Sport.pl

Dziekanowski: Nie jestem skończony

To nie alkohol zdecydował o tym, że nie było mnie na zgrupowaniu kadry. Nie mogłem być w maju we Wronkach, bo znalazłem się na poważnym zakręcie życiowym, załamałem się psychicznie - zapewnia Dariusz Dziekanowski, asystent Leo Beenhakkera.
27 maja, w pierwszym dniu zgrupowania piłkarskiej reprezentacji Polski, Leo Beenhakker nieoczekiwanie wymienił asystentów. Dariusza Dziekanowskiego zastąpił Adam Nawałka. Szczegółów nie ujawniono, ale powodem zmiany miało być zdrowie Dziekanowskiego. Brukowce pisały, że asystent selekcjonera jest alkoholikiem.

Robert Błoński: Dlaczego nie było pana na zgrupowaniu we Wronkach?

Dariusz Dziekanowski: - Zadecydowały o tym wyłącznie sprawy osobiste. Bardzo prywatne, nie mające nic wspólnego ze sportem. Do tego doszły kłopoty z kręgosłupem. One także miały wpływ na moją nieobecność, ale nie decydujący. Choć brak czucia w dłoni wydaje się niektórym śmiesznym powodem, to nie mógłbym pomagać Leo Beenhakkerowi w stu procentach.

Kręgosłup był wymówką i wersją dla prasy?

- Nie! Spędziłem kilkanaście dni w szpitalu i kilka tygodni na rehabilitacji, która trwa do dziś w Konstancinie. Szkoda, że wtedy żadna z gazet nie przyjechała zrobić mi zdjęcia.

Był pan w szpitalu psychiatrycznym na ulicy Sobieskiego?

- Tak, byłem. Jeden dzień. Znalazłem się na poważnym zakręcie życiowym, załamałem psychicznie. Nie funkcjonowałem, jak należy. Sam nie dawałem sobie rady. Dodatkowo problemy osobiste przeżywała moja życiowa partnerka. Wszystko się na siebie nałożyło. Musiałem zwrócić się o pomoc do specjalisty. Stąd wizyta na Sobieskiego.

Każdy kiedyś znalazł się na zakręcie, przeżywał problemy. Nie życzę nikomu, by miał takie jak ja. Ale nie będę opowiadał o historiach bardzo osobistych.

Czy prawdą jest, że pojawił się pan we Wronkach w niedzielę, ale Beenhakker pana wyrzucił, bo przyjechał pan na zgrupowanie pijany?

- To nieprawda. Nie byłem we Wronkach.

Pojawiły się opinie, że - po wielu latach sądzenia się - dostał pan 30 tys. zł odszkodowania od warszawskiej Polonii i wtedy "ruszył w miasto".

- Gdzie? Kiedy? Z kim? To nieprawda. Ja mam pieniądze i naprawdę nie muszę liczyć na odszkodowanie od Polonii, żeby mieć środki do życia, czy - jeśli zechcę - zabawy. Nie jestem i nie byłem bankrutem. Guzik kogo obchodzi, co i ile mam.

W jaki sposób selekcjoner dowiedział się, że nie będzie pana na zgrupowaniu?

- Telefonicznie.

To pan poinformował o tym Beenhakkera?

- Nie byłem w stanie. Zrobiła to bliska mi osoba.

Jak powiedziałem, to nie alkohol zdecydował o tym, że nie było mnie we Wronkach. W PZPN pracuję od lat. Przez lata pracowałem z kadrą juniorów, nikt nie pił w mojej ekipie, nie piłem też i ja. Przez ostatni rok byłem asystentem najważniejszego trenera w Polsce. Dlaczego nikt nigdy nie zrobił mi zdjęcia nad kieliszkiem w lokalu albo jak się zataczam czy awanturuję? Bo nie miał okazji. Gdyby były takie zdjęcia, na pewno przedostałyby się do brukowców i zostałyby opublikowane. Gdyby coś się działo, prędzej czy później na pewno ktoś o tym by się dowiedział. Bo od lat pisano z taką samą pasją nie tylko o tym, co Dziekanowskim robił na boisku, ale i o tym, co robił poza nim. Przez ostatni rok miałem dużą styczność z dziennikarzami. Czy ktoś z was widział albo słyszał mnie pijanego? Nie. Święty też nigdy nie byłem i już pewnie nim nie zostanę, ale dlaczego teraz robi się taką aferę?

