Karkosik: Toruń będzie stolicą speedwaya

Roman Karkosik, jeden z najbogatszych Polaków, ostatecznie przejął toruński klub żużlowy. W poniedziałek podpisano akt notarialny powołujący nową spółkę. Cel na nowy sezon? Medal - nawet złoty.
W poniedziałek akcjonariusze - Roman Karkosik był reprezentowany przez swojego brata, Mirosława - spotkali się w jednym z toruńskich biur notarialnych. Kontrowersji przy podpisywaniu umowy nie było. Unibax kontrolowany przez Karkosika ma mieć 467 akcji zespołu. Reszta, czyli 33, należy do stowarzyszenia, które w efekcie będzie właścicielem zaledwie nieco ponad 6 proc. Klub zacznie kontrolować jeden z najbogatszych Polaków.

Klub na krawędzi

Sytuacja w ostatnich dniach zmieniała się niczym w kalejdoskopie. W ostatnich tygodniach prezes KS Toruń Mirosław Batorski niczym mantrę powtarzał, że ciągle toczy rozmowy związane z przejęciem klubu przez sponsora. Długo nie ujawniał o kogo chodzi, ale według nieoficjalnych informacji wiadomo było, że zainteresowany rolą inwestora jest Karkosik. Jednak kiedy klub musiał przed tygodniem wysłać do centrali żużlowej w Warszawie dokumenty niezbędne do otrzymania licencji zezwalającej na starty w ekstralidze, giełdowy bogacz milczał. Klub stał wtedy na krawędzi. Był stowarzyszeniem, a w lidze mogą startować jedynie spółki akcyjne. Liczono, że taką stworzy Karkosik, jednak ten nie dawał żadnej jednoznacznej odpowiedzi. W efekcie uznano, że nie jest zainteresowany udziałami w niej. W piątek wiceprezydent Torunia Zbigniew Fiderewicz - władze miasta włączyły się do akcji poszukiwania akcjonariuszy - ogłosił, że spółka powstanie. Jednak bez udziału Karkosika. Miały ją stworzyć lokalne firmy i stowarzyszenie przy wsparciu Urzędu Miasta. Sytuacja zmieniła się w niedzielne popołudnie. Karkosik poinformował, że jednak wykupi udziały w nowotworzonym klubie. Wieczorem informacje przedostały się do mediów. Dziś je oficjalnie potwierdzono.

Czy o terminie zadecydował wynik wyborów samorządowych? - Nie. One nie miały znaczenia dla powstania spółki - twierdzi Mirosław Karkosik. Przedsiębiorstwa, które dotąd planowały wykup akcji nie będą udziałowcami. - Pozostaną sponsorami. Bardzo ważnymi - ocenia M. Karkosik.

Karkosik: Chcemy medalu

- Wierzyłem w szczęśliwe rozwiązanie od początku naszych kłopotów. Żużel w Toruniu nie zginie - cieszy się obecny prezes klubu Mirosław Batorski. Nie tylko nie zginie. Toruń może zdominować rywalizację o mistrzostwo Polski. M. Karkosik pytany o plan na najbliższy sezon odpowiada: - Chcemy medalu.

Nie mówi konkretnie jakiego kruszcu. Ale torunianie przy finansowym wsparciu Karkosika będą ligowym potentatem. - Chciałbym, aby Tomasz Gollob - jeśli trafi do Torunia - był jak najlepiej przyjęty w naszym mieście. To nie jest jeden zawodnik, ale półtorej - przecież jak on parowo jeździ... A pozostali? Zostaną wszyscy najważniejsi krajowy zawodnicy z dotychczasowego składu (Wiesław Jaguś, Adrian Miedziński, Karol Ząbik - przyp. red.). Na pewno wróci Tomasz Chrzanowski. Wierzę, że będzie także nasz zawodnik Ryan Sullivan. Może jeszcze ktoś w zapasie będzie, ale o tym później, już na spokojnie - mówi Batorski.

Kim jest Roman Karkosik?

Nazywany jest królem polskiej giełdy. Zrobił jedną z najbardziej spektakularnych karier w Polsce: od właściciela baru z piwem po milardera.

