Tomasz Sikora sportowcem roku w plebiscycie katowickiej "Gazety Wyborczej"

Biatlonista Dynamitu Chorzów dzięki srebrnemu medalowi olimpijskiemu został najlepszym sportowcem Śląska po 12 latach przerwy!
Sikora wygrał w drugim plebiscycie, organizowanym przez "Gazetę" w 1995 roku. Wtedy biatlonista został uhonorowany za sensacyjne mistrzostwo świata zdobyte we włoskiej Anterselvie. Potem przez wiele lat mu się nie wiodło, przypomniał się dopiero w 2004 roku, kiedy w Oberhofie został wicemistrzem świata. Rok 2006 należał już zdecydowanie do niego: wyrównał najlepszy wynik śląskiego sportowca w zimowych igrzyskach olimpijskich (w 2002 Adam Małysz był wicemistrzem w Salt Lake City).

Udział w naszej ankiecie wzięło 10 przedstawicieli redakcji sportowych gazet, radia i telewizji z regionu.

Jurorzy jeszcze nigdy nie byli tak jednomyślni. Tym razem sklasyfikowano tylko dziesięciu sportowców. Nigdy w historii plebiscytu nie było ich tak mało. Sikora wygrał zdecydowanie - jako jedyny znalazł uznanie u wszystkich jurorów, choć nie u wszystkich na pierwszym miejscu. Dla Marcina Jaroszewskiego, szefa redakcji sportowej TVP3, i Rafała Zaremby, redaktora naczelnego "Sportu", najlepszy w mijającym roku był jednak Tomasz Adamek. Zaimponował im styl, w jakim bokser z Gilowic obronił mistrzowski pas w kolejnym horrorze z Paulem Briggsem. Redaktor Jaroszewski nie mógł przeboleć, że w jego piątce nie zmieścił się siatkarz Grzegorz Szymański. Z kolei dla Adama Barteczki z "Przeglądu Sportowego" i Pawła Rasska z "Superexpressu" najlepsi byli koledzy Szymańskiego - Łukasz Kadziewicz i Daniel Pliński i właśnie im ex-aequo przyznali pierwsze miejsce.

Niestety, znów zabrakło miejsca dla obcokrajowca. Właściwie w żadnym klubie przybysz z zagranicy nie wykazał się tym razem niczym szczególnym, choć było ich w naszym regionie niemało. Wyróżniał się jedynie fantastyczny bułgarski siatkarz Plamen Konstantinow, który w barwach Jastrzębskiego Węgla zdobył wicemistrzostwo Polski. Po zakończeniu sezonu Bułgar wyjechał jednak do Rosji, a jego dokonania przyblakły w porównaniu z tym, co osiągnęli jego klubowi koledzy podczas MŚ w Japonii. W naszej stawce znalazło się aż trzech siatkarzy i są oni jedynymi przedstawicielami sportów zespołowych. Znów rozczarowani będą fani piłki nożnej - trzeci rok z rzędu na naszej honorowej liście zabrakło futbolistów. Nasze kluby grają dość przeciętnie, choć wiem, że niektórzy z jurorów zastanawiali się nad kandydaturami świetnie spisujących się w II lidze piłkarzy Ruchu Chorzów. Może za rok, kiedy będą już w ekstraklasie?

Czytelnikom rozczarowanym brakiem Otylii Jędrzejczak lub Leszka Blanika przypominamy, że oboje zdobywają laury dla innych - pływaczka z Rudy Śląskiej reprezentuje AZS AWF Warszawa, a gimnastyk z Radlina - AZS AWF Gdańsk. Klasyfikujemy sportowców reprezentujących kluby z naszego regionu lub też (jeśli nie należą do żadnego klubu - jak Tomasz Adamek) tutaj mieszkających.

