Widzew musi płacić

Łódzki klub ma uznać długi z czasów prezesów Pawelca i Grajewskiego. Jeśli nie, grozi mu nawet usunięcie z ligi
Wydział Dyscypliny PZPN rozstrzygnął po miesiącach sporów, że spółka prowadząca dziś łódzki klub odpowiada za długi "starego" Widzewa, skoro zajęła jego miejsce w lidze. Chodzi o grube miliony należności wobec klubów i piłkarzy z całej Polski. Na razie na klub nałożono 5 tys. zł grzywny.

- Widzew został uznany za winnego uchylania się od płacenia zobowiązań finansowych wobec członków PZPN. Musi też uznać stare długi, które sięgają kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu milionów złotych - wyjaśnia Michał Tomczak, przewodniczący Wydziału Dyscypliny.

- Martwi mnie, że już teraz feruje się wyroki. Ale nie będę tego krytykował, bo jako członek PZPN nie wolno mi tego robić - mówi Władysław Puchalski, prezes łódzkiego klubu.

W 2004 roku stowarzyszenie Widzew Łódź, na czele którego stał Zbigniew Boniek, przejęło od RTS piłkarską sekcję. Zrobiło to jednak bez długów, których z kolei narobiła SPN Widzew SA, w latach 90. kierowana przez Andrzeja Pawelca i Andrzeja Grajewskiego.

Stowarzyszenie Bońka nie miało sobie nic do zarzucenia, mało tego - kolejne komisje licencyjne w PZPN zgadzały się na grę klubu w lidze. Także sąd powszechny stwierdził, że nowy Widzew nie jest prawnym następcą starego.

- Przy przyznawaniu licencji nowej spółce doszło do wielkiej manipulacji, na którą pozwoliły wpływowe osoby w związku, pewnie z miłości do Widzewa - mówi Tomczak. - Wydziałowi Dyscypliny chodzi tylko o napiętnowanie uciekania od odpowiedzialności i łamania statutu związku. Jeśli Widzew dalej będzie tak postępował, to może być ukarany odjęciem punktów, a nawet usunięciem ze struktur PZPN.