Brazylijczycy znów lepsi

Sobotni mecz w żadnym momencie nie przypominał nieszczęsnego finału z MŚ w Tokio, gdzie Brazylijczycy Polaków znokautowali błyskawicznie i w oszałamiającym stylu, ale też wynik, sugerujący bardzo wyrównaną walkę, trochę fałszuje rzeczywistość
Faworyci długo nie grali idealnie, popełniając zatrzęsienie niewymuszonych błędów. Przede wszystkim psuli zagrywkę - oddali w ten sposób 24 punkty, czyli marnowali co czwartą próbę. Gdyby krzywdzili samych siebie trochę rzadziej, gdyby byli bliżej szczytu swojej formy, ich przewaga znów mogłaby być bardzo wyraźna.

Inna sprawa, że Brazylijczycy miewali wpadki, bo sporo ryzykowali. Ich taktyka była łatwo dostrzegalna - serwowali uparcie, przez cały mecz, na Michała Winiarskiego, czyli najbardziej regularnie odbierającego zagrywkę polskiego zawodnika. To tylko pozorny paradoks, w siatkówce taki zabieg stosuje się dość często. - Studiowaliśmy statystyki i odkryliśmy, że kiedy on musi się angażować w przyjęcie ponad normę, zaczyna być mniej wydajny w ataku - tłumaczył potem trener Bernardo Rezende. - Będąc pod stałą presją, męczy się i stopniowo wszystko staje się dla niego coraz trudniejsze.

Pomysł okazał się trafiony. W kierunku Winiarskiego piłka frunęła po 42 spośród 72 udanych serwisów i Polak z czasem zaczął się mylić. W drugim secie popełnił trzy rażące błędy (raz w ostatnim momencie zmieniał decyzję, by odbić piłkę palcami, a nie sposobem dolnym), co jeszcze mu się w tych rozgrywkach nie zdarzyło.

Brazylijczycy również nie przyjmowali perfekcyjnie, ale nie pozwolili Polakom - którzy, niestety, zagrywali średnio - na ani jednego serwisowego asa, a to wystarcza, jeśli zespołem kieruje geniusz pokroju rozgrywającego Ricardo. On nie potrzebuje komfortu piłki podanej z milimetrową dokładnością, by wystawić ją partnerowi w mgnieniu oka, dokonując wyboru kompletnie zaskakującego przeciwnika. Trener Rezende mówił potem, że jego siatkarz był wyjątkowo zmotywowany, bo nie mógł zapomnieć, że to Pawła Zagumnego wybrano na najlepszego wystawiającego mundialu. Nawet Polak przyznawał wówczas, choć i on grał znakomicie, że spadł na niego niezasłużony splendor, bo Ricardo bije na głowę wszystkich kolegów po fachu. Teraz Zagumny za nic nie chciał sprowadzać półfinału do indywidualnego pojedynku z Brazylijczykiem, ale ten mecz potraktował szczególnie prestiżowo. Przed meczem w swoisty sposób rzucił rywalowi wyzwanie, prowokując go komplementem, jakoby to on, Zagumny, był najznakomitszym fachowcem od kierowania grą.

Wybitnych rozgrywających pogodził Andrea Zorzi - kiedyś legenda boisk, dziś komentator - który podzielił siatkarskie rzemiosło na elementy i wybrał najlepiej wykonujących je finalistów LŚ. Polsce przyznał pierwszeństwo w rozegraniu dokładnym, a Brazylii - nieprzewidywalnym. I ta nieprzewidywalność oraz wspomniana szybkość sprawiały, że polski blok nie zdążał doskoczyć do skrzydła, kiedy nad siatkę wzbijali się Dante, Andre i przede wszystkim Giba, który, po fatalnym meczu w piątek, tym razem grał rewelacyjnie. Polakom siły ognia trochę zabrakło, bo bezbłędnie zbijał tylko Piotr Gruszka. Mariusza Wlazłego przez cały turniej nękają urazy, a jego zmiennik Grzegorz Szymański tym razem wypadł blado.

Polska - Brazylia 1:3 (23:25, 25:23, 21:25, 23:25)
Polska: Winiarski 13, Pliński 5, Zagumny 1, Wlazły 11, Kadziewicz 5, Świderski 6 i Gacek (libero) oraz Gruszka 7, Grzyb 5, Szymański 5, Bąkiewicz
Brazylia: Giba 26, Andre 12, Gustavo 13, Rodrigao 4, Ricardo 4, Dante 12 i Sergio (libero) oraz Marcelinho, Heller 1, Murilo, Anderson 1

Liczby meczu

70,59
proc. skuteczności w ataku miał w meczu z Polską Giba, który tylko raz wyrzucił piłkę w aut
52,38
a taki był odsetek udanych zbić Wlazłego, który atakował najczęściej wśród Polaków. Jeszcze słabiej spisywał się najlepiej punktujący Winiarski (47,37 proc.) i rezerwowy Szymański (33,33 proc.)

5
serwisowych asów dało punkty Brazylijczykom
0
a tyle Polakom

47,22
proc. zagrywek idealnie przyjęli biało-czerwoni
21,25
proc. zagrywek idealnie przyjęli Brazylijczycy