1. Tomasz Sikora (Dynamit Chorzów - biatlon)

Sobotni ranek 25 lutego 2006 roku, godzina 10. 33-letni biatlonista Tomasz Sikora rusza na trasę olimpijskiego biegu na dystansie 15 kilometrów. Zainteresowanie polskich dziennikarzy i widzów jest umiarkowane: Sikora, choć ceniony w świecie, nie uchodzi w Turynie za faworyta. Ostatnie jego starty nie należały do udanych.

A jednak zaskoczenie! Sikora od początku trzyma się blisko czołówki. Ręka zadrżała mu dopiero przed ostatnim strzałem. Wynik: 19 celnych na 20 oddanych! Sikora zostawił w tyle faworyzowanego Ole Einara Bjoerndalena z Norwegii, przegrał tylko z Niemcem Michaelem Greisem. Turyński medal Sikory jest pierwszym krążkiem polskich biatlonistów w historii startów na zimowych igrzyskach.

Gdy Sikora jako drugi minął linię mety, w jego rodzinnym domu w Radlinie, dzielnicy Wodzisławia Śląskiego, rozdzwoniły się telefony. - Na początku nawet nie podnosiłam słuchawki. Nie dowierzałam, nie docierało do mnie, że to się stało! - mówiła Danuta Sikora, żona medalisty.

Sikora zaczął trenować, gdy miał 15 lat. Uczył się wtedy w Szkole Podstawowej nr 21 w Wodzisławiu. - W podstawówce nie było jeszcze sali gimnastycznej i Tomek nie wiedział, co robić w zimie, więc zaczął biegać na nartach. Dwóch kolegów było lepszych od niego. Chciał im dorównać - wspomina mama. Pani Irena była długo przeciwna sportowej pasji syna. - Mnie się marzyło, że pójdzie na studia. Będzie miał dobry, szanowany zawód. Architekt, prawnik... Tymczasem on chciał skończyć zawodówkę i biegać po śniegu - krzywi się.

Matka tak bardzo martwiła się o przyszłość dziecka, że postanowiła mu biatlon obrzydzić. - Tomek jest spod znaku Strzelca, więc gdy w jednym z horoskopów wyczytałam, że ludzie spod tego znaku to sportowe ofermy, powtarzałam mu w kółko, że z tego jego sportu to nic dobrego nie będzie. I jak ja teraz wyglądam?! Ludzie, proszę was, nie wierzcie horoskopom - śmieje się.

Pani Irena prowadzi dom, ojciec Wacław jest emerytowanym górnikiem kopalni Marcel w Radlinie. Pan Wacław jest przeciwieństwem swojej żony - cichy i spokojny. Najchętniej nie odzywałby się wcale. - Nigdy nie trenowałem żadnego sportu. Nie wiem, skąd w Tomku siedzi taki talent - zastanawia się.

Przyszły mistrz świata i medalista olimpijski pierwszy raz wziął karabin do ręki, gdy został uczniem Zasadniczej Szkoły Zawodowej Ryfamy - zakładu produkującego maszyny górnicze. Tam spotkał Serafina Janika, który odkrył jego talent. Pierwszy trener Sikory olimpijski sukces swojego podopiecznego oglądał w Kobylej Górze koło Ostrzeszowa. - Co tu gadać, popłakałem się - przyznaje. Chciał wysłać Tomkowi telegram, a w nim jedno słowo: "dziękuję".

Rodzice na dobre zaakceptowali wybór syna dopiero w roku 1994, gdy Sikora został chorążym polskiej ekipy podczas igrzysk w Lillehammer. Niósł wtedy biało-czerwoną flagę w czasie ceremonii otwarcia i zamknięcia olimpiady. - To było ogromne zaskoczenie. O tym, że będę niósł polski sztandar, dowiedziałem się dwa dni wcześniej. Nie miałem wtedy jeszcze dwudziestu lat i nic dziwnego, że to było dla mnie ogromne przeżycie - opowiadał później.

Po nieudanych igrzyskach w Salt Lake City Sikora - z zawodu tokarz - poważnie zastanawiał się, czy nie zatrudnić się u brata. - Tomek nieraz skakał ze mną po dachach. Zna się na tym. Dobrze, że tak się nie stało, bo teraz zamiast srebrnego medalu szczyciłby się co najwyżej srebrnym dachem - uśmiecha się Marcin.

