Chcą aresztu dla prezesa Arki

Zarzuty korumpowania sędziów piłkarskich i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej usłyszał wczoraj we Wrocławiu Jacek Milewski, prezes Arki Gdynia. Prokuratura chce wsadzić go do aresztu - decyzję podejmie w piątek wrocławski sąd.
Prokurator Leszek Karpina, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, potwierdza, że chodzi o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się ustawianiem wyników meczów ligowych. Według nieoficjalnej wersji chodzi o środowisko Ryszarda F. ps. "Fryzjer", który jest centralną postacią afery korupcyjnej w polskim futbolu. Wrocławskie śledztwo trwa od półtora roku, zarzuty postawiono blisko 50 osobom: sędziom, działaczom sportowym, prezesom klubów, obserwatorom PZPN i piłkarzom.

- Nic więcej nie mogę powiedzieć dla dobra śledztwa - zapewnia Karpina. - Ani dat, ani meczów, które były ustawiane. To obszerne śledztwo, jest jeszcze dużo do zrobienia.

Wczoraj po południu przygotowano wniosek o aresztowanie Milewskiego na trzy miesiące. Decyzję podejmie w piątek wrocławski sąd.

Przesłuchanie prezesa Arki trwało kilkanaście godzin. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Milewski ma dwóch obrońców. Jednym z nich jest gdyński adwokat Maciej Urbański, związany z Arką działacz Ekstraklasy SA, która organizuje rozgrywki piłkarskie I ligi.

- Złożył obszerne wyjaśnienia - mówi Urbański, który pojechał z Milewskim do Wrocławia, by być na przesłuchaniu. - Więcej będę mógł powiedzieć w piątek po skonsultowaniu się z prokuraturą. Nie chcę podawać niczego, co mogłoby zaszkodzić śledztwu. Nam również zależy na wyjaśnieniu tej sprawy.

Zarzut korumpowania sędziów piłkarskich usłyszał wczoraj we wrocławskiej prokuraturze również Wiesław Kędzia, wieloletni kierownik Arki zwolniony niedawno z funkcji przez władze klubu. Prokuratura nie chciała wczoraj ujawnić, czy przyznał się do zarzucanych mu czynów.

- Mogę powiedzieć tylko tyle, że nie zamierzamy występować o jego aresztowanie - mówi Karpina. Kędzia wczoraj wieczorem odzyskał wolność.

Tymczasem piłkarze Arki przygotowują się do meczu Pucharu Ekstraklasy z Lechem w Poznaniu, który ze względu na żałobę narodową po tragedii w kopalni Halemba został przełożony na poniedziałek. W klubie czuje się gęstą atmosferę. Jakie grożą mu kary? - Zgodnie z ustaleniami z prokuraturą na razie nie będziemy nikogo karać - mówi "Gazecie" wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. - Dopiero kiedy wystosowany zostanie oficjalny akt oskarżenia przeciw prezesowi Arki, zadecydujemy o karach dla klubu. Tak samo postępować będziemy wobec wszystkich zamieszanych w aferę korupcyjną - dodał Kolator.

Z ferowaniem wyroków wstrzymują się sponsorzy Arki. - Jeśli śledztwo coś wyjaśni, będziemy zastanawiać się nad współpracą z Arką - mówi Marek Zieleniewski z Prokomu, który jest tytularnym sponsorem Arki. Ale wiadomo, że decyzje podejmuje szef rady nadzorczej Prokomu Ryszard Krauze, który jest w Stanach Zjednoczonych. Nie pomaga on Arce z miłości do piłki nożnej (woli tenis i koszykówkę), ale raczej w podziękowaniu za tereny przy ul. Ejsmonda, gdzie kiedyś mieścił się stadion Arki, a teraz są korty tenisowe zbudowane przez szefa Prokomu.

Władze Ekstraklasy SA nie chcą na razie komentować sprawy. - Mamy tylko informacje z mediów. Po otrzymaniu oficjalnego komunikatu z prokuratury pomyślimy, co robić - usłyszeliśmy w siedzibie OE.