Szybcy, niezbyt czyści i niezbyt trzeźwi

Pięć dni przed startem w mistrzostwach świata rekordzista globu na 100 m do drugiej nad ranem balował w klubach i barach, ale po pięciu godzinach harował już na treningu
Od magicznych wieczorów z mistrzostw świata w Tokio minęło 16 lat i znów sprinterzy są bohaterami. Wtedy rekord na 100 m pobił legendarny Carl Lewis (9,86), lepiej od rekordu pobiegł też drugi na mecie Amerykanin Leroy Burrell (9,88), o zaledwie 0,01 gorzej od swojego rekordu sprzed dwóch miesięcy pobiegł ich rodak Dennis Mitchell (9,91). Tuż za nim byli Brytyjczyk Linford Christie (9,92), Frankie Fredericks z RPA (9,95) i Jamajczyk Ray Stewart (9,96). Był to najszybszy bieg w dziejach. Nigdy wcześniej ani później sześciu zawodników nie pobiegło poniżej 10 s.

Teraz w japońskiej Osace bohaterów jest dwóch - Jamajczyk Asafa Powell i Amerykanin Tyson Gay. Rekord świata wydaje się w zasięgu ręki, ale taki wielki bieg jak w Tokio - już raczej nie. W tym roku zaledwie pięciu sprinterów w sumie dziesięć razy przełamało barierę 10 s. Trzy lata temu, przed igrzyskami w Atenach (aż pięciu finalistów pobiegło poniżej 10 s, w tym czterech poniżej 9,9 s), tę barierę sześciu sprinterów przełamało aż 17 razy.

Powell pobiegł już w karierze aż trzy razy w czasie aktualnego rekordu świata (9,77 s), ale w tym sezonie jeszcze szybciej pokonał 100 m Gay. Na stadionie w Nowym Jorku wiał jednak zbyt mocny sprzyjający wiatr, gdy Amerykanin mijał metę w czasie 9,76 s.

Który z nich wygra w Osace, okaże się w niedzielę, ale do tej pory to właśnie oni dwaj będą śledzeni w Japonii z największą starannością. Japońscy dziennikarze wiedzą już, że Powell z soboty na niedzielę trzy razy zmieniał lokale rozrywkowe w miejscowości Totori, bawiąc się tuż pod nosem szefów jamajskiej ekipy. Był w pubie, barze karaoke, wreszcie w nocnym klubie, gdzie przyjął sporo trunków. Bawił się do drugiej w nocy, ale już o siódmej rano zjawił się na rozruchu.

Każda minuta pobytu Powella i Gaya w Japonii jest monitorowana nie tylko dlatego, że 100 m to najbardziej elektryzujący finał mistrzostw. Również dlatego, że sprinty to najbardziej zainfekowana dopingiem konkurencja i że lada sekunda może wybuchnąć bomba z dopingiem. Potwierdza to najnowsza historia lekkoatletyki.

Mistrz olimpijski, mistrz świata i współrekordzista świata Justin Gatlin właśnie odbywa ośmioletnią karę za doping; igrzyskami olimpijskimi w Atenach wstrząsnął skandal dopingowy wokół Konstantinosa Kenterisa, greckiego herosa sprintu broniącego wówczas tytułu na 200 m. Doping wywyższył i pogrążył Marion Jones, Tima Montgomery'ego, Bena Johnsona. Podejrzany jest nawet Carl Lewis.

W Japonii zostanie przeprowadzonych aż tysiąc testów antydopingowych. Strach IAAF przed kompromitacją jest uzasadniony. W 2003 r. na mistrzostwach w Paryżu na 100 i 200 m wygrała Kelli White, ale została przyłapana na dopingu. Złoto na 200 m otrzymała więc druga na mecie Rosjanka Anastazja Kapaczinska finiszująca tuż przed Torri Edwards. Ta z kolei otrzymała złoto na 100 m po karze dla White.

Minęło dziesięć miesięcy i obie złote medalistki z odzysku - Edwards i Kapaczinska - zostały zdyskwalifikowano za doping.