- Czuję się stuprocentowym Ślązakiem i nie zamieniłbym tego miejsca na żadne inne - podkreśla Sikora, który urodził się w Radlinie, a wychował i mieszka w Wodzisławiu.

Jego ostoją jest rodzina - żona Danuta i dwójka dzieci: ośmioletnia Natalia i dwuletni Bartek. Natalia też biega na nartach. - Ale bez karabinu. Jest dla mnie za duży i za ciężki - mówi dziewczynka. Sukces biatlonista okupuje samotnością. Zawodnik Dynamitu Chorzów spędza w domu zaledwie trzy miesiące w roku, pozostałe to niekończące się zgrupowania i starty. W okresie przygotowawczym Sikora przebiega na nartach 4 tys. km! To dalej niż z Warszawy do Lizbony.

tod

2. Tomasz Adamek (Gilowice - boks)

O Tomaszu Adamku, najsłynniejszym mieszkańcu niewielkich Gilowic na Żywiecczyźnie, krajanie mówią bez zastanowienia: "To swój chłop". Znają go od małego, pamiętają, jak w tutejszym kościele był ministrantem. Teraz, gdy jest w domu, widują go, jak biega rano po górach, szlifując formę. Opowiadają, że w wolnej chwili zawsze można z nim zagadać, a nawet wypić piwo w pubie.

7 października Tomasz Adamek podbił Amerykę. Choć na ringu w Chicago leżał na deskach już w pierwszej rundzie, to jednak podniósł się i wygrał rewanż z Paulem Briggsem. W kolejnej krwawej 12-rundowej bitwie z Australijczykiem obronił tytuł mistrza świata wagi półciężkiej.

To miała być dla Adamka inna walka niż ich pierwszy pojedynek 21 maja 2005. I była inna. Gdyby nie góralski twardy charakter, wola walki i zwycięstwa, Polak nie wygrałby ostatniej rundy i pojedynek zakończyłby się remisem.

Już od pierwszej sekundy pojedynku wcale nie było łatwiej niż poprzednim razem i sytuacja pogarszała się z każdą kolejną. Stała się dla polskiego mistrza świata krytyczna, kiedy już w pierwszej rundzie po lewym sierpowym Briggsa padł na deski. Żona Adamka, Dorota, siedząca w pierwszym rzędzie, zasłoniła dłonią oczy (w takiej pozycji spędziła większą część walki). Adamek podniósł się szybko i mimo że później niemal każdy cios Briggsa sprawiał wrażenie niesłychanie groźnego, nie dał się drugi raz tak trafić do końca walki. Wygrał decyzją sędziów, ale chyba sam drżał o wynik do końca. Tylko kibice, w przytłaczającej większości Polacy, byli pewni na sto procent. Kiedy Briggs po ostatnim gongu wyrzucił w górę ręce, 13 tysięcy ludzi gwizdało i buczało, a Adamek wracał ze spuszczoną głową do narożnika. Dopiero kiedy usłyszał, jak słynny spiker Michael Buffer czyta, że "zwycięzcą jest wciąż niepokonany", już nie czekał na nazwisko, wskakiwał z radości na wszystkie narożniki po kolei i pozdrawiał kibiców, którzy z bliska mogli dojrzeć, jak bardzo opuchnięte są oczy, jak bardzo porozbijane są wargi i nos.

