Jedenaście śląskich hitów, czyli najciekawsze mecze reprezentacji Górnego Śląska

Kadra Górnego Śląska gra jutro mecz z reprezentacją Polski. Od 1920 roku Ślązacy rozegrali mnóstwo wspaniałych meczów. Z okazji meczu w Chorzowie wybraliśmy jedenaście największych - naszym zdaniem najbardziej pamiętnych hitów - z jej udziałem.
Hit I, czyli prawie dwucyfrówka

Dokładnie cztery lata przed wybuchem wojny kadra Górnego Śląska odniosła zwycięstwo wyjątkowo spektakularne. Przedwojenne mecze reprezentacji niemieckiej i polskiej części Górnego Śląska rozgrywane w latach 1924-39 budziły tak gigantyczne emocje, że niemiecka prasa uważała wręcz, że są to "kleine Landerspiele" - małe mecze międzypaństwowe. W tych słowach nie ma doprawdy krzty przesady!

1 września 1935 roku podopieczni kapitana związkowego Feliksa Dyrdy znokautowali rywali - doprawdy niewiele brakowało, a mecz zakończyłby się dwucyfrowym rezultatem. "Niemcy grali systemem W-M, polski zespół bez specjalnego systemu, ale natomiast żywiołowo, bardzo szybko" - relacjonowała prasa. Najlepszy był, będący w fantastycznej dyspozycji strzeleckiej, Edmund Giemsa z Ruchu Wielkie Hajduki, który zaliczył hat trick. Drużynę Niemieckiego Górnego Śląska stać było tylko na honorowy gol z karnego Reinharda Schaletzkiego, o którym "Oberschlesische Wanderer" napisał, że dla niemieckiego piłkarstwa na Górnym Śląsku znaczy tyle samo, co dla polskiego Ernest Wilimowski, który akurat w tym meczu nie zagrał. W spotkaniu pokazało się za to siedmiu piłkarzy,

którzy występowali także w reprezentacji Polski (Jan Badura, Karol Dziwisz, Edmund Giemsa, Teodor Peterek i Gerard Wodarz z Ruchu Hajduki Wielkie, Erwin Michalski z Naprzodu Lipiny oraz Leonard Piontek z AKS-u Chorzów) oraz dwóch, którzy grali w reprezentacji Niemiec (Reinhard Schaletzki z VR Glewitz i Richard Malik z 09 Beuthen). "Trzech bramek mogła drużyna niemiecka uniknąć" - skomentował z żalem "Kattowitzer Zeitung". "To Grunwald piłkarstwa niemieckiego!" - pisała z kolei z satysfakcją śląska prasa polskojęzyczna.



1 września 1935, stadion Pogoni Katowice

Górny Śląsk 9 (3)

Niemiecki Górny Śląsk 1 (0)

Bramki: 1:0 Peterek (18.), 2:0 Giemsa (20.), 3:0 Wodarz (21.), 4:0 Więcek (46.), 5:0 Giemsa (49.), 6:0 Giemsa (61. z wolnego), 6:1 Schaletzki (72. z karnego), 7:1 Wodarz (73.), 8:1 Peterek (84.), 9:1 Peterek (89.)

G. Śląsk: Andrzejewski - Stefan, Michalski - Waluś, Badura, Dziwisz (46. Kala) - Więcek, Giemsa, Peterek (28. Żychoń), Piontek (46. Smoleń), Wodarz

Niem. G. Śląsk: Bonk - Riedl, Lux - Brzenczek, Soika, Przybilla - Pogoda, Schaletzki, Juretzki, Malik, Drobny

Sędziował: ?. Widzów: 10 000.

