Sport.pl

Toruń kontra Wrocław. Emocje do końca

Żużlowe kluby z Torunia i Wrocławia walczą na torach już od ponad 40 lat. I kiedy stawka jest wysoka, ich mecze są wyjątkowo dramatyczne. Przypomniał je serwis klubu www.speedway.torun.pl.
W 1995 roku toruńska drużyna nazywała się Apator/Elektrim. Klub z Wrocławia - Sparta/Polsat. Lepiej w ekstraklasie prezentował się zespół ze stolicy Dolnego Śląska. W sierpniu przyjechał na mecz w Toruniu z nadzieją na zwycięstwo - oznaczałoby one zdobycie mistrzostwa Polski. Na początku meczu lepiej prezentowali się gospodarze. Po czterech wyścigach prowadzili 16:8 dzięki zwycięstwom Jacka Krzyżaniaka, Mirosława Kowalika i Tomasza Bajerskiego. Ale druga część meczu należała już do wrocławian. W doskonałej formie był duński lider Tommy Knudsen wspierany przez Piotra Protasiewicza, Piotra Barona i Dariusza Śledzia. Po 9. biegu Sparta prowadziła już sześcioma punktami (24:30). Przed ostatnim startem w meczu wrocławianie mogli być niemal pewni zwycięstwa. Wygrywała 44:40. W ostatnim biegu ścigać się mieli Knudsen, Protasiewicz, Kowalik oraz Mark Loram. Na pierwszym łuku przewrócił się "Pepe" - został wykluczony. W powtórce tuż po starcie maszynami szczepili się Loram i Knudsen. Obaj upadli. Chwila napięcia i nerwowego oczekiwania na decyzję sędziego, Stanisława Pieńkowskiego. Kibice dowiadują się, że wykluczony zostaje Knudsen. Loram i Kowalik już nie muszą się ścigać - wystaczy że przejadą cztery okrążenia. Wygrywają wspólnie 5:0, a Apator 45:44. Mistrzostwo później i tak zdobyła Sparta, torunianie zajęli drugie miejsce.

Równie dramatycznie jak w 1995 było w 2001 roku. Obie ekipy - już w nowych nazwach (Apator-Adriana i Atlas) - także walczyły o mistrzostwo. Wcześniejsze wyniki spowodowały, że o tym, kto będzie najlepszą drużyną w kraju miał zadecydować ostatni mecz w sezonie rozegrany 7 października. Bardzo długo - do 10. biegu - był remis. Po 12. wyścigach goście wygrywali, ale minimalnie - 37:35. Kolejny bieg wywołał euforię na trybunach. Tomasz Chrzanowski i Robert Kościecha podwójnie pokonali byłych torunian, Krzyżaniaka i Roberta Sawinę. Przed 15. biegiem Apator-Adriana prowadził 43:41. Wszystko było możliwe. Na starcie stanęli: Sebastian Ułamek, Greg Hancock (Atlas) oraz Wiesław Jaguś i Tony Rickardsson (Apator). Najlepszy był pod taśmą Szwed i już nie oglądając się na nikogo pojechał po zwycięstwo w biegu. Za nim był Jaguś. Apator-Adriana wygrał i mecz (48:42) i mistrzostwo kraju. Tysiące torunian świętowało wtedy na torze trzecie złoto w historii klubu. W niedzielę znów tysiące mieszkańców naszego miasta może mieć powody do radości, jeśli Unibax obroni 1-punktową przewagę zdobytą we Wrocławiu. Droga do finału ligi będzie wtedy otwarta.