Rajd Polski eliminacją mistrzostw świata?

Najlepsi rajdowi kierowcy już za rok ścigać się będą po punkty mistrzostw świata w Mikołajkach? Wszystko na to wskazuje
Mimo że czwarte eliminacje mistrzostw Europy, Rajd Polski - drugi najstarszy na świecie po Monte Carlo (1921 r. RP w Polsce - 1911 r. RMC w Monako) - startują 8 czerwca w Mikołajkach, wśród rajdowców nie mówi się o niczym innym.

W 2006 roku Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) oficjalnie przyznała Polskiemu status kandydata do organizacji mistrzostw świata - wspólnie z Rajdem Cypru. Polacy od początku 2007 roku zaczęli więc lobbować w środowisku, aby stać się kandydatem nr 1. W końcu marca, podczas Rajdu Portugalii, w Algarve zorganizowali prezentację podobną do tej w Cardiff, kiedy Polska otrzymała prawo do piłkarskiego Euro 2012. Przyszli dziennikarze z całorocznymi akredytacjami, czyli wyższa szarża, menedżerowie zespołów fabrycznych, zarządzający FIA. Przedłużający się odcinek testowy spowodował, że nie było kierowców. Ale kilka sław się pokazało - choćby fińscy byli mistrzowie Ari Vatanen i Markku Allen.

Kluczowe znaczenie dla Rajdu Polskiego 2008 miało wycofanie się RPA z organizowania Rajdu Zulu z powodu braku pieniędzy. Impreza była w oficjalnym kalendarzu MŚ na przyszły rok. Od tego momentu jedynymi kandydatami są Rajd Cypru i Rajd Polski.

Do Mikołajek już w tym roku przyjadą zapewne obserwatorzy z zespołów fabrycznych, choć odbywa się zaledwie tydzień po Rajdzie Akropolu. - Już mnie pytali: jaka jest specyfika szutru, czy jest grząsko, czy wszędzie jest blisko - mówił Krzysztof Hołowczyc, trzykrotny zwycięzca RP, uczestnik rajdów-eliminacji mistrzostw świata, obecny na prezentacji w Algarve.

Rajd Polski ma kilka przewag nad Cyprem i jedną wadę.

Szuter warmińsko-mazurski jest przyjacielski. Nie obija podwozia samochodu za 200 tys. euro kamieniami wielkości pięści, jak to się dzieje na Cyprze. Jest tani - bo w sercu Europy. Jest kompaktowy - odcinki toczą się w okolicach Mikołajek. Tam jest sztab rajdu, bo tam jest hotel Gołębiewski - zakwaterowanie dla wszystkich uczestników. Tam jest parc ferme (miejsce, w którym zostawia się na noc samochody, by nie można było nic w nich zmienić). Na start do kolejnego etapu imprezy kierowcy mogą przejść na piechotę. I jest krótki, co chwalą sobie kierowcy i menedżerowie zespołów fabrycznych - przy wydłużeniu do trzech dni (co jest wymogiem imprezy mistrzostw świata), będzie miał około 1000 km.

Na trasie Polskiego ustawiają się dziesiątki tysięcy kibiców. - Z dobrego punktu obserwacyjnego mogą zobaczyć nawet dwukilometrowy przejazd. To się nie zdarza w innych rajdach szutrowych, gdzie albo walka toczy się w górach, albo w lesie - mówi Michał Sołowow, wicelider mistrzostw Europy, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce. - Tymczasem w Rajdzie Turcji, niedaleko 15-milionowego Stambułu, kibiców wcale nie było widać.

Wada Polskiego - wciąż średnie prędkości są wyższe niż w innych rajdach, bo odcinki rajdu są łatwe technicznie. Im większa prędkość, tym większe ryzyko niebezpiecznego wypadku (np. w zeszłym roku w Rajdzie Szwecji średnia prędkość wynosiła 105 km/godz., w Rajdzie Polskim - 118). - To kierowców lekko przeraża - przyznaje Hołowczyc. - Będziemy starać się obniżyć prędkość średnią i maksymalną. Teraz wynosi ona sto kilkadziesiąt km/godz. - mówi Grzegorz Gac, dyrektor techniczny tegorocznego rajdu.

Decyzję FIA podejmie jesienią, ale już teraz kierowcy obstawiają Polskę. Zgłosiło się 81 załóg, czyli więcej niż rok i dwa lata temu, 20 załóg przyjedzie z zagranicy, co też jest rekordem, i aż 42 samochody, czyli ponad połowa, będzie miała napęd na cztery koła. Jednak nie przyjadą trzy z pierwszych czterech załóg w klasyfikacji mistrzostw Europy, w tym lider Bułgar Dimitar Iliew. - Zdecydował się na ściganie się po asfalcie - wyjaśnia Andrzej Borowczyk, rzecznik rajdu.