Hit II, czyli baskijska lekcja

W 1937 roku przyjechała do nas reprezentacja Kraju Basków. Tak silnej drużyny śląscy kibice przedtem nie widzieli. W latach 30. Euzkadia była piłkarską potęgą na skalę światową, w reprezentacji Hiszpanii jej gracze stanowili większość. Największą gwiazdą był fantastyczny środkowy napastnik Isidoro Langara, zwany na zachodzie tankiem. W swojej karierze Langara był królem strzelców aż czterech lig - Hiszpanii, Portugalii, Argentyny i Meksyku! W 1934 roku jego dwa gole wyeliminowały Brazylię już w pierwszej rundzie MŚ. Na Śląsk Langara przyjechał jednak w fatalnym nastroju. W Hiszpanii trwała wojna domowa. Baskonia opowiedziała się po stronie rządu republikańskiego, który przyznał tym terenom szeroką autonomię. Baskowie rozgrywali mecze w całej Europie, a pieniądze za występy przesyłali na rzecz legalnego rządu. Jak podała prasa, podczas zbombardowania miasta Guernica przez Legion Kondor (niemiecki korpus ekspedycyjny Luftwaffe) wspierający gen. Franco, zginęli matka Langary i jego dwaj bracia. Guernica była wówczas siedzibą autonomicznego rządu baskijskiego.

Mimo tak fatalnych nastrojów Baskowie pokazali na stadionie Ruchu fantastyczny futbol. Ślązacy dali z siebie wszystko, ale przegrali 3:4. Powinno być wyżej: "dla widzów, którzy stali bliżej bramki, nie ulega wątpliwości, że Baskowie w I połowie strzelili prawidłową bramkę". Kibiców oczarowała u gości zwłaszcza umiejętność gry głową. Według "Polski Zachodniej" na Śląsku "mógłby konkurować z nimi w tej sztuce jeden tylko Peterek" (który zresztą w tym meczu nie zagrał).

Spotkanie było długo pamiętane także z innego względu. Okazało się, że organizujący przyjazd Basków Śląski OZPN poniósł dotkliwe straty finansowe, bo nie doszło do zaplanowanego na kilka dni później meczu Basków z reprezentacją polskiej ligi. Sprzeciwił się PZPN, naciskany przez rząd. Powód? W niektórych kręgach wojaże baskijskich piłkarzy nie były mile widziane, tym bardziej że planowali także grę w ZSRR.

9 czerwca 1937, stadion Ruchu Hajduki Wielkie

Górny Śląsk 3 (3)

Kraj Basków 4 (2)

Bramki: Wostal (2), Wilimowski dla Śląska

Górny Śląsk: Kwoka - Giemza, Stolarczyk - W. Piec, Kuchta, Dziwisz - R. Piec, Piontek, Wostal, Wilimowski, Wodarz

Kraj Basków: Blasco - Aresco, Aeolo - Echevarria, Muguerza, Gilluren - Gorostiza, Requeiro, Langara, Larrinaga, Emilin (skład anonsowany)

Sędziował: Gerblich (Lipiny). Widzów: ?.

Hit III, czyli popis Eziego

W 1938 roku po raz pierwszy na Śląsk przyjechała zawodowa drużyna z Wysp Brytyjskich. Wolverhampton Wanderers był wówczas wicemistrzem Anglii. Zainteresowanie meczem było rekordowe. Bilety rozprowadzano na całym Śląsku, w przedsprzedaży można je było kupić m.in. w składzie likierów Bienia na Pocztowej w Katowicach, drogerii Predeloka w Tarnowskich Górach czy składzie tytoniowym Talarczyka w Rybniku. PKP zorganizowały na mecz osiem dodatkowych pociągów z całego Śląska, już na tydzień przed zawodami sprzedano 20 tys. biletów.

Tymczasem jeszcze kilka tygodni wcześniej nie było wiadomo, czy mecz w ogóle się odbędzie! Na wieść, że Anglicy przyjeżdżają na Stary Kontynent, rozegranie meczu zaproponował im słynny Inter, sugerując, żeby za sowite wynagrodzenie zerwali kontrakt ze Ślązakami i zamiast do Chorzowa przyjechali do Mediolanu. Rządzący wówczas Wilkami charyzmatyczny menedżer mjr Frank Buckley (szef klubu w latach 1927-44) zdecydowanie odmówił.

