Mieleckie siatkarki zrealizowały plan

Siatkarki mieleckiej Stali zafundowały sporą dawkę emocji zarówno sobie, jak i swoim kibicom, walcząc o utrzymanie w lidze. Ku radości wszystkich, przy odrobinie szczęścia stalówki rzutem na taśmę zapewniły sobie awans do play-offu.
Przedsezonowe założenia mielczanek były jasne. - Główny cel, jaki stawiam, to awansować do ósemki - mówił przed inauguracją ligowych zmagań trener Jacek Wiśniewski. Nie brakowało w Mielcu jednak głosów, że jego podopiecznym nie uda się pozostać w elicie. Na półmetku rozgrywek stalówki zajmowały ósmą lokatę z ośmioma punktami. Dobre mecze mielczanek przeplatane słabymi występami i porażkami z ligowymi sąsiadami sprawiły, że jasne stało się, iż bój o utrzymanie będzie bardzo ciężki. W mieleckich szeregach nie gasła jednak nadzieja na awans do ósemki. Pierwsze rewanże nie przyniosły żadnych niespodzianek. Porażki z Winiarami, Centrostalem i BKS-em były przecież łatwe do przewidzenia.

Miłe złego początki

Po tej "rozgrzewce" przyszedł czas na prawdziwą wojnę z głównymi rywalami w walce o utrzymanie. Jeszcze przed pierwszą bitwą Stal wyjechała na kilkudniowy obóz. - Dziewczyny muszą na powrót uwierzyć we własne możliwości. Konieczne jest odbudowanie wiary w siebie - argumentował konieczność wyjazdu szkoleniowiec. Po blisko tygodniowym zgrupowaniu przyszedł czas na pierwszy sprawdzian, który mielczanki zdały na szóstkę. Pewne zwycięstwo nad Gwardią Wrocław poprawiło nieco humory w mieleckim obozie. Wiadomo jednak, że to był dopiero początek i do ostatecznego rozstrzygnięcia jeszcze daleko. Na kolejne ważne starcie Stal wybrała się do Białegostoku. - Na pewno nie będzie łatwo wygrać, ale będziemy robić wszystko, żeby wywieźć z Białegostoku jakieś punkty - obiecywała przed tym pojedynkiem Marta Łukaszewska. Obietnica została dotrzymana w stu procentach. Zwycięstwo 3:1 zdecydowanie poprawiło pozycję Stali. Walka o play-offie malowała się w coraz jaśniejszych barwach. - Nie można popadać w euforię - studził optymizm Wiśniewski.

Początek horroru

Mielecki szkoleniowiec najwidoczniej zdawał sobie sprawę z tego, że o kolejne zwycięstwa i utrzymanie wysokiej formy będzie bardzo ciężko. Jakby na przekór samym sobie po doskonałej grze i dwóch zwycięstwach stalówki nie podjęły walki z ligowym beniaminkiem w Gdańsku. - Jestem wściekły na siebie i na zespół. Ten mecz mógł przesądzić o tym, że będziemy w ósemce - mówił po słabym występie Wiśniewski. Co nie udało się w Gdańsku, można było jeszcze naprawić tydzień później spotkaniem u siebie z akademiczkami z Poznania. Można było, lecz nie w takim stylu, jaki Stal zaprezentowała przed własną publicznością. Mielczanki po słabej grze musiały znów uznać wyższość rywalek.

Nadzieja umiera ostatnia

- Wojna jeszcze się nie skończyła - stwierdził prezes Stali Marian Grzanka. Ciężko było jednak przewidywać pozytywne rozstrzygnięcie w meczu przeciwko mistrzyniom Polski, dodatkowo grając na ich terenie w Muszynie. Choć stalówki walczyły i starały się jak mogły, to wyjść zwycięsko z konfrontacji z takimi zawodniczkami jak choćby Anna Rybaczewska czy Natalia Bamber było im niezmiernie ciężko. - Nie liczę teraz na łut szczęścia. Wygląda na to, że pomalutku musimy myśleć o barażach - podsumował zrezygnowany Wiśniewski po porażce w Muszynie. Jedyną szansą na ucieczkę z dziewiątego miejsca było zwycięstwo za trzy punkty w ostatnim meczu z Naftą Piła lub wygrana za dwa "oczka" i nerwowe wyczekiwanie wyniku konfrontacji AZS Białystok z Winiarami Kalisz.

Recepta na utrzymanie była więc prosta, pytanie tylko jak ją zrealizować i wygrać z wicemistrzem Polski? Odpowiedź na nie znała wychowanka mieleckiego klubu Dorota Wilk, która w decydujących momentach tego meczu zmieniła na rozegraniu bardziej doświadczoną Karolinę Olczyk i poprowadziła Stal do sensacyjnego zwycięstwa. - To był mój mecz życia, cieszę się, że wygrałyśmy - mówiła uradowana bohaterka spotkania. Do pełni szczęścia brakowało tylko wyniku niedzielnego meczu w Białymstoku, gdzie Winiary Kalisz musiały bez straty seta pokonać gospodynie. Niespodzianki nie było: Winiary - ku radości Stali - nie przegrały żadnej partii i tym samym to podopieczne Mariana Kardasa będą rywalkami Gwardii Wrocław w meczach barażowych. - Jesteśmy bardzo zadowoleni i szczęśliwi, że zagramy w play-offie. Wydawało mi się, że mecz w Białymstoku, który trwał godzinę, to wieczność. To jest mój drugi sezon, kiedy musiałem siedzieć przed telewizorem i liczyć na kogoś. Zdecydowanie wolę stać na boisku. Wtedy człowiek, przynajmniej w części, ma wpływ na grę - mówił szczęśliwy Wiśniewski.

Chcą powalczyć

Po szczęśliwym zakończeniu sezonu zasadniczego mielczanki obiecują, że nie spoczną na laurach. Już w najbliższy weekend w pierwszej rundzie play-offu Stal zagra z Winiarami, które zajęły pierwsze miejsce w tabeli, przegrywając tylko jedno spotkanie. - Winiary są zespołem bardzo mocnym, ale ja upatruje szans w dalszej części rozgrywek - zapowiada Wiśniewski. Choć mielczanki nie są faworytkami, na pewno pojadą do Kalisza z ogromną wolą walki. A że warto walczyć o każdą piłkę, przekonały się nie tak dawno, wygrywając z faworyzowanymi pilankami.

Teraz jednak czeka je zdecydowanie trudniejsze zadanie, gdyż sezon wkracza w najważniejszą część, w której czołowe drużyny nie mogą pozwolić sobie na porażkę. Pierwsze spotkanie w Kaliszu rozpocznie się w sobotę o godz. 17.30, drugie w niedzielę o 14.30.