BOT Skra Bełchatów przegrała w Sofii

Świetna gra Mariusz Wlazłego to za mało, żeby wygrać ze świetnie usposobionym Lewskim Sofia. Najlepszy zawodnik BOT Skry Bełchatów nie miał w czwartek wsparcia u kolegów z drużyny.
Przed wyjazdem do Bułgarii niemal wszyscy siatkarze Skry byli zgodni - że w hali Uniwersjada gra im się źle. - Nie wiem, skąd to się bierze, ale trudno się zmobilizować - mówił Maciej Dobrowolski. - Może ta hala ma na nas taki wpływ.

Mimo to mistrzowie Polski wygrali pierwszego seta, choć nie przyszło im to łatwo. Dobrze, że świetnie spisywał się Mariusz Wlazły, praktycznie nie do zatrzymania przez rywali. Atakujący Skry w inauguracyjnej partii zdobył aż dziesięć punktów, praktycznie nie myląc się w ataku. Miał też wiele szczęścia, jak przy stanie 6:5, kiedy przebijał piłkę na drugą stronę, a rywale liczyli, że będzie aut i pozwolili upaść piłce na boisko. Już wtedy można było przypuszczać, że w ten sposób nie da się wygrać, bo Wlazły miał małe wsparcie u kolegów. Co prawda Piotr Gruszka skończył cztery ataki, a Janne Heikkinen - dwa, lecz Danowi Lewisowi udało się to tylko raz, a Jewgienij Iwanow skończył seta z czystym kontem.

W wygraniu pierwszej partii pomogła też nie najlepsza gra gospodarzy, którzy mieli duże kłopoty z zagrywką. Za to świetnie spisywali się środkowi - Krasimir Gajdarski i Teodor Bogdanow, którzy byli praktycznie nie do zatrzymania. To było kolejne ostrzeżenie.

Drugi set w wykonaniu polskiego zespołu był fatalny. Przede wszystkim podopieczni Daniela Castellaniego fatalnie przyjmowali serwy rywali. Lewski od początku był lepszy, ale po bloku Iwanowa na Metodi Ananiewie goście doprowadzili do remisu 10:10. Kolejny punkt zdobył Gajdarski, a na zagrywkę poszedł Jordanow. I rozstrzelał przeciwników, którzy zachowywali się niczym juniorzy. Kiedy się pomylił, jego drużyna wygrywała już 14:10. Szkoleniowiec Skry wprowadził na boisko Krzysztofa Stelmacha, który zmienił Dana Lewisa. Ale to niewiele pomogło, bowiem za chwilę punkty z zagrywki zdobyli Ananiew i Gajdarski. Drużyna z Sofii wyszła na prowadzenie 19:12 i niezagrożenie wygrała seta.

Wszyscy interesujący się siatkówką wiedzą, że odbiór serwisu nie jest najsilniejszą stroną Gruszki. Ale to nie jego słaba gra była przyczyną kłopotów Skry. Od pewnego czasu źle gra Krzysztof Ignaczak, który w niczym nie przypomina zawodnika niedawno jeszcze uważanego za jednego z najlepszych libero na świecie. W czwartek mylił się w przyjęciu, a jego skuteczne akcje w obronie należały do rzadkości. Piłki, które kiedyś podbijał bez kłopotów, teraz albo zostawały mu na rękach, albo leciały w trybuny. A w większości przypadków źle się ustawiał.

Za to młodzi Bułgarzy byli lepsi w przyjęciu. Inna sprawa, że goście niezbyt utrudniali im zadanie, zagrywając lekko i mało precyzyjnie. To nie dotyczy Wlazłego i Heikkinena, a w ostatnim secie asem popisał się też Gruszka. Ten ostatni jednak od meczu z PZU AZS Olsztyn ma kłopoty w ataku, zwłaszcza w kontrach. W czwartek dokonywał złych wyborów: na pojedynczym lub podwójnym bloku starał się atakować lekko albo kiwać, zaś na potrójnym - bił mocno przed siebie, ułatwiając sprawę rywalom. A sam Wlazły meczu nie był w stanie wygrać...

