Skra Bełchatów pod ścianą

Jedziemy do Grecji, aby wygrać, sami chcemy zapewnić sobie awans do kolejnej rundy - mówią siatkarze BOT Skry Bełchatów, która w ostatniej kolejce Ligi Mistrzów zagra z Olympiakosem Pireus
Przed sezonem w Bełchatowie nie ukrywano, że celem zespołu jest awans do Final Four. Miał w tym pomóc argentyński trener i wymiana środkowych, do których w decydujących spotkaniach Ligi Mistrzów w ubiegłym sezonie miano najwięcej zastrzeżeń. Pierwszą porażkę Skra poniosła jednak latem, kiedy nie udało się zatrzymać Michała Winiarskiego, najlepszego w Polsce w przyjęciu zagrywki. Nie udało się też go zastąpić, bo sprowadzony z Olsztyna Piotr Gruszka ma tę wadę, że źle odbiera serwisy rywali. Do tego trzeba dodać słabszą formę libero Krzysztofa Ignaczaka, dlatego najsilniejsza strona Skry w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów przestała istnieć.

Mimo to początek tegorocznych rozgrywek Ligi Mistrzów zespół z Bełchatowa miał bardzo udany - po sześciu kolejkach na jego koncie było pięć zwycięstw, w tym wyjazdowe nad mistrzem Włoch. I kiedy nawet w klubie zadawano sobie pytanie, czy drużyna zakończy rozgrywki grupowe na pierwszym, czy drugim miejscu, pojawiły się poważne problemy. Trzej medaliści mistrzostw świata zaczęli grać znacznie słabiej. Mariusza Wlazłego po trzech setach z reguły łapały skurcze mięśni, Piotr Gruszka przestał skutecznie atakować, a Bułgar Jewgienij Iwanow doznał kontuzji. Jednak ich zmiennicy są słabsi.

Skra przegrała z Lube Banką Macerata (trenerzy w tym meczu oszczędzali Wlazłego), Lewskim Sofia i Knack Randstad Roeselare. Największe znaczenie miała przegrana w Sofii. Gdyby tam Skra wygrała, dziś nie musiałaby się martwić o awans. - To nie jest kwestia braku sił, ale psychiki - tłumaczy kryzys Skry Wlazły. - Mamy przesyt grania, a trzeba grać co dwa, trzy dni. W takiej sytuacji trudno się zmobilizować. Nawet Włosi tak często nie rozgrywają spotkań ligowych.

Jakby tego było mało, przed wyjazdem do Grecji kontuzji doznał Maciej Dobrowolski. Rozgrywający Skry skręcił staw skokowy i jego występ stanął pod znakiem zapytania. Co będzie, jeśli mistrz Polski nie wygra z Olympiakosem? - Nic, świat się nie zawali. Na pewno nie jest to mecz o życie - uważa Wlazły. Bełchatowianie mogą jeszcze liczyć na pomoc hot Volleys Wiedeń, który podejmuje Lewskiego. Jeśli Austriacy wygrają, Skra może nawet przegrać. Tyle tylko że spotkanie w Wiedniu rozpocznie się dwie godziny później niż w Pireusie...

Olympiakos - BOT Skra, godz. 18 (transmisja w Polsacie Sport)