Bubka mógł skoczyć 6,40 m

- 7 maja 1984 roku przyszedł do nas urzędnik polityczny i przekazał decyzję o bojkocie igrzysk w Los Angeles. Co my teraz zrobimy? - spytał Bubka. A ja na to: - Po prostu będziemy bić rekordy świata! - mówi trener "Cara Tyczki"
Byłem dość mały, ale zawzięty - opowiada Witalij Pietrow*. - Bardzo dobrze biegałem, skakałem w dal, całkiem dobrze miotałem. Tyczki u nas nie było. Gdy w 1963 roku pojechałem do Charkowa, chciałem trenować dziesięciobój. Ale na pierwszym treningu trener spojrzał na swoich zawodników - oni po 190 cm wzrostu, 90 kilo wagi, a ja chucherko - i powiedział: Co ty tutaj chcesz robić? Idź sobie na bok, nie przeszkadzaj.

Na szczęście przyjechał nowy trener z Moskwy, zebrał nową grupę do tyczki, która mi się bardzo podobała. A jak zostałem trenerem, to przeniosłem się do Doniecka. Tam spotkałem Siergieja Bubkę...

Radosław Leniarski: Na pewno pamięta Pan igrzyska w Moskwie...

Witalij Pietrow: Pamiętam, pojechałem specjalnie do Moskwy, aby z moją grupą tyczkarzy obejrzeć igrzyska, a zwłaszcza skok o tyczce. Bubka nie miał jeszcze wtedy 17 lat, był jego brat Wasyl i jeszcze jeden skoczek. W skoku o tyczce startował Konstantin Wołkow, który długo trenował w naszym Doniecku. Konkurs miał się odbyć pod koniec igrzysk, niestety, trzy dni przed zawodami milicja przyszła do akademika, gdzie mieszkaliśmy, i powiedziała, że wszyscy niezameldowani w Moskwie mają z niej wyjechać natychmiast. Tyle się naoglądaliśmy igrzysk.

Ale w telewizji oglądał Pan konkurs?

Oczywiście. No, nie był to jakiś bardzo dramatyczny konkurs. Kiedy Władysław Kozakiewicz, który, o ile pamiętam, skakał przed Wołkowem, czysto pokonał 5,70 m, Kostii nie pozostało nic innego, jak po dwóch nieudanych próbach przełożyć trzecią próbę na 5,75 m. Władysław pokonał ją znów w pierwszej próbie i było po konkursie.

Pamięta Pan gest Polaka właśnie po skoku na 5,75 m?

Pewnie, że tak, chociaż nie wiem, komu go pokazał. Telewidzom, sędziom, tyczce? Władzom polskim, rosyjskim sportowcom?

Mogę Panu powiedzieć. Cała Polska wiedziała, że porządkowi na komendę otwierali bramy stadionu, by Wołkow miał lepszy wiatr. Gdy skakali Polacy, stadion gwizdał.

O tym nikt nie napisał ani słowa w żadnej gazecie, nie pokazano tego w telewizji. Jeśli tak było, to była głupota. O ile przed konkursem inni mogli mieć nadzieję na wygranie z Kozakiewiczem - ja również liczyłem na zwycięstwo Wołkowa - to w samym konkursie ją stracili. Wiedziałem o kontuzji Kozakiewicza, którą "złapał" w lipcu, ale na igrzyskach był nie do pobicia, pokonywał wszystkie wysokości w pierwszej próbie.

Na pewno Kozakiewicz nie miał pretensji do sportowców, bo później my z Siergiejem przyjaźniliśmy się z nim.

Za pokazanie tego gestu ambasador ZSRR w Polsce Borys Aristow żądał odebrania Polakowi złotego medal, chciał jego dożywotniej dyskwalifikacji...

To już kompletna bzdura. Trzeba by wszystkich dożywotnio zdyskwalifikować, również teraz. Co chwila ktoś coś pokazuje. Tim Lobinger zdjął gacie, pokazał goły tyłek, a nawet wypiął go, na przykład.

Co się stało z Wołkowem później?

W Irkucku na Syberii założył szkółkę skoku o tyczce.

Cztery lata później - w maju 1984 roku - Siergiej Bubka pobił swój pierwszy rekord świata na stadionie, ale ZSRR zbojkotował igrzyska w Los Angeles...

Kiedy dowiedzieliśmy się o bojkocie, Siergiej nie był jeszcze rekordzistą. Ze Spały, gdzie mieliśmy zgrupowanie z Kozakiewiczem, Ślusarskim, Kolasą, pojechaliśmy przygotowywać się do igrzysk na Słowację. Tam 7 maja przyszedł do nas urzędnik polityczny i przekazał nam decyzję o bojkocie. Byliśmy bardzo rozczarowani, ale Siergiej nie był załamany, miał dopiero 20 lat. Co my teraz zrobimy? - pytał. Ja na to: - Po prostu będziemy bić rekordy świata!

Dwa tygodnie potem w Bratysławie Siergiej skoczył 5,85. Tego roku pobił rekord cztery razy, w każdym miesiącu po razie.

Chodziła później za nim klątwa igrzysk. Może gdyby pojechał do Los Angeles i zdobył tam złoto, później nie byłoby niepowodzeń... Jedyny złoty medal zdobył w Seulu w 1988, a startował w czterech igrzyskach.

