Wypadki w żużlu trzeba leczyć

Polowanie na torze? - Nie uwierzę, że żużlowcy z premedytacją faulują rywali. Jeśli tak się dzieje, powinien ich zbadać psycholog, a ewentualnie trzeba zabrać im licencję - mówi prezes żużlowej Ekstraligi Ryszard Kowalski.
Dwa tygodnie temu na torze w Krośnie zginął czeski 20-letni żużlowiec Michał Matula. W spotkaniach Ekstraligi i niższych klas rzadko zdarzają się mecze bez kontuzji. Również w cyklu Grand Prix o mistrzostwo świata walka toczy się już nie tylko na moc motocykli, ale faule, przewinienia. Niektórzy zawodnicy mówią nawet o polowaniach na rywali.

Paweł Rzekanowski: Widział Pan zdjęcia ze śmiertelnego wypadku czeskiego żużlowca Michała Matuli, który zmarł po wypadku na torze w Krośnie?

Ryszard Kowalski, prezes żużlowej Ekstraligi: Z relacji prasowych wiem, że wyglądał makabrycznie.

Ale wie Pan, że jedna z gazet oraz portal internetowy proszą kibiców o nadsyłanie takich zdjęć i amatorsko zrobionych filmów z wypadków, a na tych, którzy je przekażą, czekają atrakcyjne nagrody?

- Słyszałem o tym... To jakieś wynaturzenie.

Wypadki na żużlu to towar, który można sprzedawać?

- Nie, to żerowanie na ludzkiej tragedii. Ktoś, kto wpadł na taki pomysł, ma problemy z moralnością.

A nie jest tak, że wypadki stały się nieodłącznym atrybutem meczów żużlowych? Kibiców one ekscytują, więc analizują faule, przewinienia. To korrida na torze?

- Jeżeli są ludzie, którzy oczekują właśnie takich wydarzeń, to nie ma dla nich miejsca na stadionie. Ideą żużla jest ściganie, a nie widowiskowość wypadków. Jeśli ktoś chce oglądać je na co dzień, skupiać się na drastycznych scenach, powinien się zająć raczej sportami, które dostarczają tego typu wrażeń. W żużlu upadki są czymś nienormalnym, a nie zwyczajnym. Ekscytowanie się rzeczą nienormalną nie jest według mnie kibicowaniem.

Skąd w tym sezonie tak ogromna liczba kontuzji i wypadków?

- Mamy faktycznie do czynienia z ich nagromadzeniem, ale to nie jest wyjątkowa sprawa. Czasami zdarza się, że mamy serię urazów, ale są też miesiące, w których wypadków nie ma. Ja bym tego nie wyolbrzymiał. Jest za to problem przemęczenia zawodników i dużej liczby ich startów.

Dobry polski zawodnik startuje nie tylko w kraju, ale jeszcze w Anglii, Szwecji, Danii, niektórzy w Czechach. Do tego dochodzą starty indywidualne, turnieje towarzyskie.

- Praktycznie nie ma terminu w tygodniu, by w Europie nie odbywały się zawody żużlowe. Przerabialiśmy to przy okazji przełożenia meczu zespołów z Częstochowy i Zielonej Góry. Kluby nie mogły znaleźć terminu. Zawodnicy przemierzają po Europie setki, a właściwie tysiące kilometrów. Starają się startować jak najczęściej, bo od tego zależą ich zarobki. Można się zastanawiać, czy jest to dla nich korzystne dla ich zdrowia.

Zawodnicy twierdzą, że wcale nie są przemęczeni. Mówią: przecież zawody żużlowe to 1,5-godzinny wysiłek, a później idzie się spać. Z zawodów w Szwecji czy Anglii do Polski wiezie ich kierowca.

- Zawsze będą mówić, że wszystko jest w porządku, bo wolą zarabiać więcej niż mniej. Ale nikt o zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że jadąc samochodem, człowiek się nie męczy. Nawet jako pasażer! Bo nie każdego stać na podróż w komfortowych warunkach - samolotem albo autobusami, tak jak Tony Rickardsson [były mistrz świata miał specjalny autokar, w którym była m.in. sypialnia i kuchnia]. Podróż w zwykłym samochodzie na pewno nie pomaga w regeneracji sił. Raczej odwrotnie.

Czy uważa Pan żużlowców za ludzi agresywnych?

- Nie.

Jeden z zawodników Janusz Kołodziej w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej" powiedział o zachowaniu na torze innego z żużlowców: "Adrian Miedziński na mnie poluje".

- Poziom agresji w zawodnikach trudno ocenić, bo to rzecz subiektywna. Ale jeśli ktoś mówi o polowaniu, to zastanawiające. Nie powinno mieć miejsca.