Przyjazd angielskich gości zrobił na Śląsku wielkie wrażenie. "Wszyscy gracze ubrani są w jednolite stroje klubowe (czarne spodnie, czarne marynarki, jednakowe krawaty). Wszyscy bez wyjątku są dobrze wygimnastykowani, rośli, o fizjonomiach wybitnie angielskich. Wszyscy nie piją ani piwa ani wódki i nie palą" - dziwiła się "Polska Zachodnia". Asem gości był napastnik Bryn Jones, którego mistrzowski wówczas Arsenal chciał kupić aż za 15 tys, funtów. Wszyscy ciekawi byli także młodziutkiego skrzydłowego Richarda "Bombera" Dorsetta. 17-latek przed przyjazdem na Śląsk w meczu z Leicester City strzelił 4 gole! To to dziś niepobity rekord Wilków, ale "Bomber" w Chorzowie nie był już tak skuteczny...

Sam mecz był fantastyczny, jeden z najbardziej dramatycznych w całej historii śląskiej piłki! Padł remis 4:4, a fenomenalne spotkanie rozegrał strzelec trzech goli Ernest Wilimowski, który według relacji "był dumą zespołu i przeszedł samego siebie, a zdobyte przezeń bramki mogą być wzorem".

Gra była bardzo ostra, piłkarze kopali się wyjątkowo, a Ewald Dytko został nawet przez Anglika spoliczkowany. Podziałało to oczywiście na tłumy kibiców: "pewien odłam publiczności zapomniał się do tego stopnia, że obrzucano gości wyzwiskami najgorszego gatunku". Kibice wściekali się, kiedy goście ostro atakowali śląskiego bramkarza Romana Mrugałę z AKS-u Chorzów. "Wielu kibiców jeszcze nie wie, że bramkarz w innych krajach nie jest nienaruszalnym bóstwem w bramce, można go atakować aż do wtłoczenia do bramki z piłką włącznie" - pisała "Polska Zachodnia". Chwalono za to organizatorów, którzy "dbali o publikę do tego stopnia, że zarządzali zlewanie wodą bieżni, z której unosił się wiatr".

Po meczu emocje jednak opadły, angielscy piłkarze uczestniczyli w bankiecie w sali Koła Towarzyskiego w Katowicach. Goście dostali pamiątki (m.in. płaskorzeźbę z węgla i albumy). Mjr Buckley chwalił Ślązaków (podobali mu się zwłaszcza Wilimowski, Wodarz i Piec II) i palił się do rewanżu. Niestety nigdy do niego nie doszło.

Dodajmy, że nie było to ostatnie spotkanie reprezentacji Górnego Śląska z angielskim klubem zawodowym. W 1965 roku wygrała ona w Chorzowie 2:1 z Sheffield Wednesday. Oba gole strzelił Andrzej Jarosik z Zagłębia Sosnowiec.

18 maja 1938, stadion Ruchu Hajduki Wielkie

Górny Śląsk 4 (3)

Wolverhampton Wanderers 4 (3)

Bramki: 1:0 Wilimowski (4.), 2:0 Wilimowski (11.), 2:1 Wright (25.), 3:1 Wilimowski (30.), 3:2 Maguire (41.), 3:3 Kirkham (43.), 4:3 Wodarz (78.), 4:4 Kirkham (81.)

G. Śląsk: Mrugała - Giemsa, Kinowski - Bentkowski, W.Piec, Dytko - R. Piec, Piontek, Wostal, Wilimowski, Wodarz

Wolverhampton: Scott - Morriss, Taylor - Smalley, Galley, Gardener - McQuine, Wright, Kirkham, Jones, Dorsett

Sędziował: Gerblich (Lipiny). Widzów: 35 000.

Hit IV, czyli bez zmian proszę

Przyjazd reprezentacji Armii Renu wywołał na Śląsku rekordowe zainteresowanie. Była to drużyna angielskich sił okupacyjnych stacjonujących w Niemczech. Chyba nigdy na stadion Ruchu nie przyszło, ani wcześniej ani później, aż tak wielu ludzi. Niektóre relacje donosiły nawet o 50 tysiącach kibiców, choć raczej nie jest to możliwe, żeby aż tyle osób zmieściło się na Cichej. Stadion zaszczycili obecnością m.in. ówczesny wojewoda śląsko-dąbrowski gen. Aleksander Zawadzki, wicewojewoda płk Jerzy Ziętek i ówczesny konsul angielski w Polsce Scott.

