O dwóch z Afryki, co zostali w Zawiszy

Klub płaci im za mieszkanie i daje każdemu 2,5 tys. zł na miesiąc. Valentin Dah i Abraham Loliga pochodzą z Burkina Faso i są najlepiej opłacanymi piątoligowymi piłkarzami w Polsce. I za nic w świecie nie chcą odchodzić.
Po wycofaniu z rozgrywek Zawisza SA istnieje już tylko na papierze, ale piłkarze zostali. Oficjalnym powodem rezygnacji była zła atmosfera wokół piłki w związku z aferą korupcyjną. Były wicelider II ligi jest jednym z sześciu klubów, którym grożą kary za ustawianie meczów. Dah i Loliga o aferze wiedzą niewiele. - Coś tam słyszeliśmy, ale nie do końca rozumiemy, o co chodzi - mówi Dah. - Wiemy tylko, że właśnie z tego powodu wycofano nasz zespół. To dla nas szok.

Dah przyjechał do Polski rok temu z Wagadugu, stolicy Burkina Faso. - Kiedy dowiedziałem się, że będę grał w Polsce, musiałem sprawdzić na mapie, gdzie ten kraj leży - opowiada. Loliga jest w Bydgoszczy krócej. Trafił do Zawiszy SA jesienią ubiegłego roku, ale wcześniej grał we Francji. Z bydgoskim klubem związał się aż do czerwca 2010 roku. Umowa Daha jest krótsza - do końca 2008 roku. - Kontrakty obowiązują i się z nich wywiązujemy - przyznaje Jarosław Kowalkowski, menedżer Zawiszy SA, też nadal zatrudniony w klubie. Nieoficjalnie wiemy, że obaj Afrykanie zarabiają miesięcznie po około 2,5 tys. zł. Do tego klub wynajmuje im mieszkania.

Zimą po występującego w ataku wysokiego Daha i środkowego pomocnika Loligę zgłosiło się sześć drużyn. - Trzy z trzeciej i trzy z czwartej ligi. Szkoda, że nie chcieli skorzystać z tych ofert. Na pewno mniej szans na rozwój umiejętności będą mieli w piątej lidze, w ekipie naszych rezerw, bo tam będą wiosną grać - twierdzi Kowalkowski.

Oficjalnie Afrykańczycy tłumaczą, że nie mają zamiaru występować w trzeciej lidze, ponieważ to dla nich... za niskie progi. I nie trafia do nich argument, że w Bydgoszczy zagrają w piątej. Bardziej przekonujące są ich wyjaśnienia finansowe. - Nie chcemy zarabiać mniej niż w Bydgoszczy. -mówi wprost Dah, który chce wyjechać do Anglii. - Te stadiony, ta publiczność. No i w Anglii jeszcze nie byłem - rozmarza się.