W rodzinnych Gilowicach, mimo bardzo późnej pory telewizyjnej transmisji z walki, w domach okna były rozświetlone, a wszystkie okoliczne bary pękały w szwach. Nad główną drogą zawisł transparent: "Gilowice kibicują Tomkowi!". Nawet bawiący się w centrum miejscowości weselnicy schodzili do sąsiedniego pubu zerkać w telewizor. Wszyscy chcieli widzieć, jak Adamek rozprawi się z Briggsem. 300 osób przyszło przed wielki telebim w kawiarni Beskidek. Każde pojawienie się Adamka wywoływało burzę braw i okrzyki: "Tomek, Tomek!". Jeszcze przed rozpoczęciem walki ludzie skandowali: "Tomek mistrzem jest!" oraz "Do boju" i "Jesteśmy z tobą". Po walce wszyscy pchali się złożyć gratulacje mamie boksera, która choć przyszła pod telebim, to siedziała z twarzą ukrytą w dłoniach. - Cały czas modliłam się za Tomka. Obejrzałam tylko ostatnie pół minuty. Kiedyś oglądałam całe jego walki, ale teraz już nie mogę. Za duże emocje - mówiła "Gazecie" pani Anna.

rl, czyż

3. Justyna Kowalczyk (AZS AWF Katowice - biegi narciarskie)

Brązowa medalistka olimpijska na 30 km stylem dowolnym. Jeszcze 50 metrów przed metą prowadziła. "Polska niespodzianka, co za wspaniała dziewczyna!" - wydzierał się spiker na stadionie w Pragelato. To był dopiero siódmy medal dla Polski w historii zimowych igrzysk. Na ostatni podbieg Justyna wpadła jako pierwsza. W nogach miała 29 km morderczego biegu, serce waliło 200 razy na minutę. Nim rywalki dotarły na szczyt, Polka już mknęła w dół do mety. Jasne włosy spięte w kucyk różową gumką wystawały spod czarnej czapeczki i podskakiwały rytmicznie. "Niewiarygodne, nieprawdopodobne, co za finisz! Czy wytrzyma?" - wrzeszczał spiker i przypomniał ostatni polski medal w biegach - złoto Józefa Łuszczka na mistrzostwach świata w 1978 roku.

Nie wytrzymała. Chaotycznie odpychała się kijkami - raz, drugi, trzeci... Rosjanka Julia Czepałowa i Czeszka Katerina Neumanova dopadły ją na ostatniej prostej. Wygrała Czeszka. To wielokrotne medalistki mistrzostw świata i igrzysk. Polka na 30 km stylem dowolnym biegła po raz pierwszy w życiu, jest bowiem specjalistką od stylu klasycznego.

- Pierwsze biegi są najłatwiejsze. Człowiek jest bardziej przestraszony i słucha trenera, bo nie wie, jak taki bieg smakuje. Dobrze, że coś mi do głowy nie strzeliło i nie zaczęłam zmieniać taktyki - mówiła Kowalczyk. Za metą Polka padła jak ścięta. Ale nie minęło kilka minut i jak sarenka pomknęła do trenera Aleksandra Wierietielnego i rzuciła mu się na szyję. - Żal, że złoto uciekło? - pytaliśmy trenera. - Nie. Bo złoto jeszcze będzie. Zaczyna się kariera Justyny - mówił wzruszony Wierietielny.

Pokonała wszelkie przeciwności. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej była zdyskwalifikowana po wykryciu niedozwolonych substancji w jej organizmie (Kowalczyk twierdzi, że zażyła je nieświadomie, walcząc ze stanem zapalnym, a nie by szybciej biegać). Trenowała jak szalona, by nadgonić stracony czas - przebiegła przed olimpiadą 13 tys. km.

Zaczęła igrzyska ósmym miejscem w biegu na 15 km. Na koronnym dystansie 10 km zemdlała dwa kilometry przed metą i trafiła do szpitala. W środowym sprincie była dopiero 44. Przed jej życiowym osiągnięciem polscy działacze nie wierzyli w jej sukces, bo nikt nie zjawił się na mecie. Za to szef ekipy Zbigniew Pacelt poprosił doktora Roberta Śmigielskiego, by całą odpowiedzialność za jej występ wziął na siebie.