Przed meczem wszyscy zastanawiali się, "ile Anglicy strzelą bramek, i jak długo nasi będą stawiać opór". Obawy były uzasadnione, niewiele wcześniej Armia Renu rozbiła bowiem w Hamburgu reprezentację Warszawy aż 12:0! Wszyscy członkowie teamu byli zawodowymi piłkarzami grającymi w najsławniejszych angielskich klubach. Na stadionie Ruchu naprzeciw piłkarzy Manchesteru City, Tottenhamu, Arsenalu czy Leeds United stanęli zawodnicy m.in. z... Polonii Piekary, Ligocianki czy Kresów Chorzów. I wygrali, choć początkowo nic na to nie wskazywało! Zgodnie z przypuszczeniami od początku Ślązacy zostali zepchnięci do rozpaczliwej obrony. Do przerwy Anglicy prowadzili tylko 1:0 po fantastycznym woleju Baileya z Tottenhamu Hotspur. W przerwie Ślązacy dokonali kilku zmian w składzie, które dały niebywały wręcz efekt. Znakomitym pociągnięciem było przesunięcie 19-letniego Gerarda Cieślika z lewego łącznika na środek ataku. W ciągu niespełna 10 minut gospodarze strzelili aż trzy gole! Goście kontaktową bramkę uzyskali dopiero pięć minut przed końcem, a na wyrównanie nie starczyło czasu. Mało tego - w 88. minucie Cieślik dołożył czwartą bramkę, ale sędzia uznał, że padła ona ze spalonego. Dawson, bramkarz Manchesteru City, był bezradny.

Trzeba przyznać, że był to jeden z najlepszych meczów w życiu pana Gerarda. "Cieślik pokazał formę i klasę, jakiej nie oglądaliśmy po wojnie u żadnego jeszcze piłkarza w Polsce (...). W tym dniu napastnik Ruchu przechodził sam siebie, klasa tego piłkarza stawia go już dzisiaj na pierwszym miejscu wśród wszystkich napastników polskich" - pisał z zachwytem "Sport". "Ten mały brunet może być internacjonałem na wielką skalę" - przyznał z uznaniem Denis Compton z Arsenalu, największy as w drużynie gości. Compton (także wybitny krykiecista) miał jednak do gospodarzy zaskakujące pretensje: "w naszej bramce piłka ugrzęzła dwa razy, gdy spostrzegliśmy, że w waszej drużynie występują nowe twarze. Nie róbcie tego na przyszłość, szkolcie graczy na pełne 90 minut. Przecież w całej zachodniej Europie graczy - z wyjątkiem bramkarzy - zmieniać nie można. Nigdy nie będziecie mieli graczy, którzy kondycyjnie i w dobre formie wytrzymają cały mecz"...

16 czerwca 1946, stadion Ruchu Chorzów

Górny Śląsk 3 (2)

Armia Renu 2 (1)

Bramki: 0:1 Bailey (30.), 1:1 Bąk (57.), 2;1 Cieślik (60.), 3:1 Pytel (65.), 3:2 Lewis (85.)

G. Śląsk: Brom (od ok. 50. do 60. Kwoka) - Siwy, Grolik - Szaton, Zakrzewski (46. Andrzejewski), Niebylski - Gawliczek (46.Górecki), Cieślik, Szmidt (46. Bąk), Pytel, Barański

Armia Renu: Dawson - Rickaby, Mac Dougal - Hodginson, Compton, Williams - Parsons, Bailey, Davis, Steel, Lewis

Sędziował: Gruszka (Chorzów). Widzów: ponad 40 000.

