Napięcie rośnie przed finałem ligi rugby

Ostatnie mecze odpuściliśmy, ale z Arką zagramy, jak o życie - mówi kopacz łódzkich Budowlanych, którzy szykują się do meczu z Arką Gdynia, który zadecyduje o mistrzostwie Polski.
Rugbiści Blach Pruszyński wyjeżdżają dziś na zgrupowanie do Gutowa Małego. W ośrodku sportowym, z którego korzystali dotąd najczęściej piłkarze Pogoni Szczecin, ale również Zagłębia Lubin, Korony Kielce czy Widzewa, mają do dyspozycji trzy boiska, siłownię i gabinety odnowy biologicznej. Bardzo ważnym miejscem będzie także sala audiowizualna, bo rugbiści z trenerem będą analizować ostatnie mecze: z Arką oraz przegrane z Folcem Warszawa. - O cięższych treningach nie ma mowy. Już nie ta pora - zapowiada Ryszard Wiejski, trener mistrzów Polski. - Wyjazd służy zupełnie innym celom. Chodzi o skonsolidowanie drużyny, wyciszenie, zdrowy tryb życia. Mam tu na myśli regularne posiłki, sen, oderwanie się od codzienności. Na boisku będziemy tylko szlifować taktykę.

Dziś rusza też sprzedaż biletów na sobotni mecz finałowy z Arką Gdynia. Wejściówki w cenie 10 zł są do kupienia w siedzibie klubu przy ul. Górniczej. Organizatorzy finału spodziewają się kompletu publiczności, w tym sporej grupy kibiców z Gdyni.

Rozmowa z Tomaszem Stępniem

Jacek Grabarski: Zadebiutuje Pan w meczu finałowym. Czuje Pan lekkie drżenie w nogach?

Tomasz Stępień: Z dnia na dzień napięcie wzrasta, zresztą nie tylko u mnie, ale w całym zespole. Dobrze, że jedziemy na ten obóz, to może trochę oderwiemy się myślami od tego całego zamieszania. Wiem, że w ubiegłym roku chłopakom bardzo taki wyjazd pomógł.

Zdążyliście już przeanalizować ostatnie słabsze występy?

- Nie ma ich co roztrząsać. Zagraliśmy słabiej, bo każdy miał w głowie to, że gramy o pietruszkę. Mówię to na podstawie własnego doświadczenia. Zwłaszcza w meczu z Posnanią zagraliśmy na zbyt dużym luzie. W Warszawie doszedł do tego brak kilku zawodników. Ale i tak mieliśmy szanse na korzystny rezultat. O słabszej formie w ogóle bym nie mówił. Finał to będzie zupełnie inny mecz. Zagramy jak o życie.

Pamiętając mecz w Gdyni bardzo obawiacie się Arki?

- Gramy u siebie, a to bardzo duży atut. Dodatkowym będzie fakt, że w Gdyni wygraliśmy. Ale to wszystko nie znaczy, że czujemy się pewni siebie. Na ziemię sprowadzają nas choćby bukmacherzy, którzy bardziej wierzą w zwycięstwo Arki.

W ubiegłym roku bohaterem finału był Tomasz Grodecki, którego teraz Pan zastępuje. To zobowiązuje...

- Nawet jeszcze nie wiem, na jakiej zagram pozycji. Tomek wraca do zdrowia i niewykluczone, że trener postawi właśnie na niego, a mnie przestawi do ataku. A przecież jest jeszcze Łukasz Żórawski. Możliwe są też inne roszady, bo ciągle niepewny jest występ dwóch chłopaków. Na szczęście Kacper Ławski czuje się coraz lepiej i bardzo szykuje się na ten mecz.