Polka ma dopiero 23 lata. Jeśli zdrowie dopisze, może jeszcze wystartować nawet na trzech igrzyskach. - Z każdych chcę przywieźć medale - mówi Kowalczykówna.

rb, qbi

4. Łukasz Kadziewicz (Jastrzębski Węgiel - siatkówka)

Wielki udział w fantastycznym sukcesie na mistrzostwach świata w Japonii miała trójka zawodników Jastrzębskiego Węgla: Łukasz Kadziewicz, Daniel Pliński i Grzegorz Szymański.

Wicemistrzów świata łączy nie tylko klasa sportowa, ale również wzrost (wszyscy mają ponad dwa metry), zamiłowanie do filmu i muzyki oraz fakt, że wszyscy są ojcami córek: Kadziewicz - Amelii, Szymański - Oliwii, a Pliński - Julii.

Środkowy Łukasz Kadziewicz był podporą drużyny. O "Kadziu" i jego życiowych prawdach można śmiało napisać książkę. Dla jednych jest postacią kontrowersyjną, dla innych idolem. Zdaje sobie sprawę, że ma trudny charakter, ale nie uważa tego wcale za wadę. Jedno jest pewne - ma swoje zdanie i nie boi się go wyartykułować w żadnych okolicznościach. - Kto jest silny fizycznie, jest też silny psychicznie - to jego słowa wypowiedziane zaraz po meczu z Rosją. Na pewno przejdą do historii, a dla wielu młodych ludzi zaczynających przygodę ze sportem mogą być mottem.

"Kadziu" jest ulubieńcem kibiców. Kochali go fani w Olsztynie, teraz kochają go w Jastrzębiu. W tym roku Kadziewicz zdobył z kolegami z Jastrzębskiego Węgla wicemistrzostwo Polski. Na boisku nie zawsze potrafi opanować emocje. Często kłóci się z sędziami nawet o najdrobniejsze szczegóły. Poza boiskiem jest jednak zupełnie innym człowiekiem, stonowanym i bardzo spokojnym.

W siatkówkę zaczął grać, bo miał świetne warunki fizyczne. W rodzinnym Nowym Mieście trafił do szkolnej sekcji i od razu wiedział, że to jest właśnie to. Ostatnio zakochał się w snowboardzie. Twierdzi, że jazda na desce może zamienić się w nałóg. Po zakończeniu kariery chce się tym zająć na poważnie. Na razie deska stoi w kącie i czeka. Oby czekała jak najdłużej.

mm, tod

5. Daniel Pliński (Jastrzębski Węgiel - siatkówka)

Siatkarz, który chciał zostać piłkarzem. Do siatkówki trafił tylko dlatego, że za szybko... urósł. Rekreacyjnie w piłkę gra jednak do dzisiaj, bo - jak twierdzi - nie może usiedzieć bez ruchu.

Tak jak Kadziewicz nie pochodzi ze Śląska. Przygodę z siatkówką zaczynał w Korabie Puck. Tam został wypatrzony przez trenera Krzysztofa Felczaka, który ściągnął go do Stolarki Wołomin, gdzie spędził pięć lat i dojrzał nie tylko sportowo. Musiał się usamodzielnić i zacząć dorosłe życie z dala od najbliższych. Już jako ukształtowany siatkarz trafił do Polskiej Energii Sosnowiec, gdzie walczył o miejsce w składzie z etatowymi wówczas reprezentantami kraju - Marcinem Nowakiem i Damianem Dacewiczem. Szło mu na tyle dobrze, że wychodził w szóstce, natomiast Dacewicz zmieniał się z Nowakiem. Mimo dobrych występów nie trafił do kadry tak jak jego klubowi koledzy. W przerwie na reprezentację nie mógł jednak usiedzieć w domu i wspólnie z przyjaciółmi ruszył na plażę.

Wtedy też zakochał się w plażowej odmianie tej dyscypliny sportu. Początkowo występy nad Bałtykiem miały być tylko przyjemnym spędzaniem czasu i dobrą zabawą. Z turnieju na turniej szło mu coraz lepiej, a kolekcja medali i pucharów powiększała się. "Plina" stanął nawet przed dylematem, czy nie rzucić gry w hali i poświęcić się plażówce. Na szczęście podjął słuszną decyzję.