Hit V, czyli oczarowana Szkocja

Jesienią 1946 roku śląska drużyna wzmocniona zawodnikami krakowskich klubów - Wisły, Cracovii, Garbarni oraz Tarnovii - wyruszyła na tourneé do Szkocji jako Silesian Team. Był to pierwszy po wojnie, a drugi w historii, wyjazd śląskiej drużyny za granicę (w 1937 roku rozegrała dwa mecze w Austrii). Pobyt w Szkocji wywołał wielkie zainteresowanie. Pierwszy mecz z drugoligowcem nie wyszedł, ale potem były same zwycięstwa z pierwszoligowcami, m.in. Greenock Morton zdobywcą Pucharu Szkocji. Jeden z meczów odbył się na legendarnym Hampden Park w Glasgow, jednym z największych wówczas stadionów świata. Miejscowe media pisały, że Silesian Team gra lepiej niż Dynamo Moskwa i Sparta Praga. Kilku zawodnikom, m.in. Gerardowi Cieślikowi i bramkarzowi Walterowi Bromowi (gracz Ruchu obronił rzuty karne w meczach z Ayr i Morton), zaproponowano gigantyczną wówczas sumę 10 tys. funtów za podpis na zawodowym kontrakcie. Piłkarze odmówili. Widząc klasę naszej drużyny, mecze chciały zakontraktować jeszcze Celtic Glasgow i Aberdeen, ale do nich nie doszło, bo działacze chcieli już wracać do kraju. Kiedy wyjeżdżali, odprowadzał ich ze łzami w oczach tłum tęskniących za krajem polskich żołnierzy. 27 października Cieślik i spółka obładowani pluszowymi terierami, które dostali od Szkotów na pamiątkę, zostali uroczyście przywitani na dworcu kolejowym w Katowicach i zaprowadzeni na uroczyste śniadanie do siedziby OZPN-u.

Wyniki szkockiego tourneé:

14 października 1946, stadion FC Dundee

FC Dundee 2 (1)

Silesian Team 0

Bramki: 1:0 Thurnboldt (20.), 2:0 Thurnboldt (71.)

16 października 1946, stadion Greenock Morton

Greenock Morton 1 (0)

Silesian Team 3 (3)

Bramki: 0:1 Cieślik (2.), 0:2 Cieślik (15.), 0:3 Różankowski (41.), 1:3 Mc Innes (51.)

19 października 1946, stadion Ayr United

Ayr United 1 (1)

Silesian Team 2 (1)

Bramki: 1:0 Morrison (30.), 1:1 Cieślik (32.), 1:2 Gracz (57.)

23 października 1946, Hampden Park w Glasgow

Queens Park/Third Larnac 1 (1)

Silesian Team 2 (1)

Bramki: 0:1 Nowak (13.), 1:1 Ayton (61.), Nowak (69.)

Skład Silesian Team: Brom - Barwiński, Flanek, Jabłoński - Parpan, Wapiennik - Baran, Cieślik, Nowak, Gracz, Różankowski

Greenock: Mc Feat - Maley, Kelly, Mitchell, Aird, White, Cuppies, Divers, Jones, Garth, Mc Innes

Ayr: Patton - Mongham, Henderson, Smith, Mc Neill, Nisbet, Mc Guigan, Barkness, Morrison, Wallace, Beatie

Queens Park/Larnac: Hamilton - Carabine, Kelly, Letham, Wigham, Harnett, Mc Culloch, Mason, Aitken, Ayton, Mitchell



Hit VI, czyli warszawskie lanie

Tuż po wojnie popularne były rozgrywki w ramach Pucharu Kałuży - uczestniczyły w nich reprezentacje okręgów. W czerwcu 1949 roku reprezentacja Warszawy trafiła na wyjątkowo dobrze dysponowanych Ślązaków.

Jedno z najbardziej efektownych zwycięstw w historii. "Chwilami wydawało się jakby piłkarze z prawdziwego zdarzenia grali przeciwko obronie zespołu aktorów albo dziennikarzy". Rewelacją dnia był prawy łącznik Ruchu Radzionków Jerzy Szołtysik.

