Paweł Czado: mierni piłkarze jak aktorzy

Największy niesmak czuję, kiedy mierni piłkarze stają się znakomitymi aktorami
Górnik - Legia 0:3. Nie ma dyskusji, wygrali lepsi. W chwilach powszechnego przygnębienia śląskich kibiców po przykrym weekendzie bokiem umyka problem związany ze zjawiskiem dość obrzydliwym, a - niestety - na naszych boiskach coraz bardziej dokuczliwym. Dał on o sobie znać również w Zabrzu. W 52. minucie tego meczu chyżonogi napastnik Legii Bartłomiej Grzelak został powalony przez nacierającego niczym rozszalały buhaj bramkarza Tomasza Laskowskiego. Tak to przynajmniej początkowo wyglądało. Ja nie miałem wątpliwości: ewidentny karny. Nikt ich nie miał. Po meczu żaden z dziennikarzy nawet nie spytał Grzelaka, czy był faul! Dopiero parę godzin później zdumiałem się, kiedy przypadkowo zobaczyłem powtórkę w telewizji. I to nie pierwszą z brzegu, bo na pierwszej z brzegu Laskowski rzeczywiście był niczym buhaj. A... nie był, co potwierdziło ujęcie z innej kamery. Rozpędzony Grzelak, mijając bramkarza Górnika, niespodziewanie wygiął ciało w pałąk i upadł dramatycznie na ziemię niczym snop żyta. Dopiero w zwolnionym tempie okazało się, że to pozory - bramkarz nawet go nie dotknął.

Plaga symulowania karnych to nie jest polska przypadłość. W polu karnym od dawna nurkuje albo udaje jaskółki cały świat. To wpływa już na najważniejsze rozstrzygnięcia w światowym futbolu. Przykład? Ostatni mundial w Niemczech. Wprawdzie komisja sędziowska FIFA uczulała arbitrów na walkę z boiskowymi oszustami, ale ci byli bezradni i trudno ich winić, że nie potrafią dostrzec kłamstwa, bo piłkarze doprowadzili to do perfekcji. W efekcie Włosi niezasłużenie zostali mistrzem świata. Przecież w 1/8 finału z lepiej grającą od nich Australią sędziego - już w doliczonym czasie gry - teatralnym upadkiem nabrał obrońca Grosso. Tottiemu nawet nie mrugnęła powieka, kiedy strzelał do siatki. Fakt, że karny był z kosmosu, przyznały pośrednio nawet włoskie gazety, nazywając go "mocno dyskusyjnym". Buahahaha! Gdyby rzeczywiście był "mocno dyskusyjny", Włosi samo zwątpienie w zasadność jego podyktowania uznaliby za chwyt poniżej pasa... Tego karnego w ogóle nie było!

Co ciekawe, właśnie w Serie A dostrzegają coraz poważniejszy problem symulowania i próbują mu przeciwdziałać. Wiosną Adriano, brazylijski as Interu, został zawieszony na dwa mecze za wymuszenie rzutu karnego w meczu z Romą. Chciałbym, żeby nasi działacze podążyli tą samą drogą. Tak jak nigdy nie powinno się zmieniać wyniku zakończonego meczu, choćby został on ustalony po najbardziej krzywdzącym karnym, jaki można sobie wyobrazić, tak powinno się mieć możliwość surowego karania piłkarskich oszustów. Wydział Dyscypliny powinien wyciąć sobie z czwartkowych posiedzeń kwadransik albo dwa i przekonany telewizyjnymi powtórkami wlepiać bez wahania kilkumeczową dyskwalifikację. A recydywistom - razy dwa!

Jeszcze bardziej niż galopujący proceder oszukiwania na polach karnych martwi mnie narastająca kibicowska akceptacja dla takich zachowań. Natknąłem się na opinię internauty, że w pewnej grze komputerowej brakuje "możliwości wymuszania rzutów karnych (tak żeby sędziowie czasem je odgwizdywali, a czasem dawali kartki dla zawodników)". Wygląda na to, że oszustwo uważane jest już za nieodłączną część meczu, tak jak pomyłki sędziów czy kiksy zawodników. To oczywiste, że duch fair play coraz bardziej staje się w piłce tylko pustym frazesem, gdzieniegdzie był takim zawsze. W Argentynie obowiązuje w futbolu termin viveza, czyli "cwaniactwo", "przebiegłość". Rób, co chcesz: oszukuj, prowokuj, fauluj! Za chytrość zostaniesz doceniony... Pod dwoma warunkami: po pierwsze, wygraj, a po drugiej, nie daj się złapać. Dla mnie, miłośnika argentyńskiej piłki, viveza stanowi problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Ostatni jej przykład to oplucie przez Emilano Insuę Wojciecha Szczęsnego podczas niedawnych MŚ juniorów w Kanadzie. Czy to przypadek, że najnowsze bożyszcza argentyńskiej piłki - Sergio Aguero i leo Messi - naśladują Maradonę nie tylko w fantastycznych akcjach, ale i w zdobywaniu goli rękami (Aguero w październiku z Huelvą, Messi w czerwcu z Espanyolem)? W ćwierćfinałowym meczu MŚ z Niemcami Maxi Rodriguez nie został bohaterem tylko dlatego, że próbował wymusić karnego, ale mu się nie udało...

Różnica między nimi a nami jednak jest. Kiedy oszukują świetni piłkarze, nasuwa się pytanie, po co im to, przecież są w stanie wygrać uczciwie. A kiedy oszukują słabi, nie ma żadnych pytań, jest tylko cierpki smak zażenowania. Dochodzi do tego irytacja, kiedy mierni piłkarze są jednocześnie znakomitymi aktorami. Wolałbym, żeby w polskiej lidze znakomici piłkarze byli jednocześnie miernymi aktorami. Tak miernymi, żeby nawet nie próbowali próbować tych żałosnych sztuczek.

Tomasz Laskowski, bramkarz Górnika:
Tego karnego absolutnie nie powinno być! Grzelak był bardziej cwany ode mnie, wywrócił się, kiedy trzeba było, a sędzia zagwizdał. To było przy stanie 0:1. Mogliśmy jeszcze doprowadzić do remisu, a po golu z karnego te nadzieje straciliśmy. Szkoda.