Adamek: Trzeba się poświęcić

Jest już niemal pewne, że 3 marca w Chicago Tomasza Adamek będzie bronił tytułu mistrza świata w walce z Chadem Dawsonem. - Nie ma jednak mowy o spacerku. Antonio Tarver czy Roy Jones Jr. mogliby mnie zlekceważyć, Dawson na pewno tego nie zrobi - mówi nam polski czempion


Z Tomaszem Adamkiem rozmawia Maciej Baranowski



Miał być Roy Jones Jr., Antonio Tarver, będzie Dawson. Nie jesteś lekko zawiedziony?

- Tym wielkim czempionom trudno się dogadać z Donem Kingiem. Oni chcą kupę kasy, on chce kupę kasy. Jones Jr. był pewien, że dostanie parę baniek od telewizji. Tyle że żadna stacja nie była na to chętna. Poza tym im chyba bardziej zależy teraz na łatwiejszych walkach, nawet za mniejsze pieniądze. Tymczasem kanał Showtime bez szemrania zaakceptował Dawsona. Prawda jest taka, że to nie my wybieramy, tylko telewizja. Poza tym Dawson jest wysoko w rankingach.

Co wiesz o Dawsonie?

- Młody, ale już całkiem doświadczony. Widziałem jego pojedynek z Erikiem Hardingiem [jego pierwszy w wadze półciężkiej] i widać, że to nie leszcz. Jest wysoki, ma ponad 190 cm, niezły technik, boksował wcześniej w wadze średniej. Ale nie jest zbyt silny. To nie jest typ fightera jak Paul Briggs, zdecydowanie bardziej odczuwa ciosy. Przyjąć zbyt dużo to on nie potrafi. Jest w moim zasięgu. Nie ma jednak mowy o spacerku. Tarver czy Jones Jr. mogliby mnie zlekceważyć, Dawson na pewno tego nie zrobi.

Dość szybko znalazłeś tym razem rywala, poprzednim razem czekałeś rok.

- Wszystko nie jest jeszcze ustalone, teraz mój adwokat Pat English musi dogadać się z Kingiem. Ale skoro Showtime chce pokazać walkę, a co za tym idzie - dać kasę, to nie będzie z tym problemu. Poza tym "Dziadek" boi się Pata jak diabeł święconej wody, wie, że z nim akurat nie wygra.

Ile możesz zarobić?

- Słyszałem opinie, że może nawet milion, ale to bzdury. Nie ma takiej możliwości. Dawson to kolejna szansa dla mnie, by pokazać się za oceanem. Choć za darmo bić się nie będę. Myślę, że dostanę o wiele więcej niż za rewanż z Briggsem

Krzysztof Włodarczyk zdobył pas w Polsce. Ty nie chciałbyś walczyć nad Wisłą?

- King powiedział nam, że jak chcemy, to możemy zorganizować walkę tutaj. Tylko byłoby to dreptanie w miejscu, bo za oceanem pewnie nikt by jej nie obejrzał. Dla Krzyśka to była szansa i cieszę się, że ją wykorzystał.

Słyszałeś o kontrowersjach wokół tej walki?

- Tak, ale najważniejsze, że Polak wygrał. Dlaczego nam ściany mają nie pomagać?

"Diablo" też już wie, co to znaczy zawiść polskich kibiców. Po twojej walce z Briggsem też nie brakowało opinii, że ją przegrałeś.

- U nas takie piekiełko było i będzie. Ludzie może nam zazdroszczą? Sam nie wiem. Ja nie chcę tego komentować. Dawson to nie ogórek, czołowy bokser wszystkich rankingów, chcę z nim wygrać i ciekawe co wtedy powiedzą te mądrale?

Po pierwszej walce z Briggsem mówiłeś, jak wiele się zmieniło w Twoim życiu. Jak jest teraz?

- Rozpoznają mnie już wszędzie. Nawet na nartach w Austrii ludzie, wielu Niemców, zaczepiali mnie na stoku, prosili o fotki. Wcześniej byłem z Dorotą i znajomymi w Zakopanem, każde wyjście do knajpy kończyło się długimi sesjami. W końcu zacząłem chodzić w czapce i okularach. Ale jak zdejmowałem je przy jedzeniu, ludzie znów mnie poznawali. To miłe, ale czasami męczące. Na razie jednak daję sobie radę. Co chwila ktoś dzwoni. Ludzie zapraszają mnie na różne imprezy charytatywne, spotkania. Czasem po prostu nie ma na to czasu. Chcę pobyć z rodziną w domu.

W Gilowicach długo jednak nie zabawisz. Do walki z Dawsonem przygotowywać będziesz się w USA.

- W grudniu lecę dograć szczegóły walki i zostaję na Florydzie. Pierwszy raz Boże Narodzenie spędzę poza domem. Będzie ciężko, bo Dorota zostanie z dzieciakami w domu. Nie ma sensu ich męczyć długim lotem. Dam sobie radę. Muszę. Boksować będę jeszcze góra pięć lat, trzeba się poświęcić.