W czasie wojny wcielony do Wehrmachtu był zawodnikiem Blau-Weiss Berlin. "Celowość każdego zagrania, błyskawiczna orientacja, zaawansowanie techniczne, zdecydowanie pod bramką i zrozumienie dla współpracy. Dzięki tym walorom Ślązak jest piłkarzem dużego formatu, typem napastnika jakiego szukamy" - oceniał zachwycony reporter "Sportu", prorokując, że wkrótce piłkarz ten powinien zadebiutować w reprezentacji. Niestety pomylił się. Szołtysik przepowiadanej kariery nie zrobił... Dodajmy, że w reprezentacji Warszawy zagrał w tym meczu w linii napadu 29-letni Kazimierz Górski. Jego występ przeszedł bez echa.

29 czerwca 1949, stadion Ruchu Chorzów

Górny Śląsk 7 (2)

Warszawa 0

Bramki: 1:0 Muskała (28.), 2:0 Spodzieja (43.), 3:0 Dybała (49.), 4:0 Szołtysik (55.), 5:0 Muskała (61.), 6:0 Szołtysik (65.),

7:0 Spodzieja (87.)

Górny Śląsk: Borkowy - Durniok, Janduda, Duda - Wieczorek , Suszczyk - Alszer, Szołtysik, Spodzieja, Muskała (Kisiel), Dybała

Warszawa: Borucz (43. Limanowski) - Wolosz (46. Maruszkiewicz), Pruski, Szczawiński - Wiśniewski, Milczanowski - Mordarski, Swicarz (41. Cyganik), Cichocki, Górski, Ochmański

Sędziował: Przybysz. Widzów: 3000.

Hit VII, czyli chiński outsider

Surowa lekcja dla egzotycznego rywala, który nie miał żadnych czas. Goście przyjechali do Polski na poolimpijskie tourneé. Jedyną zaletą reprezentantów Chin (w Polsce występujących pod szyldem Pekinu) była szybkość i wygimnastykowanie. "Jedynie chwilami gra nabierała cech równorzędności" - pisali dziennikarze. Niektórzy śląscy kibice byli rozczarowani, bo kilka dni wcześniej Pekin grał z reprezentacją Krakowa i przegrał wyżej niż w Chorzowie - aż 1:7. "Robiliśmy wszystko, żeby strzelili choć jednego gola na pocieszenie. Nasz bramkarz rzucał się nawet w przeciwną stronę, niż leciała piłka, ale i to nie pomagało, bo oni niemiłosiernie pudłowali. Wreszcie na naszych pięć goli odpowiedzieli jednym. Mieliśmy na pomeczowym bankiecie tylko jeden problem: za nic nie mogliśmy rozpoznać, który jest który - mówił Cieślik w swojej biografii "Urodzony na boisku".

24 sierpnia 1952, stadion Ruchu Chorzów

Górny Śląsk 5 (4)

Pekin 1 (1)

Bramki: Trampisz - 3, Cieślik - 2 dla Śląska, Li Chao-gui - dla Pekinu

Górny Śląsk: Wyrobek (46. Jung) - Bartyla, Banisz (46. Narloch), Janduda (46. Cichoń) - Suszczyk, Grzywocz - Trampisz, Cieślik, Alszer, Krasówka, Wiśniewski (46. Cehelik)

Pekin: Ma Shao-hua - Wan Chen-wen, Che Jia Tung, Wan Li-bing - Chung An-cin, Chen Chen-da - Fan Zen-chou, Chen Fu-chen, Jim-jie, Cin Lun-jon - Lin Chao-gui

Sędziował: ?. Widzów: 15 000.

