Boksera życie pod celą

- Przychodzą mi do głowy takie mądrości jak: "nigdy nie mów nigdy", albo że pewnym można być jednego: do śmierci dożyje każdy - mówi "Metru" o swoim pobycie w więzieniu bokser Dawid Kostecki
Maciej Baranowski: Dlaczego trafiłeś za kratki?

Dawid Kostecki: Miałem kierować zorganizowaną grupą przestępczą, handlować kobietami i narkotykami.

Cygan mafioso?

Właśnie, tylko cała moja niby-mafia też jest już na wolności. Kiedy przedstawiono mi zarzuty, funkcjonariuszom CBŚ zupełnie poważnie zadałem pytanie: - Panowie, to program "Mamy cię", prawda? Oni się nieźle uśmieli, ale okazało się, że niestety to nie była telewizja.

Jesteś niewinny?

Kiedy miałby tym się zajmować i po co? Trenowałem pięć dni w tygodniu w Warszawie, na weekend wracałem do Rzeszowa i cały czas spędzałem z rodziną. Masa ludzi to potwierdzi.

Siedziałem już w więzieniu, przylepiono mi łatkę. Znałem też masę ludzi, z przeróżnych środowisk. Nie interesowało mnie to, co robią, tylko to jak mnie traktują. To był błąd. Ponoć moje aresztowanie było efektem zeznań jakiegoś bliżej nieznanego gościa, sprzed trzech czy czterech lat!

To musiał być szok.

Nie wierzyłem w to, co się dzieje. Kiedy już trafiłem do zakładu karnego, budziłem się dwa czy trzy razy w nocy i myślałem, że to jakiś koszmar. Nawet jednak w najczarniejszych snach nie zdawałem sobie sprawy, że coś takiego może mnie spotkać. Gorszą rzeczą może być chyba tylko śmierć bliskiej osoby albo jakaś nieuleczalna choroba.

Miałeś chwile załamania?

Może dlatego, że wszyscy, którzy mnie znali, stali murem za mną, nie miałem takich chwil. Oczywiście, że po głowie krążyły średnio miłe wizje, ale wiedziałem, że jeśli się załamię, będzie po mnie. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale najbliższa rodzina i Andrzej Wasilewski doskonale wiedzą, że nigdy nie zapomnę tego, co dla mnie zrobili. Kiedyś mówiłem, że walczę dla siebie. Teraz będę walczył dla nich.

Brałeś pod uwagę to, że po wyjściu na wolność możesz już nie wrócić na ring, że będziesz musiał szukać pracy?

Nigdy. Wiedziałem, że jestem niewinny, że prędzej czy później wyjdzie na moje. Dlatego nie załamywałem się, trenowałem pod celą, dużo czytałem, zabijałem czas, gapiąc się w telewizor.

Trening za kratami?

Desperacja i pomysłowość nie mają granic. Bez problemu ćwiczyłem nawet mięśnie łydek czy bicepsy. Zbierałem butelki, napełniałem je wodą i miałem ciężary (śmiech).

A sparingi?

Ja nie szukałem zaczepki, inni wiedzieli z kolei, że nawet wielka siła może szybko przegrać w konfrontacji z wytrenowaniem i obyciem w walce.

Jak na twoje aresztowanie zareagowali synowie?

Młodszy myślał, że tata wyjechał pracować. Niestety starszy szybko musiał stawić czoła złośliwości kolegów, którzy najpewniej od rodziców dowiedzieli się, co się ze mną stało. Bóg mi świadkiem, że byłby gotów siedzieć na dwa lata, byleby tylko dzieci się o tym nie dowiedziały i nie byłoby przy tym medialnego szumu.

Kiedy wychodziłeś na wolność, zobaczyłeś synów - uroniłeś choć łezkę?

Ledwo się powstrzymałem. Tak samo jak zobaczyłem w telewizji galę, na której pozdrawiał mnie Damian Jonak. Ile to dla mnie znaczyło... tego nie da się opisać. Przyjaźniłem się z Damianem, jego wsparcie dużo mi dało, ale tą deklaracją przed kamerami tak mnie zaskoczył, że chyba gdybym był sam, to bym się poryczał.

Co dalej z twoją sprawą?

Czekam na proces, ale nie łudzę się, że w pełni zostanę uniewinniony. Znajdą na mnie jakiegoś haka i dadzą choćby minimalną karę, może zawiasy?

Dlaczego?

Przecież jeśli uznano by mnie za niewinnego, domagałbym się odszkodowania za cztery miesiące w pace. Straciłem przynajmniej dwie walki, moja kariera została zastopowana, o stratach moralnych nawet nie chcę mówić. Inna sprawa to, jak mnie potraktowano. Prosiłem tylko o jedno - celę dla niepalących. Trafiłem do celi przeznaczonej dla trzech osób, mieszkało nas w niej sześciu, tylko ja nie paliłem.

Kiedy powrót na ring?

Na 99 procent we wrześniu. Mam boksować na gali, na której pojawi się też Krzysiek Włodarczyk. To będzie tylko przystanek w drodze do mojego celu. Chcę tytułu prestiżowej federacji. Po drodze mogą być jakieś paski, tytuł mistrza Europy, ale moim celem są najważniejsze pasy. Dlaczego mi się uda? Mam determinację i świadomość, że nic mnie nie zaskoczy, nic mnie nie pokona.

Nie obawiasz się reakcji ludzi na Dawida Kosteckiego?

Zawsze już będę bokserem z wyrokiem. Nic na to nie poradzę. Gdybym był przeciętnym Kowalskim, dowiedziałbym się o swojej sprawie z gazety i pewnie zareagowałbym tak jak większość - bandzior z ringu. Rozumiem to. Niektórzy zrobili ze mnie złego gościa i właśnie takiego zobaczą na ringu. Bez litości dla rywali.

Czujesz się teraz silniejszy?

Nie wiem, być może. Wiem na pewno, że wystarczy czyjeś widzimisię, pstryknięcie palcem, by zniszczyć komuś życie. I żadna siła temu nie zaradzi.

Dawid "Cygan" Kostecki

Ma 26 lat. Przed laty trafił za kratki, jak sam twierdzi, zasłużenie. Za "błędy młodości". W 2001 r. zaczął karierę w zawodowym boksie, wygrał przez TKO z... Marcinem Najmanem. Stoczył dotąd 24 walki. Był m.in. młodzieżowym mistrzem świata federacji WBC, przegrał raz - przed ponad rokiem niespodziewanie znokautował go typowy średniak z Francji - Rachid Kanfouah. W lutym na jednej z warszawskich ulic zatrzymali go funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, którzy podejrzewają go m.in. o handel narkotykami. Mimo to w najnowszym rankingu WBC "Cygan" został sklasyfikowany na wysokim siódmym miejscu.