Alpejskie MŚ. Szwajcarzy mają mistrza świata

Znów sensacja na MŚ w Are. Złoto w superkombinacji zdobył 24-letni Daniel Albrecht. Bode Miller prowadził po zjeździe, ale zawalił slalom.
We wtorek niespodziewanym mistrzem w supergigancie został włoski karabinier Patrick Staudacher. Zwycięzca superkombinacji Albrecht życiorys ma niemal identyczny, do czwartku brak w nim było sukcesów - podobnie jak Włoch nigdy nie stanął na podium, raptem cztery razy był w dziesiątce zawodów PŚ.

Jest więc kolejna sensacja, ale jednak trochę mniejsza, jeśli wziąć pod uwagę specyfikę konkurencji. Superkombinacja, czyli zjazd i jeden przejazd slalomu, premiuje narciarzy wszechstronnych, potrafiących znaleźć równowagę między prędkością zjazdu a techniką niezbędną w slalomie. Z reguły kombinację wygrywali wybitni slalomiści, którzy ciut popracowali nad szybkością, lub gwiazdy zjazdów podszkoleni w slalomach. Albrecht to inny typ - on jedno i drugie jeździ po prostu przeciętnie. Dlatego mało kto o nim słyszał, ale gdy zsumować jego wczorajszą przeciętność, okazało się, że kombinację opanował na poziomie mistrza świata (był nim już zresztą jako junior w 2003 r).

Po zjeździe Albrecht zajmował siódmą lokatę ze stratą 1,02 s do prowadzącego Amerykanina Bode Millera, który bardzo chciał zrehabilitować się za porażkę w supergigancie (bronił tytułu, a był dopiero 24.). Miller ma jednak ostatnio ogromne problemy w konkurencjach technicznych - w ciągu ostatniego roku tylko raz dojechał do mety slalomu, na kilkanaście startów! Z trasy wypadł m.in. na zeszłorocznych igrzyskach w Turynie, gdy też prowadził po zjeździe, ale mimo błagań trenerów nie zgodził się zjechać bardziej zachowawczo.

W czwartek chyba wreszcie wysłuchał ich błagań, bo do mety dojechał. Spisał się jednak źle i do Albrechta stracił dwie sekundy. Ostatecznie zajął 6. lokatę.

Wicemistrzem świata został Benjamin Raich, który po zjeździe był 14. Slalom pojechał jak na mistrza olimpijskiego przystało, czyli genialnie. Ale na Albrechta to nie wystarczyło , bo Szwajcar znacznie lepiej pojechał zjazd.

Albrecht jest pierwszym helweckim mistrzem świata od sześciu lat, gdy złoto w gigancie w Sankt Anton zdobył Michael Von Gruenigen. Szwajcarzy mogli zresztą poczuć się trochę jak za złotych czasów Pirmina Zurbriggena i spojrzeć z góry na odwiecznych rywali Austriaków, bo w pierwszej czwórce było ich aż trzech - brąz zdobył Marc Berthod, a czwarty był Didier Defago.

Kto jednak wie, jak wyglądałby podział medali, gdyby nie to, że Czech Ondrej Bank pokonał ostatnie metry zjazdu na własnej... pupie. Straty spowodowanej tym "twardym" finiszem, w slalomie już, niestety, nie odrobił, ale mimo to zajął świetne 10. miejsce.

Wyniki superkombinacji (w nawiasie kolejno czas zjazdu i slalomu):

1. Daniel Albrecht (Szwajcaria)2.28,99 (1.37,66+51,33)
2. Benjamin Raich (Austria) 2.29,07 (1.38,24+50,83)
3. Marc Berthod (Szwajcaria)2.29,23 (1.37,94+51,29)
4. Didier Defago (Szwajcaria)2.29,50 (1.37,64+51,86)
5. Aksel-Lund Svindal (Norwegia)2.29,59 (1.36,84+52,75)
6. Bode Miller (USA)2.29,97 (1.36,64+53,33)
7. Romed Baumann (Austria)2.29,98(1.38,21+51,77)
8. Sylvain Zurbriggen (Szwajcaria)2.30,01 (1.38,27+51,74)
9. Steven Nyman (USA)2.30,18(1.37,23+52,95)
10. Ondrej Bank (Czechy)2.30,21(1.38,41+51,80)
...--
36. Wojciech Zagórski (Polska) 2.40,67(1.44,88+55,79)