Hit VIII, czyli kawa bez smaku

Tłumy przybyły na Stadion Śląski w 1961 roku, by zobaczyć mistrza stanu Rio Grande do Sul. Brazylijska piłka była wówczas zdecydowanie najlepsza na świecie. Wszyscy pamiętali, jak rok wcześniej FC Santos z Pelem w składzie rozbił w Chorzowie reprezentację Polski 5:2. Goście z Porto Alegre byli przekonani, że Brazylijczycy łatwo obronią za rok tytuł mistrzowski i mieli rację, sami jednak nie byli aż tak silni. Okazało się jednak, że "Mocca z ekspresu Gremio nie zrobiła furory na Śląsku. Była zbyt wodnista i za mało aromatyczna. 70 tys. amatorów mocnej czarnej pamiętało jeszcze smak świetnego Santosu" - z emfazą donosił "Sport". Gremio, której reprezentanci występowali w reprezentacji B na Igrzyskach Panamerykańskich w 1960 roku, pokazało bardzo mocną obronę i... tragiczny atak. Edward Szymkowiak wynudził się na bramce jak nigdy. Jedyną okazję miał skrzydłowy Vieira, który "z 6 metrów chybił o 15". Niektórzy narzekali, że z boiska zszedł wcześniej Ernest Pohl, który przecież "nawet w kiepskim dniu jest o niebo lepszy od innych".

1 maja 1961, Stadion Śląski w Chorzowie

Górny Śląsk 2 (1)

Gremio Porto Alegre 0

Bramki: 1:0 Liberda (35., z karnego), 2:0 Lentner (55.)

Górny Śląsk: Szymkowiak - Franosz (? Eugeniusz Pohl), Oślizło, Olszówka - Pieda, Grzegorczyk - Polok (? Jóźwiak), Jankowski, Ernest Pohl (? Kowalik), Liberda, Lentner

Gremio: Henrique - Orlando, Airton, Ortunho - Elton, Enio - Vieria, Gersi, Marino (? Aitemir), Milton, Ronald

Sędziował: Storoniak (Katowice). Widzów: 70 000.

Hit IX, czyli pokonani wicemistrzowie

"Bratysława w Czechosłowacji jest jak Śląsk w Polsce: niewyczerpane źródło piłkarskich talentów" - anonsował ten mecz "Sport". Goście mieli w składzie piłkarzy, którzy miesiąc wcześniej zdobyli w Chile wicemistrzostwo świata. Na bramce stał Villiam Schrojf, a obroną kierował betonowy Jan Popluhar. Nic dziwnego, że na Śląski przyszło aż 100 tysięcy kibiców! Przeciw gościom wystąpił kombinowany skład złożony z graczy Polonii Bytom i Ruchu Chorzów. Goście zachwycali wyrafinowaną taktyką i świetną techniką, byli jednak nieskuteczni. Cudów w bramce dokonywał tym razem Edward Szymkowiak. "Słynny Schrojf w cieniu Szymkowiaka" krzyczały nazajutrz gazety. Niestety w 78. minucie musiał opuścić boisko po starciu z szarżującym Molnarem, rezerwowym napastnikiem na MŚ. Jedynego gola strzelił skrzydłowy Ruchu Eugeniusz Faber. Przedarł się do środka i trafił z linii pola karnego z ostrego kąta. Schrojf był bez szans. W 88. minucie Jan Liberda zdobył drugą bramkę, ale sędzia dopatrzył się spalonego.

21 lipca 1962, Stadion Śląski w Chorzowie

Górny Śląsk 1 (0)

Bratysława 0

Bramka: 1:0 Faber (47.)

Górny Śląsk: Szymkowiak (78. Pietrek) - Dymarczyk, Pierzyna, Łysko - Nieroba, Pieda - Faber, Bem (Pogrzeba), Lerch, Liberda, Jóźwiak

Bratysława: Schrojf - Urban, Popluhar, Jankovicz - Kral, Trochta (Kiss) - Velecky, Moravcik, Molnar, Obert, Bily

Sędziował: Storoniak (Katowice). Widzów: 100 000.

Hit X, czyli Afrykanie na Śląskim

Z okazji lipcowego święta Ślązacy jedyny raz w historii zmierzyli się z przeciwnikiem, który występował pod szyldem pierwszej reprezentacji swojego kraju. Goście z Tanzanii, którzy reklamowali swoje umiejętności remisem z Aston Villą, nie mieli żadnych szans. Brylował autor trzech goli Joachim Marx. Dwa ostatnie dołożył Henryk Zdebel, ojciec Tomasza obecnego zawodnika Bochum. Zdebel senior był w latach 70. solidnym pomocnikiem pierwszoligowego ROW-u Rybnik. W zrobieniu kariery przeszkodził mu wzrost - miał 162 cm. A Tanzańczycy? Na zakończenie minitourneé wygrali 1:0 z reprezentacją Wodzisławia.