Przestał pan pić?

- Co znaczy przestał? Kiedy jest okazja, wypiję wino do obiadu czy dla towarzystwa. Wszystko jest dla ludzi, nikt mi nie zarzuci, że przez alkohol zaniedbałem swoje obowiązki. Nie piłem na zgrupowaniach, przed meczami czy po nich. Z alkoholem problemów nie mam.

W jaki sposób radził pan sobie z problemami?

- Już mówiłem, że sobie nie radziłem. Więc poszedłem do specjalisty. Później byłem w Konstancinie, gdzie miałem rehabilitację kręgosłupa.

Niedługo po meczach w Baku i Erewanie pojechał pan zagrać mecz i teoria o chorym kręgosłupie padła.

- Popełniłem błąd, przyjmując zaproszenie UEFA oraz austriackich i szwajcarskich gospodarzy Euro 2008. Lekarze mówili mi, że gra nie jest wskazana, ale chciałem udowodnić, że nie jestem skończony. Bo takich ludzi nie zaprasza się na poważne mecze promujące tak wielką imprezę. Byli tam Laudrup, Sousa, Alejniczew, Herzog i inni. Dwa razy po pięć minut, graliśmy na wysokości 3,5 tys. m npm. Graliśmy - to za dużo powiedziane, staliśmy na boisku. 80-letnie, starsze gwiazdy futbolu też dałyby radę w takim meczu. Postałem sześć minut na boisku i na tym się skończyło. Jestem ambasadorem UEFA, kilkanaście razy uczestniczyłem w podobnych imprezach. Pojechałem i teraz. To była lekkomyślność, spekulacje i podejrzenia nasiliły się.

Naprawdę mam kłopoty z kręgosłupem, co potwierdził i rezonans magnetyczny, i opinie lekarzy, w tym lekarza reprezentacji Jerzego Grzywocza. Lekarz Legii Stanisław Machowski robił mi 19 maja zastrzyk, niedługo potem następny, byłem też na zabiegach rehabilitacyjnych u masażysty Legii Jurka Somowa. To wszystko jest do sprawdzenia. Kręgosłup nie był wymówką. Ale i nie bezpośrednią przyczyną nieobecności we Wronkach, a potem w Baku i Erewanie.

Nadal jest pan asystentem Leo Beenhakkera?

- Na razie jestem na zwolnieniu lekarskim.

Do kiedy?

- Nie wiem. Ale konkretnego terminu nie ma.

Rozmawia pan z selekcjonerem? 22 sierpnia w Moskwie towarzyski mecz Rosja - Polska.

- Rozmawiam, ale tematy pozostaną między nami. Nie wiem, co się wydarzy teraz, nie wiem jak będzie na początku września, kiedy gramy w eliminacjach Euro z Portugalią i Finlandią, czy będę asystentem, czy nie. Roczna współpraca z Holendrem była dla mnie niesamowitą nauką, doświadczeniem i szczęściem.

Nie mogłem być w maju we Wronkach, bo nie mogłem pogodzić życia osobistego z zawodowym. Są sytuacje, z którymi ciężko sobie poradzić i których odpuścić nie można, nawet kosztem wszystkiego. Żałuję, że mnie przytrafiło się to w takim momencie, ale czasu nie cofnę. W kadrze zasada jest prosta. Jeśli nie możesz poświęcić się drużynie w 100 procentach, zostajesz odesłany. Beenkahher nigdy nie narzekał, że kogoś mu brakuje, że przegrał mecz, bo wypadło ośmiu piłkarzy. Nie płakał nad tymi, których nie ma, tylko znajdował zastępców. Tak było i ze mną. Teraz Leo podejmie decyzję w mojej sprawie.

Rozmawiał Robert Błoński



Przez lata pracowałem z kadrą juniorów, nikt nie pił w mojej ekipie, nie piłem i ja. Przez ostatni rok byłem asystentem najważniejszego trenera w Polsce. Dlaczego nikt nigdy nie zrobił mi zdjęcia nad kieliszkiem w lokalu, albo jak się zataczam czy awanturuję? Bo nie miał okazji