Warszawianka odradza się

Trzy lata temu omal nie zbankrutowali. Grali już w III lidze. Za dwa lata znów chcą wrócić do ekstraklasy. Warszawianka, klub, w którym nie tak dawno występowało czterech reprezentantów Polski walczących dziś w Niemczech o medal mistrzostw świata, wychodzi na prostą
W maju 2002 roku w hali Warszawianki rozegrany został jeden z najbardziej dramatycznych turniejów finałowych Pucharu Polski piłkarzy ręcznych. - Czegoś takiego nigdy nie widziałem - mówił ówczesny trener kadry Bogdan Zajączkowski. W decydującym meczu klub z Mokotowa zagrał z Kolporterem Kielce. W normalnym czasie gry było 22:22. Jedna dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia. Zawodnicy byli wycieńczeni. Łapały ich skurcze. Dopiero w drugiej dogrywce Warszawianka wyszła zdecydowanie na prowadzenie. Wygrała 28:25. Po raz drugi w historii wywalczyła Puchar Polski. Osłodziła sobie tym sukcesem porażkę w walce o mistrzostwo Polski.

To były ostatnie sukcesy Warszawianki w Polsce. Dwa lata później klub zniknął z ekstraklasy. Połączył się z AZS AWF Warszawa i występował pod jego nazwą. W II lidze (faktycznie III lidze) pozostał oparty na wychowankach drugi zespół. Dziś to już właściwa Warszawianka. W tym roku awansowała do do I ligi (czyli II ligi). Zajmuje w niej po 11 meczach siódme miejsce z dziesięcioma punktami straty do prowadzącego AZS Gdańsk.

Drużyna gwiazd

W składzie drużyny zdobywającej w 2002 roku Puchar Polski i medal mistrzostw Polski byli m.in. Sławomir Szmal, Grzegorz Tkaczyk i Rafał Kuptel. Dziś ta trójka gra w Niemczech o medal MŚ. Wcześniej zawodnikiem Warszawianki był Artur Siódmiak

- Szmala wypatrzył kiedyś trener Bogdan Kowalczyk. Już u nas był świetny. Nikogo nie dziwi jego kariera - wspomina Janusz Jakubowski, wiceprezes klubu, kiedyś piłkarz ręczny. Tkaczyk to rodowity warszawiak, z Targówka. - Zadziorny, ambitny chłopak. Jako młodzik grał w juniorach i wtedy potrafił sam wygrywać mecze. Był nie do zatrzymania. Zawsze najskuteczniejszy - opisuje go Jakubowski. Długowłosy, efektownie grający, którego trudno nie zapamiętać po obejrzeniu chociażby jednego meczu, Tkaczyk jest symbolem sukcesów Warszawianki. - A dla wszystkich chłopaków idolem - dodaje zawodnik Marcin Kusideł. Tkaczyk musiał odejść, gdy klub popadł w tarapaty finansowe. Podpisał kontrakt z silnym niemieckim zespołem, zdobywcą Pucharu Europy SC Magdeburg. Występuje w nim do dziś.

Gdyby teraz zbudować drużynę Warszawianki z zawodników, którzy tworzyli jej niedawną świetną historię, powstałby team w Polsce trudny do pokonania. Każdy z tych piłkarzy kontynuuje zresztą karierę, ale już za granicą. Robert Lis gra w Szwecji, Michał Matysik w Emiratach Arabskich, Leszek Starczan w Szwajcarii. Nawet Ukraińcy z Warszawianki dziś występują w klubach hiszpańskich. Tak silny zespół został jednak zbudowany ponad możliwości finansowe. Oparta o jednego, choć silnego sponsora firmę TOP 2000 sekcja nie była w stanie sprostać wymaganiom gwiazd. TOP 2000, której główna działalność oparta była na wynajmie powierzchni biurowych, padł. Rozpadła się i silna Warszawianka.

Plan ratunkowy

- Stwierdziliśmy, że nie stać nas było na zespół w ekstraklasie. Trzeba było wydawać na klub półtora miliona złotych. Dlatego oddaliśmy miejsce AZS AWF - mówi Jakubowski. - Ale od razu myśleliśmy, jak postawić sekcje na nogi. Uważaliśmy bowiem, że klub bez gry zespołowej nie istnieje. Szermierka, lekkoatletyka, w tych dyscyplinach można liczyć na jednorazowy wyskok. Drużyna, która gra co tydzień na najwyższym poziomie, daje reklamę, ułatwia pozyskanie sponsorów.

Nowa Warszawianka ma być oparta głównie na wychowankach. Złożony z nich zespół, medalistów mistrzostw Polski młodzików i juniorów, występuje teraz w I lidze. Do klubu stale napływają nowi zawodnicy z Warszawy. Władze nawiązały współpracę z Agrykolą.

Ale awansować własnymi zawodnikami do ekstraklasy będzie trudno. - Wiemy o tym. Trzonem będą jednak zawsze wychowankowie, tak jak za czasów nieżyjącego Jacka Zglinickiego, kiedy odnosiliśmy pierwsze sukcesy [pierwszy Puchar Polski w roku 1994] w latach 90., czy jak to było ostatnio - tłumaczy Jakubowski.

Pieniądze Warszawianka na budowanie silnej drużyny ma pozyskać z bieżącej działalności. W przeciwieństwie do bliskiej bankructwu CWKS Legia mającej niegdyś silne sekcje siatkarską i koszykarską (dziś w II lidze) czy Polonii, która aby zupełnie nie paść, przeszła pod opiekę miasta, klub z Mokotowa prowadzi własną działalność gospodarczą. Zarabia na wynajmie hali przy Merliniego i Piaseczyńskiej oraz 30 kortów. Sponsor majowego turnieju kobiet WTA firma J&S buduje właśnie nowoczesne zaplecze dla sekcji tenisowej. Warszawianka wydaje rocznie 600 tysięcy złotych na podatki za wieczystą dzierżawę, a mimo to wychodzi na swoje. Cześć z zarobionych pieniędzy idzie na utrzymanie sekcji piłki ręcznej. Z miasta cały klub dostał w zeszłym roku 160 tys. złotych.

W planach jest zbudowanie nowoczesnej hali widowiskowej na tysiąc miejsc. Klub dostał już pozwolenie na jej budowę. - Najlepiej byłoby, jakbyśmy awansowali w 2008 roku do ekstraklasy i grali już w niej w nowej hali - marzy Jakubowski.

Trening w porze meczu

Wyjściu na prostą sekcji piłkarzy ręcznych ma pomóc postawa reprezentacji na mistrzostwach świata. - Może nie od razu, ale w dłużej perspektywie na pewno nam to będzie sprzyjać. Właśnie prowadzimy rozmowy ze sponsorem. Przeszkadza nam trochę, że transmisje są w kodowanej stacji Polsat Sport. Jak piłkarze nożni grają sparing, to relacje są w otwartej telewizji, a gdzie im do pierwszej czwórki na świecie. Dobrze, że chociaż niektóre mecze ekstraklasy są pokazywane w TVP 3 - mówi zawodnik Warszawianki Marcin Kusideł. Na oglądanie mistrzostw on i jego koledzy nie mają jednak czasu. Większość z nich albo się uczy, albo pracuje. A kiedy tego nie robi, trenuje. Wczoraj, kiedy w hali w Hamburgu Polacy grali z Rosjanami, oni wychodzili na swój codzienny trening.