Zofia Klepacka: W Pekinie będzie medal

Z chłopcami Pawła Skrzecza trenuję boks. Bo do mojej nowej klasy rs:x trzeba mieć power. Cyberpower - mówi mistrzyni świata w windsurfingu
Dotąd Zofia Klepacka startowała w klasie mistral. Aż cztery razy była młodzieżową mistrzynią świata. Jako 18-latka wystartowała w igrzyskach olimpijskich w Atenach, gdzie zajęła fantastyczne - jak na tak młodą dziewczynę - 12. miejsce.

Kilka tygodni temu zdobyła złoty medal mistrzostw świata w windsurfingowej, olimpijskiej klasie rs:x. Po pierwszych dziewięciu wyścigach miała taką przewagę nad rywalkami, że nawet gdyby w ostatnim, dziesiątym wyścigu przypłynęła jako ostatnia, i tak zdobyłaby srebro. Ale marzyła tylko o złocie.

Radosław Leniarski: Ten ostatni, dziesiąty wyścig, był chyba dla pani najbardziej dramatycznym?

Zofia Klepacka: Dramatyczny to on nie był, ale było mnóstwo emocji. Od rana zmienny wiatr, więc jeszcze przed startem wiedziałam, że będą niezłe jaja. Od razu zaliczyłam falstart i musiałam zawrócić. Jak ruszyłam, to najlepsze rywalki były już z przodu. Potem zderzyłam się jeszcze z Kanadyjką.

W pewnym momencie przyszedł szkwał. Chciałam go wykorzystać i popłynąć w ślizgu. Wszystkie moje rywalki popłynęły w prawo, a ja w lewo.

Już była tragedia, bo wiatr ucichł tak nagle, że wpadłam do wody. Po prostu byłam zawieszona w uprzęży na bomie i nagle ciach. Przestało wiać.

Ale powiedziałam sobie, że muszę się pozbierać. Na pierwszej boi zwrotnej byłam ósma. To oznaczało zaledwie srebrny medal. Ale potem przyszedł wiatr również do mnie. I nagle się okazało, że ja płynę w ślizgu, a cała reszta stoi.

Skąd pani wiedziała, że tam przyjdzie wiatr?

- Nie wiedziałam. Ale takie po prostu jest żeglarstwo. Wymagane jest doświadczenie. Dlatego cieszę się, że zdobyłam tytuł, mając tylko 21 lat. Moja najgroźniejsza rywalka Barbara Kendall z Nowej Zelandii mogłaby być moja matką, gdyby dobrze się zakręciła. Już nie wiem sama, na ilu igrzyskach Barbara startowała. No, ale można powiedzieć, że ja też już jestem doświadczona. Pływam na desce od 11 lat.

Zaczęło się od tego, że kiedyś mój brat nie miał załoganta w klasie kadet podczas regat o mistrzostwo Warszawy na Zalewie Zegrzyńskim. Popłynęłam z nim i wygraliśmy.

Strasznie mi się spodobało, ale przy okazji zauważyłam ludzi pływających na desce. Powiedziałam bratu, że już nie będę więcej z nim pływać, że w ogóle nie będę pływać na niczym innym niż na desce. Może i dobrze się stało, bo brat - jak to brat w tym wieku - nie chciał pilnować młodszej siostry. Poza tym brat i siostra często się biją, a nie współpracują na jednej łódce.

W pewnym momencie musiałam tylko wybrać sport, bo jednocześnie w Polonii Warszawa trenowałam pływanie.

Zawodowo?

- Tak. Po raz pierwszy mówiłam, że wystartuję w igrzyskach olimpijskich, trenując pływanie. Byłam jednak zbyt niska - miałam zaledwie 171 cm wzrostu. Wybrałam żagle. I nie żałuję!

W Polsce nie było wcześniej wielkich tradycji żeglarskich. Chyba trudno było wejść na najwyższy poziom?

- Na początku nie było tak różowo jak teraz. Teraz to ja niemal non stop pływam na desce na morzu - Egipt, Cypr, Floryda, Portugalia. Wcześniej musiałam kombinować. Stąd jeżdżenie na desce lodowej. W zimie, aby poznać wiatr, nauczyć się go, jeździłam po Zegrzu na desce z łyżwami i żaglem. Nawet dwa razy zdobyłam mistrzostwo świata na takiej desce - we Włoszech w 2002 r. i w Estonii w 2003 r. A poza iceboardem jeżdżę na deskorolce z żaglem. Ostatnio jeździłam w Warszawie po mistrzostwach Europy. Ludzie tłumnie się patrzyli, bo jest co oglądać. To po prostu mała deska z żaglem o powierzchni około 4 m kw. Można nauczyć się na nim różnych trików, które można wykorzystać na wodzie. No i jeszcze jeżdżę na snowboardzie. A jeśli chodzi o ogólny rozwój, to z chłopcami Pawła Skrzecza trenuję boks. Bo to są bardzo ciężkie treningi i to mi bardzo pasuje. Do mojej nowej klasy rs:x trzeba mieć power. Cyberpower.

A jak będzie w Pekinie na igrzyskach olimpijskich?

- W Pekinie? Medal! Przecież w Cascais pływały wszystkie najlepsze dziewczyny na świecie i zdobyłam złoty medal. Mamy zapewnione dla Polski jedno miejsce w regatach olimpijskich i teraz trzeba będzie tylko się ścigać o to, która z nas pojedzie.

Na pewno będzie dobrze. Ja mam wspaniałą sparingpartnerkę Martę Hlavaty, która jest dla mnie jak siostra. Razem przygotowujemy się do regat, razem ustawiamy sprzęt, wszystko robimy razem. W Cascais Marta też startowała, ale była 21. Moim zdaniem była już bardzo wymęczona sezonem, bo był bardzo długi. A mnie się wszystko ułożyło. Trafiłam z formą idealnie.

W przyszłym roku sprawa, która z nas pojedzie na igrzyska, jest otwarta. Już w styczniu mamy mistrzostwa świata w Nowej Zelandii, ojczyźnie Barbary Kendall.

Czy jest ktoś, komu pani chciałaby zadedykować medal?

- Tak. To złoto dedykuję mojemu bratu Radkowi. Miał problemy z sercem. Umarł w domu, gdy miał trzy lata. Byłam przy jego śmierci i, choć to było w 1989 r., pamiętam to tak dobrze, jakby wydarzyło się dziś. Gdyby wszystko z sercem Radka było w porządku, bylibyśmy razem, wspomagalibyśmy się. Byłby mi najbliższy, bo różnica wieku między nami była mała.