Wiceprezes PZPS: Przewiduję kolejny konflikt

- Największym problemem Raula Lozano jest to, że nie zna języka polskiego, a słucha złych podpowiadaczy. Z tego wynikały niektóre jego decyzje podejmowane zbyt pochopnie - mówi Bogusław Adamski, wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej
Jarosław Bińczyk: Czy sprawa Wlazłego jest już zakończona?

Bogusław Adamski, wiceprezes PZPS: Nie, bo związek przede wszystkim musi mieć pewność, że zawodnik jest zdrowy. Chcemy pomóc Wlazłemu w zdiagnozowaniu jego kłopotów. Jeśli będzie potrzebna konsultacja za granicą, to za nią zapłacimy. W jego przypadku nawet profesorowie nie wiedzą, skąd biorą się skurcze. Niepokojące są jedynie wyniku badań wysiłkowych. Na razie jednak chcemy oprzeć się na polskich lekarzach współpracujących z PZPS. W ciągu tygodnia mają wydać opinię. Związek jest gotowy partycypować w kosztach jego leczenia, tak jak w przypadku Izabeli Bełcik [reprezentacyjna rozgrywająca].

Ale tydzień temu Raul Lozano zadecydował, że nie powoła Wlazłego do reprezentacji, a związek to zaakceptował.

Wlazły jest w gronie 22 siatkarzy, którzy zostali zgłoszeni do FIVB. 24 marca upływa termin podania 18, która zagra w Lidze Światowej. Poda ją selekcjoner. Jako zarząd przyjęliśmy decyzję Lozano o skreśleniu Wlazłego, bo to on odpowiada za skład kadry. Ale po wysłuchaniu racji szefów Skry Bełchatów doprowadziliśmy do spotkania Wlazłego z trenerem. Podobno obaj wszystko sobie wyjaśnili. Teraz trzeba czekać na decyzję Lozano.

Szkoleniowiec twierdzi, że Wlazłym sterują szefowie Skry, a związek dziękuje im za pomoc w rozwiązaniu konfliktu. Kto ma rację?

Byłem bardzo blisko całego zawirowania i mogę powiedzieć, że zarząd klubu, zwłaszcza wiceprezes Konrad Piechocki [to jego oskarżył Lozano], zrobili wszystko, by Wlazły grał w kadrze. Zaś największym problemem Lozano jest to, że nie zna języka polskiego, a słucha złych podpowiadaczy.

Przecież nie znając polskiego, może rozmawiać tylko z tłumaczem Piotrem Boruchem i mówiącym po włosku drugim trenerem Alojzym Świderkiem.

Nie chcę publicznie mówić, o kogo chodzi. Z tych podpowiedzi wynikały niektóre jego decyzje podejmowane zbyt pochopnie.

Jakie?

Na przykład wyrzucenie Wlazłego z kadry bez wysłuchania go. Lozano oparł się tylko na doniesieniach prasowych. Selekcjoner ma pretensje, że siatkarz rozmawiał z nim za pośrednictwem mediów. Tymczasem potem zrobił to samo, obwiniając w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Skrę. Obserwując to, czuję niesmak.

Też Pan uważa, że minister sportu nie ma prawa interesować się tym, co dzieje się w reprezentacji? Lozano uznał za skandal zapowiedź, ze Tomasz Lipiec będzie interweniował w sprawie Wlazłego.

PZPS ma dwóch sponsorów - Polkomtel i Ministerstwo Sportu, które przekazuje nam pieniądze podatników. Dlatego Tomasz Lipiec, czy każdy inny minister, ma obowiązek odpytać prezesa związku o to, co dzieje się w reprezentacji. Lozano nie zastanawia się nad tym, co mówi. Przecież to na wniosek ministra dostał nagrodę finansową za srebrny medal. Lipiec wystąpił też do premiera o kolejną premię i odznaczenie. Wtedy nie miał pretensji...

Lozano twierdzi, że czasami ma dość kłopotów i rozważa podanie się do dymisji.

W rozmowie z nami nigdy nie wspomniał o dymisji. Ale skoro tak twierdzi, to może trzeba zachować się jak pokerzysta i sprawdzić, czy naprawdę chce zrezygnować. Mam wrażenie, że czuje się tak mocny, że ma prawo stawiać nas pod ścianą. Czytałem, że przedstawił nam dziesięć punktów, które musimy spełnić. Nic o nich nie wiem. Jedyne, co zrobił, to zapytał, czy dalej widzimy go w roli trenera reprezentacji. Druga sprawa, o której rozmawialiśmy, to zmiany w sztabie szkoleniowym. Lozano chce nowych specjalistów od odnowy i przygotowania lekkoatletycznego.

Zdaje Pan sobie sprawę, że kibice uznają, iż to działacze chcą konfliktu z trenerem, który zdobył wicemistrzostwo świata.

Chciałbym podkreślić, że w historii PZPS żaden trener nie miał tak dobrych warunków do przygotowań, jak Lozano. Zgadzamy się na wszystko, co zaproponuje. Kiedy rozmawialiśmy z kandydatami na trenera reprezentacji kobiet, każdy z nich zadeklarował pełną dyspozycyjność. Marco Bonitta, który wygrał, obiecał, że będzie ściśle współpracował w klubami i reprezentantkami. Tymczasem Lozano po raz pierwszy od połowy grudnia przyjechał na osiem dni do Polski i zamiast spotkać się, tak jak obiecywał, z klubami dającymi najwięcej zawodników do kadry, pojechał tylko do Radomia i Olsztyna.

Co jest zapisane w kontrakcie?

Nie ma tam nic o tym, jak długo powinien przebywać w Polsce. Ale przecież czeka nas kolejny trudny rok z dwiema ważnymi imprezami - mistrzostwami Europy i Pucharem Świata. Znów trzeba będzie prosić kluby o zgodę na odpowiednie ułożenie rozgrywek. Przewiduję, niestety, kolejny konflikt, a selekcjoner nam nie pomaga. Pamiętam, jak krótko po zatrudnieniu Lozano powiedział, że jeśli większość naszych siatkarzy nie wyjedzie do Włoch, to nic nie osiągniemy. Okazało się, że zdobyliśmy srebro w mistrzostwach świata, mimo że większość kadrowiczów występuje w Polsce. Nasza liga jest w tym sezonie bardzo ciekawa. Szkoda, że Lozano nie ogląda jej na żywo, bo relacje telewizyjne nie oddają wszystkiego. Mam wrażenie, że Lozano interesuje tylko czas do igrzysk w Pekinie. Później będzie szukał innej pracy.