Przed tygodniem w turnieju Grand Prix najlepszy zawodnik ligi Nicki Pedersen wyraźnie potrącił na torze Wiesława Jagusia. Lider Polaków złamał palec, miał wstrząs mózgu, uraz barku, po wypadku gorzej słyszy. Pedersen nawet nie zainteresował się jego stanem zdrowia. Powinien być ukarany przez ligę?

- Zachowanie niektórych zawodników po wypadkach jest kontrowersyjne. Zapominają o tym, że - to truizm - wszyscy stanowią żużlową rodzinę, w której trzeba się szanować. Każdy z żużlowców chciałby przecież z toru zjechać tyle razy, ile na niego wjechał. Przydałby się czasami zwykły ludzki odruch. Jednak mimo to nigdy nie uwierzę, że jakikolwiek żużlowiec fauluje na torze z premedytacją. Jeśli już tak się dzieje, zawodnik powinien być poddany badaniom psychologicznym i ewentualnie trzeba zabrać mu licencję.

Ale takich badań teraz się nie robi.

- Żeby zawodnik dostał licencję uprawniającą do startów, musi przejść badania co sześć miesięcy. Problem polega na tym, że nie określono ich zakresu. Ekstraliga nie może zmieniać regulaminu. To należy do Polskiego Związku Motorowego. Już w sierpniu 2006 roku zwróciliśmy się z pismem w tej sprawie, ale na razie nie zostały podjęte żadne działania. Uważam, że konsultacje psychologiczne powinny obowiązywać każdego zawodnika.

Żużlowcy sprawiają wrażenie twardych ludzi, zdecydowanych na wszystko. A przecież w ostatnich latach w żadnej innej dyscyplinie nie było tylu samobójstw - życie odbierali sobie Robert Dados, młodzi Rafał Kurmański i rok temu Łukasz Romanek. Zawodnicy nie wytrzymują presji?

- Wszystkie te przypadki to wielkie tragedie. Czy można było im zapobiec? Mówimy o problemach psychicznych.

Psycholog Łukasz Mazur mówi, że żużlowcy "nie mają świata poza torem".

- Trudno powstrzymać człowieka, który jest zdesperowany i w końcowym stadium pewne rzeczy do niego nie docierają. Dlatego lepiej działać profilaktycznie. Może tragediom zapobiegałyby właśnie specjalistyczne badanie przed przyznaniem licencji? A presja? Oczywiście, że jest, jak w każdym sporcie wyczynowym. Zawodnicy są zawodowcami, ale zwykle już jako młodzi żużlowcy zarabiają duże pieniądze. Nie dorośliśmy jeszcze do pełnej opieki psychologicznej, a w wielu klubach w ogóle nie ma świadomości problemu. Młodym człowiekiem w klubie trzeba się zainteresować - sprawdzić, czy większe pieniądze, presja nie wpływają na jego psychikę. W wieku 18 lat chociaż jest już pełnoletni, on o tym nie będzie myślał. Potrzebna jest większa kontrola.

Większość wypadków na torach powodują zawodnicy młodzi. Rozwiązaniem byłoby podwyższenie wieku, od którego można startować?

- Nie, ale za to kiedyś obowiązywała inna zasada. Każdy upadek na torze opisywano. Jeśli zawodnik miał w statystykach za dużo takich przypadków, była podstawa, żeby skierować go na konsultacje u psychologa.

A dziś?

- Dziś sprawców wypadków się nie bada.

Kontuzje zawodników polskich klubów w połowie sezonu*

Urazy z meczów Ekstraligi

Travis McGowan (ZKŻ Zielona Góra) - pęknięta łopatka, zerwane mięśnie
Krzysztof Buczkowski - pęknięcie obojczyka i żebra
Tomasz Jędrzejak - złamanie żebra, zwichnięcie lewego barku
Peter Ljung - złamana kość piszczelowa i strzałkowa
Sebastian Ułamek - złamany kciuk
Frederik Lindgren - złamany palec

Poważniejsze kontuzje w niższych ligach

Jacek Krzyżaniak (GTŻ Grudziądz) - po wstrząsie i obrzęku mózgu przez ponad tydzień był w śpiączce
Krzysztof Szyszko, Tomasz Łukasiewicz, Semen Własow - wszyscy KSŻ Krosno, każdy - złamana ręka

Urazy w turniejach Grand Prix o mistrzostwo świata

Jason Crump - wybity bark, nie zgodził się na opatrunek gipsowy
Andreas Jonsson - poważny uraz nadgarstka
Wiesław Jaguś - złamany palec, wstrząs mózgu, stracił częściowo słuch

*tylko te urazy, które spowodowały przynajmniej ponadtygodniową przerwę w meczach ligowych w Polsce