Do niedawna siatkówka była dla niego najważniejsza. Wszystko zmieniło się dziewięć miesięcy temu, kiedy na świat przyszła Oliwia. Teraz to ona jest oczkiem w głowie Plińskiego, który przez całe mistrzostwa zastanawiał się, czy pozna tatę, kiedy ten wróci wreszcie do domu.

mm

6. Grzegorz Szymański (Jastrzębski Węgiel - siatkówka)

Kolejny, którego do siatkówki... zaciągnięto na siłę. Jeszcze w podstawówce był przekonany, że będzie piłkarzem. Długi czas występował w grupach młodzieżowych KSZO Ostrowiec. Koledzy z reprezentacji żartują nawet, że jeśli ktoś nie zna wyników meczów, niech dzwoni do "Gela". Nie dość, że poda nazwiska strzelców bramek, to jeszcze poinformuje o miejscu w tabeli i liczbie widzów na trybunach. Na piłkarskie boisko z racji swoich obowiązków zagląda rzadko, częściej pojawia się na trybunach w roli widza. Kiedy reprezentacja rozgrywała mecz w Poznaniu, wybrał się na spotkanie Lecha z Cracovią. Tuż przed wylotem do Japonii obejrzał przy Łazienkowskiej klasyk Legia - Wisła Kraków. Usiadł na trybunie otwartej, a z meczu nie wygonił go nawet ulewnie padający deszcz.

Bardzo bezpośredni. Mówi otwarcie to, co leży mu na sercu, nie tłumi w sobie emocji. Taki sam na boisku. Potrafi być twardy jak skała, ale również cieszyć się jak dziecko.

Na mistrzostwach świata pełnił rolę rezerwowego, ale właściwie to dzięki niemu w ogóle możemy cieszyć się z medalu! Rozegrał fantastyczne spotkanie w decydującym o wejściu do czwórki meczu z Rosją. Pokazał, że na siłę Rosjan można odpowiedzieć tak samo potężnymi zbiciami, a blokujące wielkoludy niekoniecznie imponują refleksem. - To niemożliwe, co on wyrabiał... Wciąż nie mogę wyjść z szoku. Stać dwa i pół seta wśród rezerwowych, wejść i rozwalić Rosjan? Grzesiek zagrał niesamowicie. Jestem w szoku, naprawdę - wyrzucał z siebie Mariusz Wlazły, konkurent Szymańskiego na pozycji atakującego.

Po długim i wyczerpującym sezonie reprezentacyjnym nadal trzyma wysoką formę. Był najlepszy na boisku w inaugurującym ligę meczu z Delectą Bydgoszcz.

mm, mln

7. Sebastian Kawa (Aeroklub Bielsko-Bialski - szybownictwo)

Od wielu lat prezentuje równy, wspaniały poziom i choć jego sport nie gości na czołówkach gazet, zyskał sobie grono wiernych kibiców. W lipcu najlepszy ginekolog wśród pilotów szybowców i najlepszy pilot szybowców wśród ginekologów zdobył w Vinon sur Verdon złoty medal szybowcowych mistrzostw świata w klasie club. Miał prawie 400 pkt. przewagi nad drugim Benjaminem Neglaisem (Francja). Obronił tytuł, który zdobył na poprzednich MŚ rozegranych w 2004 w Norwegii.

Mistrz najbardziej lubi startować nad Alpami Francuskimi. - Krystalicznie przejrzyste powietrze, intensywny błękit nieba i ośnieżone szczyty to jest to. Podobnie jest w Norwegii, ale zdecydowanie wolę Francję. Startuje się z lotnisk w Prowansji - kolory tego regionu wystarczą, by chcieć tam wracać, a lotniska są niemal przy każdym miasteczku, nieduże, trawiaste, okupowane przez miłośników awiacji - opowiadał "Gazecie". W Polsce lubi zieleń, bo "mało jest krajów tak zielonych!".

