Fruwając pod koszem: Tonący biodra się chwyta

- Jest, jak jest. Nękają nas kontuzje. Bez Shaqa i bez Dwyane'a nie jesteśmy tą samą drużyną. Nie podoba mi się to, jak gramy. Nie podoba mi się cała ta sytuacja - powiedział trener Miami Heat Pat Riley, po czym udał się leczyć schorowane biodro i kolano, opuszczając swoją drużynę. Zapowiada, że wróci, ale kiedy - nie wiadomo.
Na pierwszy rzut oka trudno sobie wyobrazić gorszy moment. Heat przegrali pięć ostatnich meczów, mają dziś bilans 13-19, a przed sobą trudną wyjazdową serię spotkań na Zachodzie. Od ósmego miejsca w Konferencji Wschodniej, ostatniego zapewniającego awans do play-off, dzieli ich pokaźna, kilkumeczowa strata. To mają być mistrzowie NBA?

Shaq opuścił 28 ostatnich spotkań, D-Wade - 6. Tuż przed pójściem na zwolnienie Riley zawiesił Jamesa Poseya i Antoine'a Walkera, którzy przekroczyli klubowe normy dotyczące zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie (8 proc. - nie, O'Neala one nie obowiązują, wszędzie są równi i równiejsi). Coraz więcej czasu na parkiecie spędzają takie asy jak Chris Quinn, Earl Barron i Robert Hite. Nowy tymczasowy trener, wieczny asystent Ron Rothstein, nie ma ani wystarczającego doświadczenia, ani autorytetu - ostatnio drużynę NBA prowadził 14 lat temu.

Nikt nie kwestionuje problemów zdrowotnych Rileya - choć skądinąd wiadomo, że kolanu Pata zaszkodziło kopanie w drzwi ze złości, a z bolącym biodrem (patrz Phil Jackson) można dotrwać do końca sezonu. Zresztą sam Riley przyznaje, że gdyby Heat wygrywali mecz za meczem, nie szedłby na zwolnienie w środku sezonu. Jednak do kolana i biodra doszły frustracja i poczucie bezsilności. - Oni nie chcą pracować. Po prostu nie chcą - mówił Riley o swoich graczach. - To haniebne.

Niektórzy twierdzą, że Riley nie wróci w ogóle. Świadczyć ma o tym jego zawodowa biografia - ten wielki trener nigdy nie umiał odchodzić z klasą. Uciekał z tonących okrętów, pojawiając się tam, gdzie szanse na wygraną były wyższe.

W 1995 r., gdy jego Knicks przegrali jednym koszem półfinał play-off z Indianą, zdumiał wszystkich przeprowadzką do Miami, przesyłając wypowiedzenie faksem. "Pat the Rat", czyli "Pat Szczur" - napisały nowojorskie tabloidy.

W październiku 2003 r., gdy Miami przebudowywało się i nikt nie wróżył mu nawet awansu do play-off, Riley na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu ogłosił, że jest "wypalony", nie ma siły na trenerkę i przekazuje ster Stanowi Van Gundy'emu. Jednak dwa lata później (gdy w Miami grał już O'Neal), Van Gundy'emu podziękowano i Riley powrócił - zresztą w wielkim stylu.

I pewnie tym razem liczy na jeszcze jeden, choćby króciutki come back. Wyleczy się, odpocznie, złapie trochę dystansu, może wymyśli jakiś niezły transfer, może nową motywującą zagrywkę. Układ gier sprzyja Miami - z ostatnich 45 spotkań aż 36 grają przeciw rywalom na Wschodzie, gdzie poziom jest jednak sporo niższy. Riley może wrócić pod koniec lutego, w marcu, i - już ze zdrowymi O'Nealem i Wade'em - poprowadzić ułańską szarżę. Jeśli tylko strata nie będzie zbyt wielka, seria 8 lub 10 wygranych meczów da Miami awans do play-off, a w nich wszystko może się zdarzyć. "Nigdy nie wolno nie doceniać serca mistrza" itd.

Konstrukcja to karkołomna, przez najbliższe dwa miesiące Heat mogą przegrać tyle, że nie będzie już za czym gonić i do czego wracać. Ale to też nie byłoby najgorsze - draft w tym roku obrodził i jednorazowa wycieczka na ligowe niziny może zaprocentować pozyskaniem w corocznym naborze do NBA jakiegoś supernabytku. Z takiego przecież tąpnięcia w roku 2003 wziął się w Miami Dwyane Wade. Z podobnego w San Antonio w 1997 r. (kontuzja Davida Robinsona, nieudany rok, szczęście w draftowej loterii) - Tim Duncan. Greg Oden pobierający w Miami nauki od sędziwego Shaqa? To byłoby coś.

A jeśli i to nie wyjdzie, to przynajmniej 61-letni Pat Riley będzie miał nowe lepsze biodro. Na starość będzie jak znalazł.

