Radwańska gra dziś o ćwierćfinał US Open

- Coś niebywałego - wzdychały tenisowe sławy i dziennikarze ?New York Timesa", którzy na relacjonowaniu US Open spędzili pół życia. Ameryka była w totalnym szoku, po tym jak w sobotę 18-letnia Agnieszka Radwańska rozłożyła na łopatki na korcie centralnym Marię Szarapową, wygrywając w trzeciej rundzie 6:4, 1:6, 6:2. W trzecim secie Polka przegrywała już 0:2, a potem wygrała sześć gemów z rzędu!
- Radwańska zagrała świetny mecz i sprawiła wielką sensację - mówił John McEnroe w radiu. - Klasa! Świetna robota - komentował w telewizji Jim Courier.

Gdy rozpoczynało się spotkanie, stadion im. Arthura Ashe'a, który może pomieścić 23,5 tys. widzów, nie zapełnił się nawet w połowie. Amerykanie lubią Szarapową, ale jej ostatnie mecze usypiały. Słynna Rosjanka wygrywała bowiem za szybko. Na korcie wiało nudą. W sobotę znów spodziewano się łatwego zwycięstwa drugiej rakiety świata nad mało znaną, niższą od utytułowanej rywalki o głowę dziewczyną z Polski. Kibice zęby ostrzyli sobie dopiero na mecze Roddicka i Federera, zajadając się hot dogami i prażoną kukurydzą poza kortem. Ale Radwańska sprawiła, że Amerykanie musieli je porzucić. Polka wygrała pierwszego, seta więc stadion się zapełnił, bo zaczęło pachnieć sensacją. I tak zostało już do końca. Gdy mecz się skończył, kibice wstali z miejsc i bili Radwańskiej brawo na stojąco, a Polka udzielała wywiadu na żywo stacji CBS. Szarapowa szybko się spakowała i wyszła.

Amerykanie zachwyceni

Radwańska zagrała bez kompleksów. Cały czas była wyluzowana, koncentrowała się na grze, a nie na tym, co dzieje się dookoła. Sprytna taktyka obrana przez ojca Agnieszki i trenera Roberta Radwańskiego dała świetny efekt. Zmuszenie Rosjanki do biegania, wybijanie jej z rytmu robieniem kroku do przodu przy jej serwisie, posyłanie płaskich piłek, do których musiała się schylać, dało piorunujący efekt. Rosjanka popełniła aż 49 niewymuszonych błędów, Polka tylko 23. Szarapowa aż 12 razy traciła punkty przez podwójne błędy serwisowe.

Pomeczowa konferencja prasowa odbyła się w głównej sali na parterze Arthur Ashe Stadium. Radwańska była tam po raz pierwszy - wcześniej interesowali się nią głównie polscy dziennikarze i rozmawiali bądź na korytarzu ("przy śmietniku"), bądź w jednej z bocznych sal.

- Czy zdajesz sobie sprawę, że jutro w USA jest najważniejszy dzień dla prasy sportowej? Wszystkie gazety mają wielkie dodatki, a twoje zdjęcie będzie na okładce każdego z nich - zapytał jeden z Amerykanów. - Tak? To fajnie - odparła Radwańska, uśmiechając się szeroko.

Na konferencji Polka zrobiła świetne wrażenie. Amerykanie zasypywali ją pytaniami przez 25 minut. - Jesteś doskonale przygotowana fizycznie. Jak wygląda twój trening? - pytał inny amerykański dziennikarz. - Normalnie. Trenuję cztery godziny dziennie. Gdzie? W Polsce, w Krakowie, czyli w domu. Nie jestem wychowanką żadnej akademii tenisowej. Od 13 lat moim trenerem jest tata. To taki rodzinny biznes - mówiła po angielsku Radwańska.