pacz, es

8. Artur Noga (Victoria Racibórz - lekkoatletyka)

Mistrz świata juniorów na 110 m ppł w Pekinie kontynuuje dobrą passę sportowców z Victorii Racibórz. Rok temu w czołówce naszego plebiscytu była pływaczka Katarzyna Dulian, teraz - 18-letni płotkarz. Polak zdeklasował rywali i ustanowił w Chinach juniorski rekord Polski i mistrzostw. Noga przebiegł dystans w świetnym czasie 13,23 sekundy! Pamiętać jednak należy, że federacja obniżyła wysokość płotków dla biegów juniorskich (seniorzy mają płotki o 7 cm wyższe). - To fantastyczne - cieszył się zaraz po finałowym biegu Karol Szynol, jego klubowy trener z Victorii Racibórz. - Spodziewałem się dobrego wyniku, ale on przecież poprawił rekord życiowy o blisko 0,4 sekundy! Niesamowite - powtarzał szkoleniowiec.

Noga sport uprawia już od najmłodszych lat, chodził do klasy sportowej w szkole podstawowej, potem trafił do raciborskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. - Jest bardzo wszechstronny, właściwie mógłby spokojnie uprawiać dziesięciobój. Poza bieganiem świetnie pcha kulę, rzuca oszczepem, ale do płotków miał dryg od samego początku! - cieszy się trener.

Noga pochodzi z rodziny o śląskich korzeniach. Ojciec Krystian pracuje w Zakładzie Elektrod Węglowych, mama Monika jest gospodynią domową. Na finałowy bieg cała rodzina zebrała się przed internetem, z Niemiec przyjechała nawet siostra Mirella. Nogowie hodują gołębie i króliki, Artur w wolnych chwilach także znajduje czas na doglądanie zwierzaków.

pp

9. Magdalena Gwizdoń (MLKS Żywiec - biatlon)

O tym, że znalazła się w tej dziesiątce, zdecydowała fantastyczna końcówka roku, bo igrzyska w Turynie kompletnie jej nie wyszły. W grudniu zwyciężyła w sprincie na 7,5 km w szwedzkim Östersund w Pucharze Świata. Było to pierwsze zwycięstwo Polki w PŚ w historii biatlonu!

Kilka dni później w wyścigu pościgowym na 10 km była trzecia, a jej ostatnim sukcesem było drugie miejsce w Hochfilzen.

Wyniki biatlonistki z Lalik były niespodzianką dla kibiców, ale nie dla fachowców: główny trener kadry, pochodzący z Ukrainy Roman Bondaruk, i jego rodaczka opiekująca się kobietami Nadia Biłowa wiedzieli, że Gwizdoń jest wreszcie w formie. - Po poprzednim sezonie Magda była załamana, bo fatalnie strzelała. Zmienialiśmy jej lufę, kolbę, cały karabin i nic. Problem tkwił w psychice, potrzebowała zwycięstwa, dopiero teraz nabierze pewności siebie - cieszył się Bondaruk.

pacz, qbi

10. Adam Małysz (KS Wisła Ustronianka - skoki narciarskie)

W tym roku kalendarzowym wygrał tylko jedne zawody Pucharu Świata (w marcu w Oslo), ale nikt nie zaprzeczy, że nadal prezentuje najwyższą klasę światową. Zbliża się do trzydziestki i choć przychodzi rywalizować mu z coraz młodszymi skoczkami, nadal jest znakomity. Nie zdziwię się, kiedy będziemy się jeszcze cieszyć z jego mistrzostwa świata.

