Czy Widzew i ŁKS będą musiały połączyć siły?

Łódzcy radni nie wiedzą jak podzielić pieniądze przeznaczone na promocję miasta przez sport. Jednym z pomysłów jest, by Widzew i ŁKS wystąpiły o nie wspólnie.
Komisja sportu rady miasta miała wczoraj ustalić kryteria, według których łódzkie kluby mogłyby starać się o pieniądze przeznaczone przez radę miasta na promocję Łodzi. Gdy Halina Szostek-Stelmasiak, kierowniczka z biura promocji, wymieniła propozycje warunków, jakie kluby musiałyby spełniać, żeby otrzymać większą lub mniejszą kwotę (decydowałyby o tym m.in. gra w ogólnopolskich albo międzynarodowych rozgrywkach, zapewnione transmisje telewizyjne z meczów, czy ilość informacji o klubie w innych mediach), zapały radnych ostudziła prawnik miasta - mec. Małgorzata Szpakowska-Korkiewicz. - Przypominam, że zwycięzca przetargu może być tylko jeden - zastrzegła.

To oznacza, że gdyby miasto szukało klubu promującego je np. za pomocą piłkarzy, a do konkursu stanęliby obaj łódzcy pierwszoligowcy, to pieniądze na ten cel otrzymałby albo Widzew, albo ŁKS.

- To nie do pomyślenia. Przecież to wywoła zamieszki większe niż we Włoszech - zagrzmiał natychmiast Witold Skrzydlewski i radni zaczęli szukać rozwiązania. Okazało się, że jednym ze sposobów na obejście przepisu jest powołanie konsorcjum łódzkich klubów piłkarskich ubiegających się o pieniądze z miejskiej kasy. Wtedy szefowie Widzewa i ŁKS musieliby porozumieć się, powołać wspólnych przedstawicieli do napisania wniosku, a uzyskaną kwotą podzielić się po równo.

Ostatecznego rozwiązania nie znaleziono, dlatego radni z prawnikami i urzędnikami wydziału promocji umówili się na kolejne spotkanie na jutro. Wtedy mają podjąć ostateczne decyzje, które kluby będą mogły ubiegać się o pieniądze na promocję. Poseł Sylwester Pawłowski zaproszony na posiedzenie zaproponował też, by w warunkach konkursu zapisano, żeby kluby zmuszone były oddać pieniądze uzyskane na promocję miasta, jeśli na którymś ze stadionów dochodziłoby do awantur w czasie meczów.

Dla Gazety

Andrzej Pożarlik

dyrektor ŁKS

Urzędnicy znów próbują skomplikować sytuację. Nie widzę problemu, żeby usiąść z panem Puchalskim i zrobić konsorcjum z Widzewem, a później podzielić się pieniędzmi po równo. Tylko co zrobić jak jeden z klubów nie wywiąże się z umowy? Odbiorą pieniądze obu klubom? A pomysł z karaniem za awantury na stadionach jest kompletnie nieprzemyślany. Co zrobić, jeśli kibice jednej z drużyn sprowokują zajścia na drugim stadionie?



Władysław Puchalski

prezes Widzewa

Rozwiązanie zaproponowane przez radnych jest złe i trzeba nad nim popracować. Musi być jakieś inne wyjście, dzięki któremu miasto będzie mogło promować kilka klubów w tej samej dyscyplinie sportu. Tylko według jasnych kryteriów - transmisji telewizyjnych, popularności dyscypliny itp. A już dzielenie się pieniędzmi i wspólnego ponoszenia kar w przypadku konsorcjum uważam za kompletną fikcję.

not. jg