Plaga dopingu w polskich ciężarach

Siedmiu polskich ciężarowców zostało w tym roku złapanych na dopingu - To już prawdziwa plaga. Dwa lata spokoju nas uśpiły - mówi prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów Zygmunt Wasiela
Najpierw na dopingu wpadli Łukasz Grela (LUKS Gryf Bujny), Krzysztof Dolski (Flota Gdynia) i Marcin Potocki (Żuławy Nowy Dwór Gdański) i Tomasz Leks (Ekopak Otwock). Ostatnio, podczas zawodów o Drużynowe Mistrzostwo Polski w Grudziądzu złapano Rafała Górzyńskiego (Żuławy), Łukasza Kacprzyka (Horyzont Mełno) i Michała Jurczyka z Floty Gdynia.

Kacprzykowi udowodniono branie metandienonu. Jurczyk wspomagał się mestanolonem, a Górzyński - nandrolonem. Doping był tak ewidentny, że nikt z tych zawodników nie chciał nawet się bronić i wszyscy zrezygnowali z badania próbki B. Komisja Dyscyplinarna PZPC ukarała ich dwuletnią dyskwalifikacją. To nie koniec, bo PZPC wciąż nie wyjaśnił spraw Alberta Kuziłowa (Mazovia Ciechanów), Dymitra Artiemienko (Start Grudziądz) i Bartłomieja Osucha (Horyzont Mełno). Ta trójka unikała badań antydopingowych, a to jest traktowane tak samo jak branie dopingu.

- Trójka złapana podczas ligi w Grudziądzu wzięła w pełni świadomie. Nie może być dwóch zdań. Pytanie - po co to zrobili? Najbardziej oczywista odpowiedź to zaległości treningowe - chcieli w ten sposób szybko je nadrobić i uzyskać lepsze wyniki. Nie trenują systematycznie z różnych powodów, bo np. pracują. To głupota nie tylko samych zawodników, ale też i ich trenerów - mówi prezes Wasiela.

Większość obecnych dopingowiczów trenuje w małych ośrodkach. - Kupują środki odżywcze u siebie, z jakichś niewiadomych żródeł, które mogą być zanieczyszczone. - tłumaczy szef związku.

PZPC dmucha na zimne, żeby plaga dopingu wśród ciężarowców drugiego rzutu nie przeniosła się na kadrowiczów. Federacja przeżywała już ciężkie chwile z powodu dopingu. Przed olimpiadą w Atenach wpadło czterech zawodników. Zdyskwalifikowano Bartłomieja Bonka, Marcina Dołęgę i Mariusza Rutkowskiego, a Szymon Kołecki został ostatecznie oczyszczony z zarzutów.

- Ten spokój trochę nas uśpił. Nie możemy dopuścić, żeby sytuacja się powtórzyła. Będziemy trzymać rękę na pulsie. Obecnie sytuacja jest inna - problem pojawił się na poziomie ligowym, bo na poziomie kadry świadomość jest większa - odpowiada Wasiela.

Czy fundamentem tej większej świadomości reprezentantów jest strach? - pytamy Wasielę. - Nie sądzę, raczej odpowiedzialność za siebie i swych kolegów. Przecież wpadki dopingowe grożą zawieszeniem udziału całej reprezentacji np. w olimpiadzie w Pekinie. Oni o tym wiedzą - odpowiada.

Kilka dni temu na zgrupowaniu kadry narodowej przed mistrzostwami świata byli członkowie Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Pobrano od członków kadry 12 próbek.

Straszy komisja antydopingowa, straszy też sam związek, który na swojej stronie internetowej poinformował ostatnio: "Australijska Agencja Antydopingowa (ASADA) zdyskwalifikowała dożywotnio Sewdalina Marinowa - bułgarskiego mistrza olimpijskiego z Seulu (1988r.) w kat. 53 kg, 3-krotnego mistrza świata i 5-krotnego mistrza Europy, autora 3 rekordów świata. Rumuńska Agencja Antydopingowa (ANAD) zdyskwalifikowała na 2 lata Viktora Aleksandru Pretoi za oszustwo (podczas kontroli próbował dokonać manipulacji moczem). Został przyłapany przez kontrolerów - miał w ręku ukrytą prezerwatywę zawierającą mocz ojca. Zawodnik zrobił to w porozumieniu ze swoim trenerem".

- To taka profilaktyka. Piszemy o tych sprawach ku przestrodze dla naszych młodych zawodników. Taką postawą można zaprzepaścić swój dorobek sportowy oraz życiowy - kończy Wasiela.