Jednak mimo słabszej formy Skra mogła zwyciężyć nawet 3:1. W trzeciej partii bełchatowianie prowadzili 23:21, ale Radosław Wnuk zaserwował w pół siatki, a Wlazły zaatakował w aut. Po zbiciu rozkręcającego się Heikkinena przyjezdni mieli setbola, ale do remisu doprowadził Gajdarski. Za chwilę Stelmach nie przyjął zagrywki Jordanowa, a w kolejnej akcji Gruszka zaatakował za lekko pozwalając Lewskiemu wyprowadzić kontrę. Skończył ją oczywiście Jordanow.

Ostatniego seta goście przegrali na własne życzenie, bo prowadzili już 12:8. Ale znów pognębił ich atakujący Lewskiego i własne błędy.

Bułgarzy w końcówce mieli dwa punkty przewagi (23:21), ale Skra miała w składzie Wlazłego, który m.in. zeserwował asa. Po chwili niezbyt mocno atakował Jordanow, ale Ignaczak nie zdołał podbić niezbyt mocno uderzonej piłki. Wyrównał niezawodny Wlazły, ale to było wszystko, na co było stać mistrza Polski. Dwa ostatnie punkty zdobył Bogdanow, m.in. wykorzystując złe przyjęcie zagrywki przez Ignaczaka.

To był zdecydowanie najsłabszy występ Skry w tej edycji Ligi Mistrzów. Poza Wlazłym zastrzeżeń nie można mieć do skutecznego Heikkinena, a także Dobrowolskiego, który przy dobrym przyjęciu bez problemu gubił blok. Miał jednak trudne zadanie, bowiem skrzydłowi nie radzili sobie w ataku. A biegając za niedokładnie dograną piłką nie mógł za często wykorzystywać środkowych.

Dla Gazety, Konrad Piechocki, wiceprezes BOT Skry

Ten mecz przypominał mi nasz występ w Roeselare. W Sofii, podobnie jak w Belgii, dawaliśmy się prowokować, przez co siatkarze gubili koncentrację. Co chwila na boisku lądowały jakieś przedmioty, nawet płyty CD. Także zawodnicy Lewskiego prowokowali nas, a my nie potrafiliśmy się temu przeciwstawić. Ale o porażce zadecydowała świetna zagrywka gospodarzy i słabe przyjęcie w naszym wykonaniu. Mieliśmy też za dużo problemów w ataku. Na pewno jednak w drużynie nie ma nerwowości, bo przed nami jeszcze dwa mecze.

not. jar

Lewski Sofia - BOT Skra 3:1 (25:27; 25:18; 26:24; 26:24)

Lewski: Mitew, Antonow 9, Bogdanow 11, Jordanow 27, Ananiew 13, Gajdarski 16, W. Iwanow (libero), Uczikow, Kowaczew, Szabanlijski
BOT Skra: Dobrowolski 1, Gruszka 14, Iwanow 6, Wlazły 24, Lewis 1, Heikkinen 12, Ignaczak (libero), Neroj 1, Maciejewicz, Stelmach 3

Pozostałe mecze i tabela: Knack Randstad Roeselare - Olympiakos Pireus 3:0; hotVolleys Wiedeń - Lube Banca Macerata 0:3.

1.Roeselare81523:10
2.Macerata81320:10
3.BOT Skra81317:17
4.Lewski81215:15
5.Olympiacos81010:20
6.hotVolleys899:22
Kolejne mecze: 24.01 - BOT Skra - Roeselare (godz. 18), Oluympiakos - hotVolleys, Macerata - Lewski; 31.01 - Olympiakos - BOT Skra, Roeselare - Macerata, hotVolleys - Lewski.

Czy Skrę stać na grę w Final Four Ligi Mistrzów?