Pierre Quinon zdobył złoto w Los Angeles, skacząc 12 cm niżej niż Bubka dwa miesiące wcześniej, to fakt. Ale niepowodzenia brały się nie stąd, że pierwsza próba została mu zabrana, ale z jego wielkiej ambicji. Dla niego każdy wielki start był za ojczyznę, dla ZSRR, dla Ukrainy. Tak było na pewno w 2000 roku w Sydney, kiedy po raz pierwszy startował dla Ukrainy. W Barcelonie w 1992 roku chciał pokazać, że zasługuje na reklamowy kontrakt Nike'a. Tak się spinał, że żal było patrzeć. Nie był sobą.

Zawsze zaczynał konkurs od 5,70 m, kiedy połowa finalistów już odpadła. W Barcelonie i Sydney tej bariery nie pokonał. W Seulu też pierwszy skok na tej wysokości był nieudany.

Jak się mierzy wysoko, nie można oddawać wielu skoków. Stąd się to wzięło. Bubka mógł skakać 6,20-6,30 i byłyby to normalne skoki, wcale nie szczyt możliwości. Takim byłoby 6,40. A gdyby miał odrobinę lepsze warunki fizyczne, doszedłby nawet do 6,50 m. Wynikało to z naszego modelu skoku, który stworzyliśmy z Siergiejem, zwanym modelem Pietrow/Bubka. Chodzi o filozofię skoku.

To dlaczego inni skaczą o 30 cm mniej, skoro to takie zwykłe...

Nie potrafią zamienić szybkości na rozbiegu i swojej siły w skok. Ania Rogowska, która jest bardzo szybka na rozbiegu, ma wielkie niedoskonałości techniczne, które nie dość, że przeszkadzają jej w osiągnięciu wysokości, to powodują większą liczbę kontuzji i krótszą karierę. Dlaczego Bubka skakał przez 20 lat, z czego przez 17 na najwyższym poziomie? Bo technika pozwalała mu na łagodną, płynną zamianę szybkości na rozbiegu i siły w skok. Bez ostrych naprężeń, bez zrywania więzadeł.

Nasz model trudno kopiować. Próbują, ale się nie udaje. Zniechęceni mówią, że Bubka był silniejszy albo że szybszy. Ale sama szybkość i siła nic nie pomogą.

Dziś skacze się coraz niżej.

Mistrzem świata jest dziś tyczkarz, który skoczył w finale 5,80, a Kozakiewicz w Moskwie miał 5,78 m. A pamiętajmy, że prawie 30 lat temu tyczki były ciężkie, sztywne, był zły rozbieg. Była niedopracowana technika skoku. Kozakiewicz - który był szybszy niż Bubka i silny, bo trenował dziesięciobój - dziś bez problemu skakałby ponad 6 m. Może nawet byłby lepszy od Siergieja. Dlaczego nastąpił regres? Zakończyła się zimna wojna w sporcie. Już nie ma rywalizacji Wschód - Zachód. Skończyła się konkurencja w samym ZSRR - Bubka, Tarasow, Wołkow oznaczali również wyścig różnych republik. To prowadziło do rywalizacji jak w kosmosie - kto pierwszy pokona 6 m.

I wreszcie kiedyś przygotowywano się do wielkich zawodów, a teraz zawodów jest mnóstwo, w których trzeba startować, aby wyżyć.

Tylko Jelena Isinbajewa skacze coraz wyżej. Był taki czas, kiedy - po przejściu pod Pana opiekę - przestała bić rekordy. Ale znów zaczęła. Skąd ta przerwa?

Zmiany zawsze są trudne. Mieszkała w Rosji, przeniosła się do Monte Carlo i do Włoch, daleko od rodziców i przyjaciół. Ja mam inne metody niż poprzedni trener Jefim Trofimow. Mój styl wprowadzałem powoli. A teraz Jelena znów się rozkręca. Ma coraz twardsze tyczki, chwyta je coraz dalej. Następnym celem jest wydłużenie rozbiegu o dwa kroki - 18 kroków. Jeśli w tym sezonie pobije dwa, trzy rekordy, będę zadowolony. Jelena może pokonać 5,10 m, w optymalnych warunkach 5,20 m. Ale oczywiście nigdy na treningach takiej wysokości nie pokonała. Na treningu nie używa się tak twardych tyczek, nie ma takiego poziomu emocji, adrenaliny co na zawodach.

Nie żal Panu, że wychował Pan Bubkę, doprowadził Giuseppe Gibilisco do tytułu mistrza świata i brązowego medalu w Atenach, teraz szlifuje Pan skoki Jeleny Isinbajewej, a o Panu cicho. Oni wszyscy są krezusami wśród lekkoatletów, zdarzało się im wygrywać ferrari...

Eeee, jakoś nie. Wciąż przecież robię to, co lubię.

Siergiej Bubka

6

tytułów mistrza świata

17

rekordów świata (6,14)

18

rekordów świata w hali (6,15)

5,90

rekord Polski Mariana Kolasy, 1988

Jelena Isinbajewa

11

rekordów świata (5,01)

9

rekordów świata w hali (4,93)

4,83

rekord Polski Anny Rogowskiej, 2005

*Wasilij Pietrow - trener Siergieja Bubki i Jeleny Isinbajewej, najlepszych w historii skoku o tyczce. Bubkę "stworzył" od zera, z Isinbajewą zaczął pracować od 2005 roku. Dwa tygodnie temu w hali w Doniecku ustanowiła swój pierwszy rekord świata pod opieką Pietrowa.