Jerzy Dudek: Iker nie do ruszenia

O reprezentacji wciąż myślę, bo chyba każdy piłkarz marzy do samego końca. Na razie na grę w koszulce z orłem nie zasługuję, bo choć jestem w Realu Madryt, to nie gram. Oczywiście, jeśli trener Beenhakker myśli inaczej, to jestem gotowy - mówi bramkarz Realu Madryt, Jerzy Dudek.
Z bramkarzem Realu Madryt rozmawiałem po niedzielnym treningu dla zawodników spoza pierwszego składu. Kilkunastu piłkarzy, w tym Dudek i Ruud van Nistelrooy, trenowało na jednym z licznych boisk kompleksu Miasteczko Realu na obrzeżach Madrytu. Dzień wcześniej mistrzowie Hiszpanii wygrali 3:1 na Santiago Bernabeu z Almerią.

Adam Romański: Czy propozycję z Realu przyjął pan bez najmniejszych wątpliwości? Wiadomo, że tu bezdyskusyjnym numerem 1 jest Iker Casillas.

Jerzy Dudek: Ofertę dostałem w maju, przed finałem Ligi Mistrzów Liverpool - Milan. Ale czekałem. Propozycja była na tyle klarowna, że wiedziałem, w jakiej roli będę w Realu. Pozycja Casillasa jest tutaj nie do podważenia. Dlatego to była jednak trudna decyzja i starałem się szukać czegoś innego. Ale żadna propozycja nie była tak dobra. Nie wyszły mi rozmowy z Betisem Sewilla, więc zdecydowałem się na Real.

Targów o pieniądze nie było, jak rozumiem?

- Nie chodziło tu na pewno o pieniądze. Wątpliwością była tylko długość kontraktu. Oni chcieli mnie na rok, a ja chciałem dwa lata. Udało mi się ich przekonać. A warunki finansowe? Chyba w Realu Madryt wszyscy są zadowoleni z zarobków

Dwa lata w Realu oznaczają, że jest pan zdecydowany aż dwa lata nie grać?

- Za wcześnie o tym rozstrzygać. Może nie będę w Realu dwa lata? Może sytuacja się zmieni na moją korzyść i zostanę tu na pięć lat? Dopiero zagraliśmy trzy mecze ligowe i za wcześnie o tym mówić. Jeśli jednak bym został na ławce, to pomyślę nad zmianą klubu. Real to dla mnie wspaniała edukacja, to największy klub na świecie, świetnie zorganizowany, tu się wiele uczę i to jest ważne.

Czy ktoś obiecywał albo deklarował, że będzie pan grał? Podobno Bernd Schuster obiecał panu grę w Pucharze Króla?

- Nic takiego nie miało miejsca. Wszyscy się cieszyli, że zgodziłem się tu przyjść, mimo że miałem różne inne propozycje. A ile będę miał grać, tyle pogram.

A może w rezerwach chociaż?

- Opowieści tu krążą, jak to w poprzednim sezonie za trenera Fabio Capello kilku chłopaków z pierwszego zespołu pojechało na mecz rezerw, ale posadzono ich tam na ławce rezerwowych. Nasze rezerwy grały w drugiej lidze, teraz spadły do trzeciej. A druga liga hiszpańska to przecież dobry poziom, Frankowski tam grał. To byłoby dla mnie świetne rozwiązanie, ale na razie nie zdarzyło się, żeby ktoś z pierwszego zespołu Realu grał w rezerwach. Nie ma takiego obyczaju.

Czy jest przepaść między Liverpoolem a takim klubem jak Real?

- Przepaści to nie ma na pewno. W Liverpoolu po przyjściu Rafaela Beniteza miałem możliwość poznania szkoły hiszpańskiej. A może nawet nie, bo Benitez nie jest typowym hiszpańskim trenerem. Pod względem mentalności Anglia i Hiszpania to zupełnie dwa różne światy. Benitez, przychodząc do Liverpoolu, wskoczył ze swoim stylem w angielską mentalność.

W Liverpoolu trenuje się zupełnie inaczej. W Liverpoolu 60 procent poświęcaliśmy na przygotowanie fizyczne, 30 procent to była taktyka, a 10 na jakąś zabawę z piłkami. W Hiszpanii jest odwrotnie. Jakieś 30 procent na przygotowanie fizyczne, drugie 30 na taktykę, a aż 40 na granie w piłkę. I mentalność chłopaków też jest inna. Świetni piłkarze, przygotowani technicznie, a nie kafary jak w Anglii.

Piłka hiszpańska przypomina mi koszykówkę, a angielska to prawie rugby. Taka jest różnica w kulturze gry.

Real jest dziś inny niż w ostatnich latach, nie ma tych galaktycznych nazwisk. Czy to się czuje w zespole?

- W ostatnich latach Real nastawił się na popularność w świecie, sprzedaż koszulek. To był dobry chwyt marketingowy, choć to i tak zawsze był ogromny klub. Chłopcy mówią, że teraz mamy mniej sławną, ale lepszą drużynę. Ale ciężko wyrokować. Wyrok, czyli wynik, przychodzi na końcu sezonu. Przed rokiem Real zbierał srogie baty od wszystkich - kibiców, mediów - a potem wygrał ligę. Trzeba czekać z ocenami do końca.

Ten zespół jest dobrze budowany przez Bernda Schustera. Real może mieć każdego piłkarza, którego chce, ale teraz ważne jest nie to, ile koszulek z jego nazwiskiem się sprzeda, ale ile on wniesie do zespołu. Choć oczywiście umiejętności indywidualne są ważne, przecież Wesley Sneijder strzela dla nas piękne bramki w każdym meczu. Ale i tak siłą Realu jest teraz zespół.