22 lipca 1974, Stadion Śląski w Chorzowie

Górny Śląsk 7 (4)

Tanzania 2 (1)

Bramki: 1:0 Marx (4.), 2:0 Raceki (7.), 3:0 Błachut (15.), 3:1 Kibadeni (27.), 4:1 Marx (30), 4:2 Haider (50.), 5:2 Marx (51.), 6:2 Zdebel (70.), 7:2 Zdebel (86.)

Górny Śląsk: Chwolik (Cebrat) - Pawlik, Ostafiński, Manek, Drzewiecki - Zdebel, Bula (Kubicz), Błachut (Zielonka) - Radecki (Mrozek), Marx, Benigier (Dworczyk)

Tanzania: Mombasasa - Baraza, Katole, Chogo, Motafa - Gumbo, Saad, Haider, Sakuru - Kibadani, Abdah. Grali także: Hassan, Asbarin, Sabu

Hit XI, czyli wyjątkowy dwumecz

Nietypową atrakcję zapewnili kibice Śląskiego OZPN-u z okazji jubileuszu. Przed spotkaniem na chorzowskim gigancie odbyła się uroczysta akademia, jedna z ostatnich w starym, dobrym komunistycznym stylu. 600 uczennic uformowało na murawie z własnych ciał żywy napis "60 lat OZPN". Potem na boisko wyszły drużyny wytypowane przez obiecującego trenera 38-letniego Antoniego Piechniczka. W pierwszym spotkaniu (początek o godz. 17) Ślązacy zagrali z belgijskim Lokeren. Wśród gości wystąpili m.in. Włodzimierz Lubański (za cztery miesiące także na Śląskim zagra pożegnalny mecz w reprezentacji) i partnerujący mu w ataku nieznany wówczas, ale bardzo obiecujący młodziak Duńczyk Preben Elkjaer Larsen. Nie padł żaden gol. W drugim meczu (początek o godz. 19) druga - równorzędna z pierwszą - śląska jedenastka zagrała z współliderującym w lidze radzieckiej Dynamem Kijów. Ukraińcy z Olegiem Błochinem na czele bardzo chcieli wygrać. Długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat. - Martwiłem się już, że przez 180 minut kibice nie zobaczą ani jednej bramki - wspomina Antoni Piechniczek. Na szczęście 12 minut przed końcem spotkania celny strzał głową oddał stoper Ruchu Tadeusz Jakubczyk. Mało kto z obecnych na stadionie mógł wiedzieć, że następny mecz kadry regionu będzie mógł zobaczyć dopiero w 1999 roku (Kraków- Śląsk 2:4)...

21 maja 1980, Stadion Śląski w Chorzowie

Górny Śląsk 0

Lokeren 0

Górny Śląsk: Surlit - Rolnik (46. Jarzina), Gorgoń, Dolny, Gunia - Szymura, Szołtysik (69. Król), Curyło (46. Hutka) - Mikołajów (46. Janduda), Pałasz, Szachnitowski

Lokeren: Hoogenboom - Verbruggen, De Schreyver, Daiving, Somera - Mommens, Bett, Dardenne (80. Immels) - Gudjohnsen, Lubański, Elkjaer Larsen

sędziował: Stachura (Katowice). Widzów: 50 000.

Górny Śląsk 1

Dynamo Kijów 0

Górny Śląsk: Bolesta - Malcher, Piechaczek, Jakubczyk, Sroka - Kajrys (58. Buncol), Tochel, Wojtowicz, Nagiel - Mazur (67. Sączek), Małnowicz (46. Benigier)

Dynamo: Romeński - Końkow, Kołotow, Sorokalet, Bojko - Łoziński, Burjak, Sobko, Taran (46. Bereznoj) - Wieremiejew (67. Olifirenko), Błochin

Sędziował: ? Widzów: 50 000.