Pływanie wysokogórskie

Eksperyment pływaków: już teraz testują przygotowania przed przyszłorocznymi igrzyskami w Pekinie, trenując w basenie na wysokości 2300 m n.p.m. I na razie są ?zajeżdżeni"
W środę zaczyna się mityng Open de Paris, największa impreza w Europie w 2007 roku. Startują w niej wszystkie liczące się reprezentacje europejskie, oraz grupa zawodników z USA (bez Michaela Phelpsa), Japonii (bez najlepszych), Kanady, Nowej Zelandii. Zabraknie Australii.

Będzie to sprawdzian wysokogórskiego eksperymentu. Polska reprezentacja po raz pierwszy od obozu we Flagstaff w Arizonie w 1996 roku (przed igrzyskami w Atlancie) wyjechała na zgrupowanie w warunkach rozrzedzonego powietrza. - Musimy sprawdzić, jakie to da nam korzyści. Jeśli wszystko się uda, powtórzymy przygotowania przed igrzyskami w Pekinie - mówi Jan Wiederek, szef wyszkolenia Polskiego Związku Pływania.

Trening w wysokich górach powoduje zwiększenie produkcji czerwonych krwinek w organizmie i lepsze przyswajanie tlenu. A to oznacza lepszą wydolność i co za tym idzie większą szybkość w wodzie. Ale trzeba uważać. Nietrafny trening wysokogórski może zniszczyć formę na bardzo długo, nawet na zawsze.

W górach trenują praktycznie wszystkie liczące się reprezentacje, w tym na przykład największe rywalki Otylii Jędrzejczak: Australijka Jessicah Schipper, Amerykanka Kimberly Vanderberg, które wyprzedziły Polkę w finałowym wyścigu tegorocznych mistrzostw świata w Melbourne na 200 m st. mot, Francuzka Laure Manaudou, Włoszka Federica Pellegrini.

Najpierw przez dwa tygodnie polska kadra trenowała w Font-Romeu we francuskich Pirenejach na wysokości 1800 m. Potem przez trzy tygodnie w hiszpańskich górach Sierra Nevada, gdzie basen kryty położony jest na wysokości 2300 m n.p.m. Dziś reprezentanci przenoszą się do Paryża, bez nadziei na wielkie wyniki. - Teraz moi zawodnicy pływają za wolno. Musiałem zmniejszyć treningi, bo wyniki badań wskazywały, że są za bardzo zmęczeni po tych górach - mówił wczoraj trener Mirosław Drozd pracujący w Sierra Nevada z mistrzem świata na 1500 m st. dow. Mateuszem Sawrymowiczem i wicemistrzem świata Przemysławem Stańczykiem (800 m st. dow.). - Może to i dobry pomysł, aby sprawdzić przygotowania na wysokości, ale mam wrażenie, że zawodnicy nie podeszli do tego poważnie. Więc i test może nie dać rzetelnych wyników - dodał trener Drozd.

Właściwy sprawdzian eksperymentu to nie mityng w Paryżu, ale w Chiba w Japonii, który odbędzie się w terminie niemal dokładnie takim jak olimpijskie konkurencje pływackie w Pekinie.

W Paryżu ani Sawrymowicz, ani Stańczyk nie spotkają swoich najgroźniejszych rywali. Podobnie Jędrzejczak na 200 m st. mot. Mistrzyni olimpijska może spotkać się z Manaudou nie w ulubionym motylku, ale w wyścigach stylem dowolnym.

Francuzka po opuszczeniu swojego wieloletniego trenera Philippe'a Lucasa i Francji ćwiczy z włoskim klubem La Presse Torino. Wysokogórski obóz - jako pierwszy etap przygotowania do Pekinu - planuje dopiero jesienią m.in. w Meksyku. Włoski trener LaPresse Paolo Penso nie chce zdradzić dokładnego miejsca w Meksyku. Dziennikarze uznali, że musi to być La Loma Altitude Training Center w San Luis Potosi (ok. 2000 m n.p.m.), tam gdzie zwykł trenować Michael Phelps. W wywiadzie dla "L'Equipe" dyrektor francuskiej federacji pływackiej Claude Fauquet stwierdził jednak, że Meksyk nie jest dobrym miejscem. Zwłaszcza po wycofaniu się z Tour de France w atmosferze dopingowego skandalu lidera wyścigu Michaela Rasmussena. Duńczyk unikał kontroli antydopingowych, chowając się właśnie w Meksyku.