Jakim trenerem jest Schuster?

- Bardzo mi przypomina Leo Beenhakkera jeszcze z czasów Feyenoordu. Jest spokojny, zrównoważony, stara się mieć dobry kontakt z zawodnikami. Jeśli trzeba, potrafi być też bardzo ostry i to się czuje. Powoli buduje zespół, daje szansę wielu zawodnikom. Wszyscy mają tu dla niego wielki szacunek, także za to, jakim był zawodnikiem.

Czy w grupie Ligi Mistrzów czeka was spacerek?

- Przeciwnie. To będzie równa grupa. Real jest zawsze z góry faworytem, ale dzisiaj to nie ma żadnego znaczenia. Nawet w lidze hiszpańskiej w sobotę z Almerią mecz był bardzo ciężki. Ci chłopcy, którzy grali, są szalenie zmęczeni. A to przecież tylko beniaminek.

Czy myśli pan jeszcze o powrocie do kadry?

- Jeśli zacząłbym grać, czy to w Realu, czy w innym klubie, to mam zawsze szansę. Wiadomo, jaka jest sytuacja bramkarzy. Tylko Artur Boruc gra w swoim klubie, a Kuszczak czy Fabiański mają taką sytuację jak ja. Może kluczem do powrotu do kadry byłoby pójście do słabszego klubu i granie. Ale zobaczymy. O reprezentacji wciąż myślę, bo chyba każdy piłkarz marzy do samego końca. Na razie na grę w koszulce z orłem nie zasługuję, bo nawet jeśli jestem w Realu Madryt, to nie gram. Oczywiście, jeśli trener Beenhakker myśli inaczej, to jestem gotowy.

Gotowy nawet by być trzecim bramkarzem na Euro 2008, jeśli będzie taka potrzeba?

- Trzecim, drugim czy pierwszym - nigdy nie wiadomo. Jeśli jesteś już w kadrze, to oczywiście może się zdarzyć, że nie będziesz trenerowi w ogóle potrzebny. Zawsze jest to trudne do zaakceptowania, tym trudniejsze, kiedy się ciężko pracuje

Pytam oczywiście w kontekście tego, co się zdarzyło przed mundialem 2006. Czy w Niemczech u Pawła Janasa by pan zaakceptował rolę rezerwowego?

- Gdybym był wtedy w takiej sytuacji jak jestem teraz, nie byłoby problemu. Ale wtedy grałem w 80 procentach meczów eliminacyjnych. Decyzja trenera, by wykluczyć mnie z kadry na mundial, była dla mnie wielkim zaskoczeniem i sprawiła mi wielki ból, który ciągnął się za mną przez wiele miesięcy. To było bardzo ciężkie, ale takie jest życie piłkarza. I w ogóle całe życie. Czasami człowiek dostaje ciosy nie wiadomo za co i z której strony i trzeba to jakoś przyjąć na twarz.

Śledzi pan mecze reprezentacji?

- Oczywiście, mam w niej wielu przyjaciół i im kibicuję.

Dobrze graliśmy z Portugalią i Finlandią?

- W pierwszej połowie z Portugalią graliśmy tak, jak powinniśmy grać. Wysoko w obronie, agresywnie, walecznie. To możemy przeciwstawić innym zespołom. Druga połowa była gorsza, tak jak cały mecz z Finlandią. Ale to dlatego, że także Finlandia była zadowolona z remisu.

Czy Anglia to już dla pana zamknięty rozdział? Dom sprzedany?

- Spędziłem tam sześć lat, sporo czasu. Domu nie sprzedałem, być może na razie nie sprzedam. Może tam jeszcze wrócę? Byłem w ostatnim tygodniu trzy dni w Liverpoolu, odwiedziłem klub, spotkałem się z chłopakami i z przyjaciółmi. Pytają mnie, czy mam ochotę wrócić, bo niektóre kluby szukają bramkarza Na razie jestem w Hiszpanii, chciałbym nauczyć się języka i jak najszybciej poznać kulturę. Ostatnie dni miałem ciężkie, bo mój syn poszedł do szkoły, w której nikogo nie znał, i na początku mu się nie podobało. Jako ojciec mocno to przeżywałem. Staram się układać życie na boisku, ale także życie poza nim nie jest łatwe.

A Polska? Wróci pan kiedyś?

- Jestem patriotą i mam związane z Polską silne sentymenty. Bratu mówiłem, że chciałbym wrócić kiedyś do Polski i zagrać w klubie, któremu kibicowałem od małego. Wszyscy mi radzą, żebym już tego nie robił. Że mam wrócić i już nie grać, nie rozmieniać się, tylko cieszyć całą karierą, jaką miałem. Ale zobaczymy

Jakiemu to klubowi tak pan kibicował?

- Nooo, kibicowałem wielu klubom. Ale jeden z nich bardzo mi zapadł w pamięci Zobaczymy. W każdym razie nie zostanę na zawsze za granicą, chcę wrócić do Polski i mam związane z tym plany. Pracujemy nad tym, żeby otworzyć szkółkę piłkarską, mam swoją fundację, która będzie budowała boiska piłkarskie. Jedno już jest, może będzie drugie jeszcze w tym roku. W Polsce problemem jest biurokracja, ale powoli to idzie do przodu. Mam przed sobą dwa lata w Realu, może później dwa lata gdzie indziej, a potem wrócę do kraju.