Radwańska pokonała Hingis!

Agnieszka Radwańska pokonała słynną Martinę Hingis 4:6, 6:3, 6:2 i w poniedziałek w Miami zagra o ćwierćfinał!


To najcenniejsze zwycięstwo w karierze 18-letniej Polki, która wygrywała już z klasowymi rywalkami - Jeleną Dementiewą, Venus Williams (Luksemburg) i Anastazją Myskiną (Warszawa) - ale Hingis to megagwiazda, a na dodatek idolka Polki z dzieciństwa. - Agnieszka zawsze chciała grać jak Hingis, jako dziecko oglądała w telewizji jej mecze. No i opłaciło się, tyle się jej naoglądała, że od początku wiedziała, jak z nią grać i jak ją ograć - mówi "Gazecie" Piotr Radwański, ojciec i trener Agnieszki.

Polka zagrała bez kompleksów. Już w pierwszym secie prowadziła 3:1 i 4:2 przy własnym podaniu, ale Szwajcarka jeszcze wtedy wydostała się z opresji, opanowała nerwy i seta wygrała. - Ten set mógł zaważyć na meczu, bo "uciekł" Agnieszce, ale zamiast się poddać, w drugim zagrała po prostu lepiej - podkreśla Radwański.

Polka wygrała wojnę nerwów na jego początku - w czwartym gemie przegrywała 1:2 i 0:40, ale silna psychika i kilka błędów Hingis pozwoliły jej zostać w grze. Potem na korcie rządziła już Radwańska, która zaczęła rozrzucać Hingis po korcie, śląc piłki po rogach. Szwajcarka myliła się coraz częściej, a Polka punktowała ją dropszotami i zagraniami po linii. Zagrała też kilka asów, wygrała niejedną wymianę przy siatce.

Radwańska grała jak z nut, a frustracja Hingis rosła. Do słynnej miny rozkapryszonej księżniczki było jeszcze daleko, ale szósta rakieta świata wyraźnie nie spodziewała się takiego łomotu od młodej Polki. Radwańska wygrała za trzecim meczbolem, krzyknęła: "Jeeeeest!" i pobiegła uścisnąć dłoń Szwajcarki. Potem z uśmiechem złożyła podpis na obiektywie telewizyjnej kamery i poszła rozdawać autografy.

- Hingis próbowała w końcówce sztuczek, prosiła o przerwę, pokazywała, że coś ją boli. Wszystko po to, by wybić rozpędzoną rywalkę z rytmu, ale nie z Agnieszką takie numery - śmieje się Radwański. W niedzielę wieczorem nie sposób było porozmawiać z Polką, bo była rozchwytywana przez amerykańskich dziennikarzy. Wyeliminowanie rozstawionej z piątką Hingis to sensacja dnia. Pisała o tym m.in. agencja Reuters, która jednak mylnie podała, że Radwańska ma jeszcze 17 lat.

- Nic mi wczoraj nie wychodziło, muszę chyba wziąć wolne i naładować akumulatory - powiedziała Reutersowi Hingis. Pokonanie Szwajcarki przez Radwańską ma też w sobie coś symbolicznego, bo Polka od dzieciństwa śledziła karierę Szwajcarki. Jako ośmioletnia dziewczynka widziała jej pierwsze zwycięstwo w Australian Open. Szwajcarka wygrała do dziś 43 turnieje, w tym pięć w Wielkim Szlemie, 209 tygodni była numerem jeden na świecie (dłużej od niej tylko Graf, Navratilova i Evert).

W niedzielę w Miami uczennica pokonała mistrzynię w trzech setach. - Coś w tym jest, bo od początku porównywano ich styl gry. Agnieszka też nie gra na siłę, lecz sprytnie, z głową. Można powiedzieć, że młoda Martina wygrała ze starą albo że mamy nową Martinę - mówi Radwański.

Agnieszka od początku turnieju w Miami, największej po Wielkich Szlemach imprezy w kalendarzu, gra rewelacyjnie. W pierwszej rundzie spacerkiem pokonała 6:2, 6:1 Amerykankę Shenay Perry, a w sobotę rozstawioną z numerem 27. Chinkę Jie Zheng 6:3, 6:4. Teraz Radwańską czeka bój o ćwierćfinał - zmierzy się z Rosjanką Jarosławą Szwedową (WTA 84) lub Włoszką Tathianą Garbin (WTA 25). - Wolałbym Garbin, bo to starsza zawodniczka i nie zna dobrze Agnieszki. Ze Szwedową córka często trenuje, więc Rosjanka zna jej styl - stwierdził trener Polki.