Emerytury za zbojkotowane igrzyska

- Koń Elektron był zadowolony. Chyba jako jedyny - wspomina Jan Lipczyński, który w 1984 roku zamiast jechać na igrzyska do Los Angeles, zdobył dwa złote medale w WKKW w zawodach Przyjaźni w Drzonkowie
W poniedziałek prezydent podpisał ustawę dającą dożywotnie emerytury medalistom Przyjaźni, którzy nie pojechali do Los Angeles. Wśród 67 sportowców są np. Bogdan Wenta, trener wicemistrzów świata w piłce ręcznej, ciężarowiec Robert Skolimowski, drużyna siatkówki z Wojciechem Drzyzgą, Marianem Kardasem, Włodzimierzem Nalazkiem. Rocznie państwo przeznaczy na emerytury za Przyjaźń 1,9 mln zł. Za przyznaniem emerytur sportowcom '84 głosowało 422 posłów, jeden się wstrzymał.

Oczywista bzdura

W maju 1984 roku ZSRR zbojkotował olimpiadę w Los Angeles, rewanżując się za bojkot wcześniejszych igrzysk w Moskwie przez Zachód.

Pretekstem było rzekome zagrożenie terrorystyczne. - Oczywista bzdura. Ja, Marek Dopierała i Marek Łbik akurat wiedzieliśmy o tym dobrze, bo rok wcześniej byliśmy w Kalifornii na przedolimpijskich testach toru. I ta wiedza jeszcze bardziej nas przybiła - wspomina wioślarz Andrzej Krzepiński.

Sportowcy długo mieli nadzieję, że Polska jednak wystartuje w USA - komunistyczne władze zwlekały z decyzją o dołączeniu do bojkotu. Tylko Rumuni wyłamali się i pojechali do Ameryki.

- Jak w czerwcu do Wałcza przyjechał prezes związku Teodor Kocerka, to już wiedzieliśmy, co się święci. Zwołał zebranie i oznajmił w duchu patriotycznym, że nie jedziemy, bo honor itd. Nikt nie zaprotestował - mówi Krzepiński.

Zawody karykaturalnie

Władze bloku wschodniego postanowiły osłodzić bojkot, organizując zawody Przyjaźni w Bułgarii, Czechosłowacji, KRLD, Mongolii, NRD, Polsce, ZSRR, na Węgrzech i Kubie. Na przykład w Mongolii rozegrano sambo (rosyjska sztuka walki podobna do zapasów), w Polsce w Drzonkowie konkurencje jeździeckie. - Na medal w igrzyskach nie mielibyśmy raczej szans, bo w WKKW rządzą Niemcy, Anglicy, Amerykanie, Australijczycy, Nowozelandczycy - mówi Lipczyński. - Zawody wyglądały więc nieco karykaturalnie, gdy startowało sześć reprezentacji. My ścigaliśmy się głównie z Rosjanami.

Lipczyński zdobył złoto w drużynie i indywidualnie. - Emeryturę dostanę jedną, ale to naprawdę dla mnie wielkie szczęście, bo jestem rolnikiem, a rolnicze emerytury są skromne.

Krzepiński na regatach Przyjaźni w Moskwie zdobył brązowy medal na dwójce z również 21-letnim wówczas Kajetanem Broniewskim. Wyrwany kilka dni wcześniej bark spowodował, że podczas wręczania medali Krzepiński kilkakrotnie mdlał i był cucony amoniakiem przez radziecką pielęgniarkę.

Ciągnięci za uszy

Jan Falandys w igrzyskach w Moskwie w 1980 roku powinien zdobyć medal, ale był czwarty. - W pierwszej walce spóźnił się Afgańczyk Mohammed Aktar (Zachód zbojkotwał igrzyska za najazd na Afganistan w 1979), wygrałem walkowerem, ale potem go odnaleźli i kazali walczyć. Biłem się z zerwanym więzadłem krzyżowym. Włoch, który zdobył złoto (rząd Włoch zostawił wolną rękę sportowcom w sprawie ich udziału, organizatorzy ciągnęli w turniejach za uszy takie zachodnie rodzynki jak zwycięzca wagi 48 kg Claudio Pollio), stoczył wszystkiego trzy lub cztery walki, z czego jedną przegrał i miał dwa wolne losy. A ja żadnego - wspominał Falandys Moskwę. - Dlatego gdy w 1984 roku na zgrupowaniu w Grecji dotarła do nas informacja, że nie jedziemy do Los Angeles, byłem załamany. Dyskutowaliśmy, co robić. Może uciec, zostać w Grecji. Ale wychowani byliśmy na reprezentantów Polski.

W Los Angeles wygrał Amerykanin Robert Weaver, którego Falandys łatwo pokonał na przedolimpijskim turnieju w Tbilisi. Polak zdobył srebro w turnieju Przyjaźni w wadze 48 kg. Teraz jest rencistą z powodu sportowych urazów, z minimalną rentą. Za zbojkotowane igrzyska dostanie co miesiąc ok. 2,5 tys. zł.