Ćwierćfinał Pucharu Polski: Wisła Płock - MMTS Kwidzyn 34:29 (15:15)

Najważniejsza wiadomość - szczypiorniści Wisły awansowali do półfinału Pucharu Polski. Co poza tym? - Strasznie słabo zagraliśmy. Nie mam pojęcia, czym to można wytłumaczyć - narzekał bramkarz nafciarzy Marcin Wichary
Po tym, jak Wisła w lidze rozgromiła Olimpię Piekary Śląskie, następny pojedynek wydawał się być spacerkiem. Czy to jednak zadziałała reguła w myśl której "puchary rządzą się swoimi prawami", czy gospodarze zlekceważyli przeciwnika, właściwie nie wiadomo. Dość powiedzieć, że tak słabego początku nasi szczypiorniści nie mieli już dawno. - Można powiedzieć, że z naszej strony to była duża nieskuteczność i nonszalancja - tłumaczył płocki szkoleniowiec Bogdan Zajączkowski. - Moi zawodnicy zbyt szybko wychodzili do rzutów i niekoncentrowali się przy nich. Inna sprawa, że przeciwnik zagrał bardzo dobrze w obronie i nie pozwalał nam na zajęcie czystych pozycji.

Nie trafiał do siatki, albo jego rzuty bronił Artur Gawlik czy Tomasz Paluch. W efekcie już po sześciu minutach jego miejsce na prawym skrzydle zajął Alosza Szyczkow. Za to z karnymi paluch już nie miał trudności - na trzy wszystkie wykorzystał po mistrzowsku. Ale nie on jeden "dołował" w ataku. Szyczkow, Zoran Radojević, Sebastian Rumniak, Damian Wleklak czy Artur Niedzielski. Gdyby ich strzały zamienić na bramki, mecz rzeczywiście byłby spacerkiem. Tymczasem... - Podeszliśmy do spotkania bardzo skoncentrowani, bo wiedzieliśmy, jakiej klasy rywalem jest Wisła - mówi rozgrywający MMTS-u Michał Waszkiewicz. - Płocczanie chyba nas też trochę zlekceważyli - dodał, a jego zespół w 12. min prowadził już 8:3, w 20. 13:7 i w 26. 15:10. Po prostu szok.

- Nie mam pojęcia, co się działo. Po prostu graliśmy słabo w ataku i obronie. Dopiero później zaczęło coś wychodzić w ataku. Ale w obronie w dalszym ciągu słabo graliśmy, zarówno chłopaki, jak i ja - denerwował się Marcin Wichary, który zaliczył jednak kilka bardzo dobrych interwencji. Wisła zaczęła zabójczy pościg, który tuż przed przerwą zakończył Witalij Titov - było 15:15. Po zmianie stron goście prowadzili jeszcze do 39. min, gdy po bramce Łukasza Certowicza było 19:17 dla MMTS-u. - Ale wtedy zabrakło nam już sił - martwił się Michał Waszkiewicz. - Właściwie było po meczu.

Goście trzymali się dzielnie, ale Szyczkow, Titov, Niedzielski, Marek Witkowski, Bartosz Wuszter, Radojević, Paluch (karne) i nawet Zbigniew Kwiatkowski, pozbawili ich złudzeń. - To było ciekawe spotkanie. Jak na Puchar Polski dwa zespoły pokazały walkę i kawałek dobrej piłki ręcznej - ocenił trener kwidzynian Daniel Waszkiewicz.. - A my koniec końców cieszymy się z awansu do następnej rundy - dodał Zajączkowski.

Wisła Płock - MMTS Kwidzyn 34:29 (15:15)

Wisła: Wichary, Marszałek - Z. Kwiatkowski 1, Niedzielski 6, Titov 4, Szyczkow 7, Witkowski 3, Paluch 3 (3), Wleklak, Kuptel 2, Wuszter 4, Świerad, Radojević 3, Rumniak 1

MMTS: Gawlik, Suchowicz - Krieger 5 CZ (z gradacji kar), Hanis 1, Kawczyński 5, Wardziński 3 (3), Peret 3, Markuszewski, Cieślak, A. Kwiatkowski 2, Janiszewski 2, Czertowicz 3, Waszkiewicz 5 (2)

Kary: Wisła - 10 min; MMTS - 10 min.

Sędziowali Arkadiusz Sołodko i Leszek Sołodko (Warszawa).

Widzów ok. 250.