BOT Skra Bełchatów rozpoczyna walkę o obronę mistrzostwa Polski

Siatkarze z Bełchatowa stają przed bardzo trudnym zadaniem. Każdy wynik gorszy niż w poprzednim sezonie bowiem zostanie uznany za porażkę
Od dwóch lat Bełchatów jest stolicą polskiej siatkówki. BOT Skra zdobyła w kraju wszystko co możliwe i to w znakomitym stylu. Ale tamtej drużyny już nie ma. Latem odeszło trzech zawodników z podstawowej szóstki (A. Stelmach, Szczerbaniuk i Winiarski), a także trener Ireneusz Mazur, twórca ostatnich sukcesów. Przyczyny zmian są różne: Michał Winiarski bardzo chciał grać we Włoszech, zaś Andrzej Stelmach i Robert Szczerbaniuk dostali w Częstochowie więcej pieniędzy. Jeśli chodzi o Mazura, to powodem nie przedłużenia kontraktu była chęć zmiany stylu gry.

W Polsce zespół zdobył już wszystko, co mógł, dlatego jego szefom zamarzyły się sukcesy w Europie. A takim jest awans do Final Four Ligi Mistrzów. Dlatego sięgnięto po szkoleniowca, który choć jest Argentyńczykiem, to grał i trenował drużyny włoskie. A to ostatnio wiodąca szkoła w światowej siatkówce. Na pewno było to ryzykowne, ale kto nie ryzykuje...

W drodze do sukcesów ligowych BOT Skra napotka dwie duże przeszkody. Pierwsza jest oczywista - to z roku na rok silniejsi rywale. Drugą jest kalendarz - z powodu późnego rozpoczęcia rozgrywek bełchatowianie będą musieli do maja grać praktycznie co trzy dni. Jedną szóstką, tak jak w poprzednich rozgrywkach, nie da się nic zrobić. I to jest właśnie największy test Daniela Castellaniego.

Rozmowa z Krzysztofem Ignaczakiem

Jarosław Bińczyk: Jak Pan ocenia szanse Skry w nowym sezonie.

Krzysztof Ignaczak: Ciężko będzie obronić tytuł, bo kilka zespołów znacznie się wzmocniło. Grono faworytów się nie zmieniło, bo na papierze najmocniejsze wydają się Jastrzębski Węgiel, Częstochowa, Olsztyn i oczywiście my. Ale nie wolno zapominać o Mostostalu Kędzierzyn-Koźle, który ma silny skład i może pokusić się o urwanie kilku punktów faworytom. Politechnika Warszawska też sprowadziła kilku doświadczonych i ogranych w lidze siatkarzy. Nawet beniaminek z Radomia, z którym gramy pierwszy mecz, też sprowadził kilku reprezentantów krajów. Widać z tego, że nasza liga staje się coraz ciekawsza i bardzo atrakcyjna dla kibiców.

Ale o złoty medal będą walczyć te same drużyny co w poprzednim sezonie. Który z nich jest najsilniejszy?

- Trudno powiedzieć, bo wszyscy sprowadzili nowych zawodników. Bardzo silne jest Jastrzębie, tak samo Olsztyn, a Częstochowa wzmocniła się naszym kosztem, zabierając Andrzeja Stelmacha i Roberta Szczerbaniuka.

Za to Skra przeszła rewolucję, bo w pierwszej szóstce jest trzech nowych zawodników.

- Wrócił do nas Piotrek Gruszka, przyszli dwaj świetni środkowi. Jewgienija Iwanowa mogliśmy oglądać na mistrzostwach świata, a Janne Heikkinen nie jest od niego gorszy. I już teraz widać, że bardzo wiele punktów zdobywamy blokiem. To będzie nasza silna strona. Kolejna zmiana w naszej drużynie to nowy rozgrywający. Maciek Dobrowolski w poprzednim sezonie grał właściwie w play off, a wcześniej podstawowym wystawiaczem był Andrzej Stelmach. Potrzebujemy czasu, żeby zgrać się ze sobą, bo w czasie przygotowań trener miał do dyspozycji czterech, pięciu zawodników. Stać nas na lepszą grę niż prezentujemy teraz.

Lepszą niż w Anconie z Maceratą?

- Na pewno, bo przed tym meczem mieliśmy tylko dwa treningi. I przyznam, że nasza gra nie wyglądała na nich zbyt ciekawie. Na szczęście gra była dużo lepsza.

W Skrze zaszła jeszcze jedna zasadnicza zmiana: macie nowego trenera.

- Pracowałem z Ireneuszem Mazurem przez cztery lata, w czasie których zdobyliśmy dwa mistrzostwa Polski i dwa razy Puchar Polski. Ale zarząd uznał, że potrzebna jest zmiana. Daniel Castellani to bardzo sympatyczny trener z dużym doświadczeniem. Widać, że ma bardzo dużą wiedzę. Szczególną uwagę zwraca na blok. Poza tym zwraca uwagę na szczegóły i od razu nam to przekazuje. Na przykład w spotkaniu z Maceratą nie pozwolił nam atakować na potrójnym bloku. Mieliśmy tylko przebijać piłkę i liczyć na zablokowanie kontry.

Sezon będzie bardzo krótki, dlatego Skra będzie musiała grać co trzy dni...

- To będzie trudne zadania dla naszego trenera, który będzie musiał umiejętnie gospodarować naszymi siłami. Moim zdaniem nie można trzymać trzech srok za ogon, bo to może się źle skończyć. Na pewno trzeba będzie oszczędzać najlepszych, jak Mariusz Wlazły czy Piotrek Gruszka. O sukcesie zadecydują rezerwy, a my mamy wyrównany skład. Radek Wnuk pokazał już, że nie jest gorszy od Iwanowa czy Heikkinena, a Dan Lewi i MIchał Chadała też spokojnie dadzą sobie radę.

Które miejsce zajmie Skra na zakończenie sezonu?

- Gdybym miał postawić u bukmachera, to wytypowałbym, że pierwsze.