Ile jest warta koszulka All Blacks?

Czy można sobie wyobrazić, że na mundial Brazylia przejeżdża bez Ronaldinho, Robinho, Kaki, nie mówiąc już o Ronaldo czy Didzie? Czy można sobie wyobrazić, że Argentyna rezygnuje z Lionela Messiego, Hernana Crespo, Carlosa Teveza, a selekcjoner - przy aplauzie tzw. środowiska - nie powołuje żadnego z kilkuset argentyńskich piłkarzy grających w Europie?
Niewyobrażalne? Nie tak bardzo, do podobnej sytuacji może dość niebawem w rugby.

Ten świat ułożony jest bowiem zupełnie inaczej niż piłkarski. Tutaj pozaeuropejskie potęgi - Australia, Nowa Zelandia i Republika Południowej Afryki postanowiły, że nie będą powoływać do reprezentacji zawodników, grających poza swoimi krajami, choćby największych gwiazd. W tym roku chciał się z tego wyłamać trener RPA Jake White. Jego zapędy ostudził jednak miejscowy związek, który wydał oświadczenie, że wzorem Australii i Nowej Zelandii nie będzie powoływać zawodników, którzy nie grają w miejscowej lidze. White miał ochotę wziąć na Puchar Świata kilku graczy z Europy, gdzie gra ponad 100 rugbistów urodzonych w RPA, ale musi się podporządkować.

Związek tłumaczy, że takie restrykcje zatamują odpływ zawodników z RPA do Europy. - Jeślibyśmy pozwolili rugbistom na swobodne odchodzenie do innych krajów, to okradlibyśmy kibiców z możliwości oglądania ich u siebie - twierdzi Oregan Hoskins, prezes federacji rugby RPA.

Oznacza to, że podczas Pucharu Świata (początek 7 września, transmisje w Polsacie Sport) wielu czołowych zawodników RPA, Nowej Zelandii i Australii rozegra swoje ostatnie mecze w kadrze. Kraje z południowej półkuli czeka bowiem prawdziwy exodus graczy. Media co moment podają nazwiska kolejnych Springboks i All Blacks [przydomki reprezentacji RPA i Nowej Zelandii], którzy podpisują kontrakty z europejskimi klubami. Ostatnim jest nowozelandczyk Doug Howlett (28 lat, 59 meczów w reprezentacji, 43 przyłożenia), który wybrał ofertę irlandzkiego Munster. Z trzydziestoosobowego składu Nowej Zelandii na mistrzostwa świata kontrakty z europejskimi klubami ma już podpisane siedmiu zawodników. Ze Springboks ośmiu graczy zamierza grać w Europie - m.in. kapitan drużyny John Smit (wyląduje we francuskim Clermont). To dopiero pierwsza fala.

Co najgorsze dla kibiców w ich ojczyznach, nie są to już tylko zawodnicy dobiegający trzydziestki, których dni w kadrze i tak były policzone. Ostatnio fanów All Blacks zaszokowali Luke McAlister - 23-letni łącznik ataku, który w 2002 r. był wybrany najlepszym młodym zawodnikiem świata i 26-letni Aaron Mauger (zbieżność nazwisk z Ivanem Maugerem, słynnym żużlowcem nieprzypadkowa, sześciokrotny mistrz świata to wujek rugbisty). Pierwszy podpisał lukratywny kontrakt z Sale Sharks, a drugi z Leicester Tigers (oba kluby występują w angielskiej Premiership). - To była trudna decyzja, ale poza rugby też jest życie - mówił McAlister, gdy tłumaczył się ze swojego postępku. W All Blacks prawdopodobnie żaden z nich już nigdy nie zagra. Chyba, że wrócą do kraju.

- Nic nie ma dla mnie większej wartości niż koszulka Springboks, ale jestem ojcem i to ja muszę przynosić jedzenie do domu - mówi z kolei młynarz reprezentacji RPA Gary Botha, którego skusił londyński zespół Harlequins.

Gwiazdy w najlepszych europejskich ligach zarabiają średnio dwa, trzy razy więcej niż na południowej półkuli. Byli All Blacks mogą liczyć na pensję w granicach 150-300 tys. funtów rocznie w Anglii (Carl Hayman ma dostać w Newcastle Falcons nawet 330 tys. funtów) i jeszcze więcej we Francji, gdzie w przeciwieństwie do Wysp nie ma ograniczeń w wysokości kontraktów (tzw. salary cap). W poprzednim sezonie były kapitan Nowej Zelandii, Tana Umaga podpisał dziesięciotygodniowy kontrakt z drugoligowym Toulonem. Zagrał w siedmiu meczach i skasował za to 350 tys. euro. Teraz do francuskiego klubu wybiera się George Gregan - kapitan reprezentacji Australii, który za roczny kontrakt dostanie 400 tys. euro.

Australijczycy jednak nie kwapią się do wyjazdów. Najlepsi nieźle zarabiają i u siebie. Najbogatszy rugbista świata - Matt Giteau dostanie ok. 900 tys. euro rocznie.

- Wiemy, że pod względem finansowym nie możemy rywalizować z zagranicznym klubami - stwierdził drugi trener reprezentacji All Blacks. - Jedyne czym możemy kusić zawodników to czerń naszych koszulek.

Nowa Zelandia to główny faworyt Pucharu Świata.