Kronika towarzyska

W obecnym sezonie w NBA karierę robi Hibachi - rodzaj japońskiego grilla. "Hibachi!!!" - wykrzykuje Gilbert Arenas w momencie oddawania rzutu. - Wiecie, o co chodzi - grill hibachi jest naprawdę gorący. Tak jak moje rzuty. A zatem witajcie w krainie hibachi - tłumaczy Arenas. Dodaje, że zdobywając punkty, grilluje kurczaka i krewetki, a kiedy jest podwajany, to grilluje fileta mignon. Jak zwykle w przypadku Arenasa nie mamy pojęcia, o co mu chodzi, ale efekty ma znakomite.

Do NBA powróciły stare piłki. Dziennikarze zapytali Pata Rileya, czy nie boi się, jak zmiana wpłynie na najskuteczniejszego (52,1 proc.) w NBA w rzutach za 3 pkt Jasona Kapono. - Tylko mu o tym nie przypominajcie. Ale możecie powiedzieć Walkerowi - poprosił Riley. Antoine Walker poprzednimi piłkami trafiał tylko co piątą trójkę.

Z powrotu starych nowych piłek nic sobie nie robi skrzydłowy Rockets, Shane Battier: - To tylko piłka do koszykówki. Gdy byliśmy mali, wszyscy graliśmy starą, brudną, źle napompowaną piłką. Trzeba było po prostu dobrze rzucać.

Nuggets pod wodzą Allena Iversona wprawdzie na razie częściej przegrywają, niż wygrywają, ale przynajmniej podczas treningów jest fajnie. - Kiedyś było pochmurno, teraz jest słonecznie - tłumaczy trener George Karl.

Golden State Warriors podpisali kontrakt z Kelenną Azubuike. Kulisy zatrudnienia gracza opisał trener Don Nelson: - W sylwestra zadzwonił do mnie menedżer Chris Mullin i pyta: "Lubisz Sambukę?". "No jasne" - odpowiedziałem. Następnego dnia okazało się, że zatrudnił Azubuike. A ja myślałem, że chodzi mu o rodzaj drinka.

Tako rzecze Shaq

"Nadzieja wciąż pozostaje. Będzie dobrze".

Ciekawostki

Czterech zawodników NBA zdobywa średnio co najmniej 17 pkt, ma po 5 zbiórek i asyst na mecz. Trzej pierwsi to oczywiście Kobe, LeBron i T-Mac. Czwarty? Mo Williams z Milwaukee.

LeBron James w środowym meczu z Bostonem oddał rzut przez całe boisko i trafił. Rzucał z 25 m i 30 cm. Statystycy z Elias Sports Bureau podają, że tylko dwa razy w historii NBA zawodnicy trafili z dalszej odległości: Baron Davis w 2001 r. (27,13 m) i Norm Van Leer w 1977 r. (25,60 m).

19 lat temu Ron Rothstein zadebiutował w NBA jako trener. Był to pierwszy mecz Miami Heat w NBA, przeciwko Los Angeles Clippers. Clippers wygrali 111:91, rzucając ze skutecznością 61,6 proc. W ubiegłym tygodniu Rothstein znowu został trenerem Miami. Znowu debiutował przeciwko Clippers. Clippers wygrali 110:95, a trafiali ze skutecznością 60,5 proc.

Adam Morrison i Raymond Felton, dwudziestodwulatkowie z Charlotte Bobcats, w zwycięskim meczu z Indianą zdobyli 30 pkt (Morrison) i 19 asyst (Felton). To dopiero drugi przypadek w historii NBA, gdy dwóch młodzieńców poniżej 23 lat rozgrywa mecz, w którym jeden zdobywa przynajmniej 30 pkt, a drugi - przynajmniej 15 asyst. W 1985 r. dokonali tego dwaj zawodnicy Chicago Bulls Michael Jordan (38 pkt) i Ennis Whatley (21 asyst).

W dniu swoich 22. urodzin LeBron James zdobył 33 pkt. Tylko dwaj koszykarze w historii zaliczyli skuteczniejsze 22. urodziny - Terry Dischinger (37 pkt dla Chicago w 1962 r.) i Amare Stoudemire (34 pkt dla Phoenix w 2004 r.). Ciekawe, prawda?

Niezłe numery

8

tyle punktów rzucił w piątek Kobe Bryant w zwycięskim meczu przeciwko Denver. Tyle samo, ile tego samego dnia LeBron James w zwycięskim meczu przeciwko Milwaukee. Kobe trafił 2 z 9 rzutów, LeBron 3 z 13. Obaj panowie zaliczyli tym samym najgorsze występy w sezonie. W przypadku Kobego był to drugi raz w karierze, kiedy miał więcej asyst (9) niż punktów.

Złota myśl

- Skoro lubią nosić bieliznę na głowie, to niech noszą - nowy trener Memphis, Tony Barone, pytany, czy zamierza zezwolić swoim graczom na noszenie opasek na głowie.

---

Zapraszamy na naszego bloga, gdzie między innymi rzut LeBrona przez całe boisko.