaczyć czy przypadkiem nie ma powołania? Dziękuję, to nie dla mnie, za duży jestem. Zresztą zawsze było tak, że najpierw wszyscy domagali się powołania mnie do kadry, a później jak nie strzeliłem dwóch bramek, to była po mnie "jazda" - opowiada najlepszy jak na razie strzelec Bundesligi.

Wichniarek mówi, że póki co, koncentruje się na grze w klubie. Po cichu liczy nawet na koronę króla strzelców. - Jakiś cel trzeba w życiu mieć (śmiech). Zobaczymy jak będzie, ale żeby zdobyć koronę grając w takim klubie jak Arminia, trzeba się sporo namęczyć. W trakcie rundy mam jakieś trzydzieści sytuacji do strzelenia gola. Napastnik Bayernu ma ich siedemdziesiąt. Oczywiście zdarzają się przypadki takie jak Theofanisa Gekkasa z Bochum, który wykorzystał to co miał i został królem strzelców. Co da mi jednak tytuł króla strzelców jeśli klub miałby spaść? Jeśli moja bramka nic nam nie daje, to wolę asystę na 1:0 w 90. minucie - podkreśla Wichniarek.

Na czym jego zdaniem polega recepta na sukces w Bundeslidze? Na tym, że nie można być... miłym. - Przez lata nauczyłem się, że jeśli jesteś miłym, fajnym kolegą, to w końcu dostajesz po tyłku. Czasem trzeba być bezwzględnym. Powiedzmy sobie szczerze: jeśli ty grasz, to inni nie grają. Jeśli jesteś napastnikiem, to siłą rzeczy podświadomie czekasz na kontuzję kolegi z ataku. Nawet najlepszego kolegi - mówi polski napastnik.