Pomocnicy "Fryzjera" w areszcie

Krzysztof P., szef wielkopolskich sędziów, oraz Wojciech W., były trener Arki Gdynia, zatrzymani wczoraj przez policję. Byli bliskimi współpracownikami "Fryzjera" - szefa piłkarskiej mafii
- Krzysztof P. to najbliższy współpracownik i przyjaciel Ryszarda F. "Fryzjera" - mówi jeden z pierwszoligowych sędziów, proszący o anonimowość. - Od dawna mówiło się, że będzie kolejnym zatrzymanym, dlatego byłem zszokowany, gdy w grudniu mianowano go pełnomocnikiem do spraw sędziowskich w Poznaniu.

P. był znanym pierwszoligowym arbitrem, a później szefem obsady sędziowskiej PZPN i szefem wielkopolskich sędziów. To właśnie z Wielkopolski zatrzymano najwięcej skorumpowanych arbitrów.

W środowisku piłkarskim o P. krążyły przeróżne opowieści. Według jednej z nich miał promować sędziów, a w zamian żądał pieniędzy. Kamuflując się, chciał, aby pieniądze przynoszono mu w pustym pudełku po butach. - Gdy wezwaliśmy go w charakterze świadka, zaprzeczył wszystkiemu - opowiada Jacek Kryszczuk, były wiceprzewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN -. Zachowywał się tak, jakby tylko niedopatrzeniem Watykanu było to, że nie jest jeszcze beatyfikowany - śmieje się Kryszczuk.

Co na to prezes Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej? - Jest mi smutno i przykro - mówi Stefan Antkowiak, członek zarządu PZPN. Dlaczego niedawno mianował Krzysztofa P. pełnomocnikiem PZPN do spraw sędziowskich. - To nie była tylko moja decyzja, lecz całego zarządu - podkreśla Antkowiak.

Jeden z naszych rozmówców twierdzi, że P. jako pierwszoligowy obserwator miał "swoich" arbitrów. - Jego ulubieńcami byli Piotr Z. z Łodzi, Zbigniew M. z Piły oraz Robert W. z Warszawy. Jednak niedawno czytałem, jak po wyjściu z aresztu Robert W. mocno krytykował szefa sędziów z Poznania. Może to on go sypnął? - zastanawia się pierwszoligowy sędzia.

- Krzysztof P. jest podejrzewany o korupcję w sporcie i ustawianie meczów - mówi Wojciech Wybraniec z biura prasowego wrocławskiej policji.

Wczoraj rano wrocławska policja zatrzymała też Wojciecha W., byłego trenera Amiki, Lecha, Warty, Olimpii Poznań i Arki. Obecnie jest dyrektorem sportowym II-ligowej Unii Janikowo. Zarzuty wobec W. dotyczą jego pracy w Arce. Latem 2004, na dwie kolejki przed końcem sezonu - gdy Arka broniła się przed degradacją z II ligi - W. zatrudniono, aby ratować zespół. Arka utrzymała się po niezwykle kontrowersyjnych barażach ze Śląskiem. Trenera zwolniono, ale mianowano dyrektorem sportowym. Zastąpił go Mirosław D., który ma również zarzuty korupcji. W kolejnym sezonie Arka awansowała do I ligi w bardzo kontrowersyjnym stylu.

Prezes Arki Jacek M. od kilku tygodni przebywa w areszcie. Jego adwokat Maciej Urbański powiedział wczoraj: - Mój klient otrzymał nowe zarzuty. Został też skonfrontowany z osobą, która pomawia go o korupcję, a w śledztwie odpowiada z wolnej stopy i nie jest związana z gdyńskim klubem. M. nie przyznaje się do winy i odmówił składania wyjaśnień - stwierdził Urbański.

Z bardzo wiarygodnego źródła wiemy, że zarzuty dotyczą 11 meczów, m.in. baraży ze Śląskiem oraz spotkań z Górnikiem Polkowice i Świtem Nowy Dwór. Prezes M. był zaś wczoraj konfrontowany z drugoligowym arbitrem z Łodzi, który w zeszłym roku zrezygnował z sędziowania.

Pisaliśmy w "Gazecie"

W maju 2005 r. opisaliśmy, jak zimą 2000 r. w Wiedniu doszło do tajnego spotkania sześciu osób, wśród których był Krzysztof P., szef obsady sędziowskiej PZPN. W. O ekstraklasę walczyły wtedy cztery drużyny: GKS Katowice, GKS Bełchatów, Górnik Łęczna i Śląsk, a awansować mogły tylko dwie. W rundzie rewanżowej P. tak "rozprowadził" rozgrywki drugiej ligi, że Śląsk awansował, mimo że w pewnym momencie rundy rewanżowej miał już 9 punktów straty do czołówki. Koszty przedsięwzięcia wyceniono na milion złotych. Ustawianie meczów w tamtym sezonie potwierdził w wywiadzie dla "Gazety" w sierpniu 2005 r. prezes Katowic Piotr Dziurowicz.