Sport.pl

Ekstraklasa siatkarzy goni Włochy i Rosję

Dziewięciu wicemistrzów świata, rosnący zaciąg zagranicznych gwiazd i liczba klubów z ambicjami - czy sukces reprezentacji zainspiruje ruszającą w piątek Polską Ligę Siatkówki?
Rusza nowy sezon PLS (wideo)

W euforii pomundialowej padły deklaracje najbardziej spektakularne łącznie z tezą, jakoby polskie rozgrywki ustępowały już wyłącznie ligom włoskiej i rosyjskiej. Powrót na ziemię ułatwia rzut oka na Ligę Mistrzów, w której świetnie gra nasz jedynak z Bełchatowa, ale Grecy wystawili do niej aż trzy drużyny, a Austriacy, Belgowie, Francuzi, Hiszpanie, Niemcy i Serbowie - po dwie. Entuzjazm powinny tonować też sugestie trenera reprezentacji Raula Lozano, który chętnie wysłałby wielu kadrowiczów do Serie A, bo tam nawet broniący się przed spadkiem mają w składach gwiazdy, przez co w każdy weekend rozgrywa się batalie na poziomie mistrzostw świata.

Tak czy owak jednak PLS staje się coraz bardziej atrakcyjna, również dzięki swojej różnorodności. Prezesi coraz śmielej szukają za granicą i wśród trenerów (Argentyńczyk Castellani w Bełchatowie oraz Holender Broking w Częstochowie), i wśród siatkarzy, których ściągnęli już 25, a być może ściągnęliby jeszcze więcej, gdyby nie hamujące ich przepisy. Inna sprawa, że limit (maksymalnie trzech obcokrajowców w zespole) nie powinien dotyczyć obywateli Unii Europejskiej, bo stałby w sprzeczności z jej wytycznymi, a regulamin rozgrywek pojęcie "obcokrajowiec" definiuje jako "zawodnik bez polskiego obywatelstwa".

Polska liga straciła Bułgara Plamena Konstantinowa (przeszedł z Jastrzębia do rosyjskiego Gazpromu Surgut), ale zastąpił go inny brązowy medalista mistrzostw świata Jewgienij Iwanow, którego zatrudniła Skra. To jedyny obcokrajowiec z czołowej ósemki japońskiego mundialu, bo PLS mimo wszystko wciąż finansowo odstaje od absolutnej elity. Najbogatsi - Jastrzębie i Skra - dysponują budżetem ledwie przekraczającym 1 mln euro na sezon, a najlepszym siatkarzom płacą do 120 tys. euro. Tymczasem gwiazdy włoskiej Serie A zarabiają od 250 do 300 tys., a rosyjskiej Superligi - od 400 do 500 tys. (choć tam obowiązującą walutą jest dolar).

Z suchych liczb nie można jednak wyciągać wniosków zbyt daleko idących, bo np. rosyjskie rozgrywki w żadnym razie nie opierają się na racjonalnym rachunku ekonomicznym. Budżety klubów trudno nawet oszacować - związani z przemysłem paliwowym sponsorzy dają "tyle, ile trzeba", a np. liderom Dynama Kazań płaci rosyjska... służba bezpieczeństwa. I jeszcze jedno - to potentaci PLS zatrudniają dziewięciu srebrnych medalistów MŚ, podczas gdy po królewsku wynagradzani Rosjanie skończyli mundial na siódmym miejscu.

Czy sukces reprezentacji Polski przełoży się na skok popularności ligi? Jeśli kibiców do hal mają sprowadzić bohaterowie z Japonii, to dobrze się stało, że są oni rozrzuceni po kilku klubach, a tylko trzech wyjechało zagranicę. W piątkowej inauguracji Jastrzębski Węgiel reprezentować będą Kadziewicz, Pliński i Szymański, a zagrają na obiekcie beniaminka z Bydgoszczy - miasta z siatkarskimi tradycjami, które nieraz gościło Ligę Światową. Gwiazdy, przywiązanie do dyscypliny, tęsknota za pierwszą ligą - zbieg okoliczności bardziej sprzyjający wysokiej frekwencji trudno sobie wyobrazić.

Grupa faworytów została niezmieniona, tworzą ją Skra, PZU AZS Olsztyn, Wkręt-Met Domex Częstochowa oraz Jastrzębie. Prorokować końcowe rozstrzygnięcia trudno, bowiem w tych klubach - biorąc pod uwagę roszady personalne na boisku i na ławce trenerskiej - zmieniło się wiele, a mistrz Polski Skra przeszedł wręcz rewolucję. Cieszy otwarcie się na świat, bo bez niego w całym współczesnym sporcie, nie tylko siatkówce, wygrywać się nie da. Dobrze też, że na kwartet potęg naciskają drużyny z aspiracjami, od stawiającego na młodzież Mostostalu Kędzierzyn (według Lozano te talenty mają szansę pojechać na igrzyska w Pekinie!) po warszawską Politechnikę. Silny klub w stolicy jest siatkówce potrzebny - przecież sponsorzy lubią inwestować w dużych miastach, a pieniędzy liga ścigająca Włochów i Rosjan wciąż potrzebuje.