Sport.pl

Wdowczyk: Hugo i Smoliński są potrzebni Legii

Na zgrupowaniu Legii w Mrągowie nieoczekiwanie pojawili się Hugo i Marcin Smoliński. - Marcin dostał szansę. Hugo ma umiejętności. Oby tylko mu się chciało pracować - mówi trener Dariusz Wdowczyk
Brazylijczyk Hugo przyszedł do Legii latem ubiegłego roku - razem z rodakiem, napastnikiem Eltonem. Ten drugi po kilku miesiącach został wyrzucony z klubu po znanych powszechnie kłopotach z alkoholem. Mówiono, że najczęstszym towarzyszem jego eskapad był właśnie Hugo. Ale tylko mówiono, bo obrońca, który na środku defensywy miał zastąpić Moussę Ouattarę, nigdy nie został przyłapany.

Na boisku prezentował się blado. Strzelił co prawda gola w otwierającym sezon spotkaniu z Cracovią, lecz potem było coraz gorzej. Aż wreszcie w trakcie poprzedniego zgrupowania w Mrągowie wyjechał z niego, bo Legia zdecydowała się wypożyczyć go do Arabii Saudyjskiej. Sprawa jednak utknęła i zawodnik do końca rundy grał już w rezerwach. Jeszcze na początku stycznia mało kto interesował się, kiedy wróci z wakacji w Brazylii. Przyjechał w środę razem z oczekiwanym Juniorem. Dlaczego? Ponieważ w pierwszych meczach rundy wiosennej nie będą mogli zagrać stoperzy z Zimbabwe Herbert Dick i Dickson Choto.

- Nie ukrywamy, że szukaliśmy środkowego obrońcy. Na razie nie znaleźliśmy. Hugo miał zastąpić Ouattarę. To nam nie wyszło. W obecnej sytuacji doszliśmy jednak do wniosku, że zawodnik, który grał w silnej lidze portugalskiej - grał, a nie siedział na ławce - musi prezentować spore umiejętności. Aklimatyzacja w nowym środowisku może trwać miesiąc, a może i pół roku. Hugo ma z nami jeszcze 2,5-roczny kontrakt. Gdyby ktoś chciał go kupić, to bylibyśmy skłonni rozmawiać. Ofert jednak nie ma. Musi zmienić podejście do wykonywanej pracy, bo różnie z tym bywało. Umiejętności ma. Żeby tylko mu się chciało - wyjaśnia Wdowczyk.

Legia chciała kupić Pawła Magdonia z Wisły Płock, ale oferowała za mało. Mamadou Balde i Artur Jędrzejczyk nie dawali spokoju w tyłach. To dlatego niepotrzebny Hugo Alcantara jest znowu potrzebny.

Rok temu na liście niepotrzebnych w Legii znalazł się Marcin Smoliński. Został wypożyczony do Odry Wodzisław i w słabym klubie furory nie zrobił. Skończyło mu się wypożyczenie, więc wrócił. Czy jest szansa, by teraz 20-letni pomocnik sobie poradził? - Chcieliśmy Marcina znowu wypożyczyć. Ostatnio mieliśmy ofertę z Zawiszy Bydgoszcz, ale uznaliśmy, że niczego nie można robić na siłę. Miał tam przejść testy, a dla zawodnika - chociaż młodego - z pewnym dorobkiem to niepotrzebne. Usiedliśmy, porozmawialiśmy i ustaliliśmy, że spróbuje powalczyć o miejsce w Legii. Wie, jaka jest sytuacja - do rozgrywek I ligi możemy zgłosić 23 zawodników. 24., niezgłoszony, będzie musiał występować w czwartoligowych rezerwach - tłumaczy Wdowczyk.

Niespecjalnie potrzebny w równie słabym jak Odra zespole Górnika Łęczna był brat legionisty i reprezentanta kraju Grzegorza Bronowickiego. Jak to możliwe, że defensywny pomocnik mający kłopoty z miejscem w zespole broniącym się przed spadkiem z ligi miałby poradzić sobie w drużynie mistrza kraju? Bycie bratem dobrego piłkarza to chyba trochę za mało... - Zespół składa się z gwiazd i takich od czarnej roboty. Piotr Bronowicki ma charakter taki jak jego brat. Do tej pory grał w zespole, w którym nie był w stanie ujawnić możliwości - podsumowuje szkoleniowiec. - Jeżeli ludzie się dziwią, to niech się dziwią. A my mamy plan, żeby kolejny "Bronek" trafił do Legii.

Gospodarska wizyta

Wczoraj z gospodarską wizytą do hotelu Mrongovia przybyli przedstawiciele władz klubu - prezes Piotr Zygo, wiceprezes Leszek Miklas oraz członek zarządu doglądający spraw z ramienia ITI Paweł Kosmala. Zostaną do niedzieli, w tym czasie kontrakt powinien podpisać Piotr Bronowicki.

Piwo i papier toaletowy

Również wczoraj, tuż po śniadaniu Łukasz Surma, Piotr Włodarczyk i Marcin Burkhardt byli z wizytą w Gimnazjum nr 2 w Mrągowie. Ten dzień był dla legionistów łatwiejszy od pozostałych, bowiem zamiast dwóch mieli tylko jeden trening - i to nie na boisku, a w hali. W dodatku po lekkiej rozgrzewce zabawową grę w siatkonogę. Najlepszy był zespół w składzie Surma, Vuković, Kiełbowicz oraz bracia Bronowiccy. W nagrodę dostali sześciopak piwa (małe butelki). Ostatnie miejsce zajęła drużyna: Edson, Junior, Radović, Wysocki i trener Zieliński. Oni dostali rolkę papieru toaletowego.