Pierwsze i od razu efektowne zwycięstwo ŁKS

Zwycięstwem 3:0 nad beniaminkiem z Sosnowca piłkarze ŁKS przerwali serię 17 spotkań bez wygranej.
Drużyna z al. Unii ostatni raz zwyciężyła 22 maja, kiedy pokonała w Łodzi Koronę Kielce 2:1. Od tamtej pory rozegrała aż 17 spotkań bez zwycięstwa (siedem w ekstraklasie, dziewięć sparingów i jeden w Pucharze Ekstraklasy. Po sześciu kolejkach zespół trenera Wojciecha Boreckiego miał na koncie zaledwie trzy punkty. Dlatego w sobotę musiał wygrać z Zagłębiem Sosnowiec, aby nie stoczyć się na samo dno tabeli. I tak się stało...

- Był to niesłychanie ciężki mecz, do którego przystąpiliśmy z ogromną presją - tłumaczy Łukasz Madej. - Wygrana była konieczna, aby wrócić do równowagi po fali krytyki, która na nas spadła po ostatnich niepowodzeniach. W pierwszym kwadransie widać było, że ełkaesiacy byli bardzo spięci. Najbardziej widać to było po grze Adriana Woźniczki i Tarika Cericia, którzy popełniali błąd za błędem. Na szczęście bardzo dobrze spisywali się Tomasz Kłos, Madej oraz dwaj debiutanci - Andreson Ribas i Jose Paulo Bezerra. Pierwszy naprawiał liczne błędy swoich kolegów, Madej brał udział w większości akcji ofensywnych, a Brazylijczycy okazali się lepszymi pomocnikami niż Jacek Dąbrowski i Łukasz Trałka. Podobał się zwłaszcza Andreson, który imponował odbiorem oraz dokładnymi podaniami. Jego kolega zaś bardzo dużo biegał, przerywając ataki sosnowiczan.

Bramkarza Zagłębia próbowali pokonać Sikora i Madej, ale gralli nieskutecznie. Wreszcie jednak niemoc strzelecką przełamał Ensar Arifović. Po zagraniu Madeja Bośniak minął Szymona Gąsińskiego, a następnie skierował piłkę do pustej bramki. Był to jego pierwszy gol od 18 kwietnia.

Dobrą formę potwierdził w sobotę Madej, który w 52 min zdobył drugiego gola, odbierając Zagłębiu chęć do walki. Zaczęło się od podania Arifovicia do Sikory, który pobiegł niemal do linii końcowej. Kiedy się wydawało się, że pomocnik zmarnuje kolejną świetną okazję, podał do Madeja, który z bliska kopnął piłkę do bramki. - Grzechem byłoby nie wykorzystać takiego zagrania - mówił.

Łodzianie cofnęli się, licząc na kontry. Goście zaś osiągnęli przewagę, ale nie potrafili stworzyć sobie dobrych sytuacji pod bramką Bogusława Wyparły. Golkiper ŁKS przed meczem otrzymał tort, bo rozgrywał trzechsetne spotkanie w ekstraklasie. Widocznie sosnowiczanie nie chcieli mu robić przykrości w tak uroczystym dniu, bo tylko raz zmusili go do wysiłku. W 45 min Wyparło wybiegł daleko od bramki, dał się ograć Krystianowi Prymuli, ale piłkę z pustej bramki wybił Cerić. Później jubilata próbowali pokonać Marcin Folc, Sławomir Pach i Jarosław Piątkowski, ale bez powodzenia.

W 85 min łodzianie - po kolejnej kontrze - dobili rywala. Akcję zaczął Jose Paul, który zagrał do Roberta Łakomego. Ten dośrodkował w pole karne, a nadbiegający Marcin Komorowski wpakował piłkę do siatki. To pierwszy gol wychowanka PTC Pabianice dla klubu z al. Unii. - Najważniejsze, że wygraliśmy. Było kilka dobrych akcji, no i trzy ładne bramki - podsumował spotkanie Wyparło.

Trzy punkty na pewno pozwolą trenerowi Boreckiemu na spokój w pracy szkoleniowej. - Oby zwycięstwo nie wprowadziło tylko drużyny w stan uśpienia - żartuje Zdzisław Kapka, menedżer ŁKS. - Kolejna wygrana musi przyjść szybciej niż za miesiąc. Może być z tym problem, bo dwaj najbliżsi rywale łodzian to mistrz Polski Zagłębie Lubin i Korona Kielce. Po tych spotkaniach odbędą się derby Łodzi, dopiero 20 października przyjedzie na stadion przy al. Unii Górnik Zabrze, który powinien być w zasięgu ełkaesiaków.