Dobry nie tylko zimą - wygrał cały letni cykl Grand Prix (poprzednio w latach 2001 i 2004). Igrzyska bez sukcesu: trzech metrów w dwóch skokach zabrakło mu do medalu w konkursie na średniej skoczni w Pragelato. Ostatecznie zajął siódme miejsce. Na dużej był czternasty.

pacz



Wykorzystano teksty publikowane w "Gazecie"

DOTYCHCZASOWI ZWYCIĘZCY

1994: Marek Garmulewicz (zapasy)

1995: Tomasz Sikora (biatlon)

1996: Ryszard Wolny (zapasy)

1997: Andrzej Cofalik (podnoszenie ciężarów)

1998: Marek Garmulewicz (zapasy)

1999: Agata Wróbel (podnoszenie ciężarów)

2000: Agata Wróbel (podnoszenie ciężarów)

2001: Adam Małysz (skoki narciarskie)

2002: Adam Małysz (skoki narciarskie)

2003: Adam Małysz (skoki narciarskie)

2004: Agata Wróbel (podnoszenie ciężarów)

2005: Tomasz Adamek (boks)

Wyniki tegorocznego plebiscytu:

1. Tomasz Sikora (Dynamit Chorzów - biatlon) - 43 pkt.

2. Tomasz Adamek (Gilowice - boks) - 29 pkt.

3. Justyna Kowalczyk (AZS AWF Katowice - biegi narciarskie) - 27 pkt.

4. Łukasz Kadziewicz (Jastrzębski Węgiel - siatkówka) - 25 pkt.

5. Daniel Pliński (Jastrzębski Węgiel - siatkówka) - 17 pkt.

6. Grzegorz Szymański (Jastrzębski Węgiel - siatkówka) - 3 pkt.

7. Sebastian Kawa (Aeroklub Bielsko-Bialski - szybownictwo) - 2 pkt.

8. Artur Noga (Victoria Racibórz - lekkoatletyka) - 2 pkt.

9. Magdalena Gwizdoń (MLKS Żywiec - biatlon) - 1 pkt.

9. Adam Małysz (KS Wisła Ustronianka - skoki narciarskie) - 1 pkt.

Uwaga: przy równej liczbie punktów o miejscu decyduje liczba jurorów głosujących na zawodnika



TAK GŁOSOWALI



"Dziennik Zachodni" (Andrzej Grygierczyk)

1. Tomasz Sikora

2. Tomasz Adamek

3. Justyna Kowalczyk

4. Łukasz Kadziewicz

5. Adam Małysz



"Fakt" (Michał Zichlarz)

1. Tomasz Sikora

2. Tomasz Adamek

3. Justyna Kowalczyk

4. Łukasz Kadziewicz

5. Daniel Pliński



PAP (Piotr Girczys)

1. Tomasz Sikora

2. Tomasz Adamek

3. Justyna Kowalczyk

4. Artur Noga

5. Krzysztof Kawa



Radio Katowice (Krzysztof Klepczyński)

1. Tomasz Sikora

2. Justyna Kowalczyk

3. Łukasz Kadziewicz

Daniel Pliński

Grzegorz Szymański (ex-aequo)



"Sport" (Rafał Zaremba)

1. Tomasz Adamek

2. Tomasz Sikora

3. Łukasz Kadziewicz

4. Justyna Kowalczyk

5. Daniel Pliński



"Super Express" (Paweł Rassek)

1. Łukasz Kadziewicz

Daniel Pliński (ex-aequo)

3. Tomasz Sikora

4. Justyna Kowalczyk

5. Tomasz Adamek



"Przegląd Sportowy" (Adam Barteczko)

1. Łukasz Kadziewicz

Daniel Pliński (ex-aequo)

3. Tomasz Adamek

4. Tomasz Sikora

5. Magdalena Gwizdoń



Wydawnictwo GiA (Andrzej Gowarzewski, Bożena Szmel)

1. Tomasz Sikora

2. Łukasz Kadziewicz

3. Justyna Kowalczyk

4. Tomasz Adamek

5. Sebastian Kawa



TVP3 (Marcin Jaroszewski)

1. Tomasz Adamek

2. Tomasz Sikora

3. Justyna Kowalczyk

4. Daniel Pliński

5. Grzegorz Szymański



"Gazeta Wyborcza" (Paweł Czado)

1. Tomasz Sikora

2. Justyna Kowalczyk

3. Łukasz Kadziewicz

4. Daniel Pliński

5. Tomasz Adamek