Dyskobolia idzie do FIFA, ale Mila zagra w Valerendze

Sebastian Mila będzie mógł reprezentować barwy Valerengi Oslo w nadchodzącym sezonie, mimo że sprawa jego transferu z Austrii Wiedeń trafi wkrótce do FIFA.
Grodziski klub przygotował w poniedziałek ostateczną wersję pisma, które - za pośrednictwem Polskiego Związku Piłki Nożnej - zostanie przekazane Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA). - Wykazujemy w nim, że bez naszej zgody Austria nie miała prawa sprzedać Sebastiana - mówi wiceprezes Groclinu Jerzy Kopa. W sporze z Austriakami klub z Wielkopolski będzie reprezentowała kancelaria prawnicza z Wiednia.

Sprawa Mili wywołała duże zamieszanie w Norwegii, największa gazeta w kraju "VG" poświęciła jej całą kolumnę jednego z wydań. - Wszystko dlatego, że Sebastiana uważa się tam za gwiazdę, jest bardzo lubiany i zdążył już udzielić kilku ciekawych wywiadów. W jednym z ostatnich sparingów [z Lillestroem - przyp. red.] zdobył nawet gola z rzutu karnego, a to znaczące, że nowemu zawodnikowi pozwolono strzelać "jedenastkę" - mówi Zbigniew Kuczyński, dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej i korespondent norweskich gazet w Polsce. Jego zdaniem Austria nie poinformowała Valerengi, że nie jest właścicielem Mili. Gdy problem wyszedł na jaw, na początku marca Polak nie mógł wystąpić w meczu Royal League (grają w niej najlepsze kluby Skandynawii) przeciwko Helsinborgowi. - Był już przebrany, gotowy do gry, ale nie wyszedł na boisko - mówi Kuczyński.

Dyskobolia zwróciła się z prośbą o pomoc PZPN, bo tylko krajowe federacje mogą wyjaśniać między sobą spory. - Norwegowie przysłali pismo, w którym potwierdzają nasze przypuszczenia o nieprawidłowościach - mówi Kopa. Federacja austriacka twierdzi, że wszystko jest w porządku. We wspomnianym artykule w "VG" można znaleźć wypowiedź jednego z działaczy Austrii: "Wszystko było jak trzeba. Jeżeli Groclin uważa, że jest jakiś problem, niech sobie idzie do FIFA". I właśnie na taki krok zdecydował się wczoraj klub z Grodziska.

Jednocześnie okazało się, że Mila został zatwierdzony przez norweską federację i będzie mógł zagrać w rozpoczynającym się w najbliższy weekend sezonie w barwach Valerengi. Wszystko dlatego, że w styczniu 2005 r. z Polski do Austrii trafił certyfikat zawodnika, taki jaki przekazuje się przy transferach definitywnych, choć było to tylko wypożyczenie. Wiedeńczycy, dysponując tym dokumentem, przesłali go do Norwegii, gdy Polak przechodził do Oslo. Agent piłkarski Jack Karadas, który prowadził transfer Mili, tłumaczy w "VG": "FIFA pozwoliła na transfer po tym, jak Austria poinformowała, że jest właścicielem zawodnika".

Mila to były reprezentant Polski. Na początku 2005 r. został wypożyczony z Dyskobolii do Austrii na dwa i pół sezonu. Wiedeńczycy mieli prawo pierwokupu piłkarza, ale w styczniu poinformowali, że nie skorzystają z tego przywileju. Tymczasem kilka tygodni później sprzedali Polaka do Valerengi Oslo. Zdaniem grodziskiego klubu zachowali się więc tak, jakby dokonali transferu definitywnego. A za to, w myśl umowy, Dyskobolii należą się pieniądze. Nieoficjalnie - 200 tys. euro. - Chodzi nam o sprawiedliwość i pieniądze - mówi Kopa. - Dlatego kierujemy swe pretensje wyłącznie do Austrii Wiedeń - wyjaśnia.