Tak jak na korcie była kompletnie wyluzowana, sala co chwila wybuchała salwą śmiechu po kolejnej błyskotliwej odpowiedzi Polki, która zdradziła, że przed meczem założyła się z młodszą siostrą Urszulą, że jeśli wygra z Szarapową, to kupi dla siebie i Uli drogie torebki od Louisa Vuittona (kilka tysięcy dolarów sztuka). - Wygrałam, więc wieczorem jedziemy o zakupy - śmiała się. Opowiadała też o swoich szczurach Flipie i Flapie, które hoduje w Krakowie. Amerykanie pamiętali je, bo opowiadała już o nich wiosną w Miami, gdy sprawiła sensację, pokonując Martinę Hingis. - Szczury, niestety, strasznie ostatnio przytyły - relacjonowała Agnieszka.

- Co myślałaś sobie w drugim secie, gdy Szarapowa wygrała łatwo 6:1? - Nic, myślałam po prostu, że mnie rozwala. Ale potem znów się obudziłam. W Polsce przed turniejem prasa pisała, że mogę zagrać w trzeciej rundzie z Szarapową. A ja odpowiadałam, że przecież jeszcze jest pierwsza runda, druga. Ale teraz sama już nie wiem, jak to się skończy.

W kuluarach US Open do późnej nocy było jeszcze słychać rozmowy o meczu Radwańskiej. - Federer wygrał jak zwykle, Roddick też, ale porażka Szarapowej to było coś - mówili kibice.

Szarapowa gratuluje

Zupełnie inna atmosfera panowała w obozie Szarapowej. Rosjanka siedziała na konferencji prasowej przybita. - Nie wiem, co się ze mną stało w trzecim secie, gdy przegrałam sześć gemów z rzędu. To nie powinno się zdarzyć - mówiła Rosjanka, która była faworytką turnieju. Przed imprezą na Flushing Meadows wygrała prestiżowy cykl US Open Series, co oznaczało, że w przypadku zwycięstwa w Nowym Jorku zarobi ponad 2,5 mln dol. (dostałaby ogromną premię).

Szarapowa zachowała się jednak z wielką klasą, nie zwalała winy na własne słabości, fatalny serwis, wiatr czy wyimaginowany uraz, jak często robią w takich sytuacjach faworytki. - Nie będę wam się tłumaczyć, że wstałam dziś z łóżka lewą nogą czy coś w tym rodzaju. Muszę pochwalić rywalkę. Wiele dziewczyn w jej sytuacji nie umiałoby poradzić sobie z presją. Ona umiała i należy jej się za to szacunek - powiedziała Szarapowa. - To bardzo trudna przeciwniczka, bo odbija prawie każdą piłkę. Zmusza do ciężkiej pracy. Dziś po prostu była ode mnie lepsza.

Rosjanka zapytana o przyszłość Radwańskiej odparła, że Polka ma wielkie możliwości. Wraz z kolejnymi turniejami będzie rosło jej doświadczenie. Jako największą słabość wymieniła słaby drugi serwis. - Ale to z czasem minie. Nauczy się lepiej uderzać z drugiego podania - mówiła Szarapowa. Dodała, że nie przeszkadzało jej to, że kibice byli za Radwańską. - To normalne, bo nie była faworytką. Fani zawsze w takiej sytuacji wspierają teoretycznie słabszą zawodniczkę, a mieli powód, bo grała bardzo dobrze. - Oczywiście jestem rozczarowana, że nie obronię tytułu, ale nie będę się załamywać. Trzeba podnieść głowę i żyć dalej - zakończyła Rosjanka.

Teraz gra o ćwierćfinał

Dziś Radwańska gra o ćwierćfinał US Open. Jej rywalką będzie reprezentująca Izrael Sahar Peer rozstawiona z numerem 18., która sprawiła sporą niespodziankę, pokonując po dwuipółgodzinnym meczu Czeszkę Nicolę Vaidisovą (nr 13). Polka i jej trener nie ukrywali, że woleli grać z 18-letnią Czeszką, która choć wyżej notowana, ma bardziej pasujący Radwańskiej ofensywny styl gry.

Polka grała już raz z Izraelką w Rzymie, gładko wówczas przegrywając. - Ale tamten mecz się nie liczy, bo to był ten feralny turniej, gdy linie lotnicze zgubiły mi rakietę. Będę walczyć. Zobaczymy , co będzie - powiedziała Radwańska.