W składzie Zagłębia nie było Grzegorza Kmiecika, który z powodów wychowawczych został przesunięty do zespołu Młodej Ekstraklasy. Dodatkowo, oprócz kary odsunięcia od pierwszego zespołu napastnik został też ukarany finansowo.

ŁKS - Zagłębie Sosnowiec 3:0 (1:0)

Gole: Arifović (23, po akcji Madeja), Madej (52, po zagraniu Sikory), Komorowski (85, po dośrodkowaniu Łakomego).

ŁKS: Wyparło 3 - Łakomy 3, Kłos 4, Cerić 3, Woźniczka 3, Ż - Sikora 3 (68. Komorowski 2, Ż), Jose Paulo 3,5, Anderson 4, Madej 5, Opsenica 3 (64. Szczot 1) - Arifović 3 (83. Cieśliński 1). Zagłębie: Gąsiński - Kłoda Ż, Hosić, Kaliciak, Kozubek - Skrzypek, Berensztajn (58. Piątkowski), Berliński, Cygnar (58. Pach) - Prymula (62. Bagnicki), Folc Ż.

Sędziował Marcin Szulc (Warszawa).

Widzów: 6 tys.

Rozmowa z Tomaszem Kłosem

Jerzy Walczyk: Prawie cztery miesiące trzeba było czekać, by ŁKS wygrał spotkanie ligowe.

Tomasz Kłos: Lepiej późno, niż wcale. Cieszę się bardzo z wygranej. Od początku widać było nasze ogromne zaangażowanie. W pierwszej połowie dyktowaliśmy warunki gry, ale pierwsze minuty drugiej części wyraźnie przespaliśmy. Źle zagraliśmy wtedy taktycznie, pozwoliliśmy rywalom rozgrywać akcje skrzydłami, stąd pojawiło się sporo nerwowości na naszym polu karnym. Kiedy Marcin Komorowski zdobył trzeciego gola, mogliśmy wreszcie odetchnąć z ulgą.

Wynik sugeruje łatwe zwycięstwo, ale chyba do końca tak nie było.

- Nie było to wcale łatwe spotkanie. Powiem szczerze, że dla nas łatwiejszy mecz był z Legią Warszawa. Zawsze lepiej się gra z bardziej wymagającym przeciwnikiem, niż z zespołami, które prezentują umiejętności podobne do naszych. Ważne są trzy punkty, które zdobyliśmy, co pozwoliło nam uciec ze strefy spadkowej.

Jak się Panu grało z Brazylijczykami?

- Na pewno jakiś czas będzie dzielić nas bariera językowa. Obaj poznali już kilka polskich zwrotów, ale będą szybko musieli nauczyć się naszego języka, aby była jeszcze lepsza komunikacja. Uważam, że ich występ był bardzo poprawny, szczególnie Andresona Ribasa.

Często musiał się Pan denerwować na kolegów.

- Nerwy nie oznaczały, że miałem pretensje do kolegów. To wynikało z przebiegu spotkania. Błędy popełnia każdy, ale należy z nich wyciągać wnioski. Tłumaczę kolegom, że chcę dla nich jak najlepiej, stąd moje uwagi. Oni o tym wiedzą, dlatego nie mają do mnie żalu.

Najbardziej oberwał Adrian Woźniczka.

- Byłem trochę zirytowany jego częstymi błędami. Po meczu powiedział, że moje uwagi bardzo mu pomogły. Dlatego w drugiej połowie zagrał już lepiej.

Był to najlepszy mecz ŁKS w tym sezonie?

- Najlepszy rozegraliśmy z Legią, ale w sobotę nasze zaangażowanie osiągnęło najwyższy poziom.

W sobotę mecz z Zagłębiem Lubin. Jesteście w stanie zdobyć punkty z mistrzem Polski?

- Na pewno zagramy z kontry, bo nie możemy sobie pozwolić na otwartą grę z tak dobrym rywalem. Myślę, że trener dobrze nas ustawi taktycznie i naszym kibicom sprawimy miłą niespodziankę.