Mieszka w Kikole, miejscowości oddalonej o 9 kilometrów od Lipna. Ponad tysiąc mieszkańców Kikoła bez problemu potrafi wskazać miejsce zamieszkania Karkosika - kupił otoczoną grubym murem zabytkową rezydencję, w której w przeszłości przebywał Fryderyk Chopin. Tam odpoczywa oddając się pielęgnacji 10-hektarowego parku. Posadził w nim niemal wszystkie możliwe do uprawiania w naszym klimacie rośliny - mówi się, że są wśród nich drzewa, na które przeznaczył aż 200 tys. zł. W prowadzeniu ogrodu pomagał mu ogrodnik angielskiej królowej i dziesięciu pracowników.

Jego fortuna to owoc 25 lat pracy. Przygodę z biznesem rozpoczął w latach 70. kiedy założył w rodzinnym Czernikowie bar. Został monopolistą - jego lokal był jedynym w okolicy, gdzie można było kupić piwo. Zarabiane pieniądze inwestował: dzięki nim otworzył wytwórnię oranżady.

W 1989 r. uruchomił kolejną inwestycję. Kiedy budował dom, zauważył, że deficytowym towarem są kable. Zdecydował się otworzyć ich fabrykę. Potrzebował surowca - stąd pomysł, by otworzyć punkty skupu złomu. Pierwsze miliony zarobił importując go ze Wschodu na Zachód. Później wystarczało już pomnażać zdobytą fortunę. Zaintrygowała go giełda papierów wartościowych. I to ona przyniosła mu największe zyski.

Lew parkietu

Decydując się na grę na giełdzie był już zamożnym i doświadczonym przedsiębiorcą. I skutecznie to wykorzystywał. W 1993 r. zaczął inwestować - kupował akcje Banku Śląskiego. W końcówce ubiegłego stulecia rozpoczął kupno udziałów w Zakładów Chemicznych i Tworzyw Sztucznych Boryszew S.A. - firma przeżywała wtedy problemy finansowe. Jednocześnie stał się właścicielem Huty Oława. Obie firmy zrestrukturyzował. Później podobnie zrobił z toruńską Elaną, producentem tworzyw sztucznych.

Kolejny etap działalności Karkosika to przejmowanie Imprexmetalu, producenta oraz dystrybutora metali nieżelaznych. Jest również właścicielem Alchemii oraz Skotanu. To firmy, które dotąd koncentrowały się na garbarstwie, ale drugie z tych przedsiębiorstw będzie teraz działało na rynku paliw. Na bazie Alchemii ma powstać holding stalowy. Jego majątek giełdowy rośnie niczym na drożdżach. Pakiet akcji należących do Karkosika i jego żony Grażyny wyceniany jest na 3,6 miliarda złotych. Oznacza to, że są liderami wśród prywatnych inwestorów działających na warszawskim parkiecie. Sam Karkosik uznawany jest za najwięszego inwestora w Europie Środkowej.

Apolityczny domator

W styczniu ubiegłego roku biznesmen został według magazyn "BusinessWeek" wybrany najlepszym krajowym menedżerem. Regularnie jest na listach najbogatszych Polaków - kiedyś na piątym miejscu, a ostatnio na drugim. Ustępuje Janowi Kulczykowi, ale jego majątek jest wyceniany na większy niż w przypadku twórcą telewizji Polsat Zbigniewa Solorza-Żaka, barona gazowego Aleksandra Gudzowatego, Michała Sołowowa (główny udziałowiec giełdowej spółki Cersanit), Ryszarda Krauze (założyciel informatycznej firmy Prokom) oraz Jana Wejcherta (współzałożyciel stacji telewizyjnej TVN). Według tygodnika "Wprost" w 2005 roku zajmował 49 miejsce na liście stu najbogatszych ludzi w Europie Środkowej i Wschodniej.

Jednak precyzyjne ustalenie jego majątku jest trudne. Karkosik nie obnosi się ze swoim bogactwem. Robi intratne interesy, jednak zawsze woli pozostać w cieniu. Kiedyś powiedział jedynie, że lubi pomnażać pieniądze. Ale i tak najchętniej przebywa w domu.

Karkosik nie lubi rozgłosu. Jak tylko może unika mediów, pokazywania się publicznie. Trudno znaleźć go na towarzyskich salonach, nie udziela się politycznie.

Oświadczenie Romana Karkosika

Od kilku tygodni z uwagą śledzę rozwój sytuacji wokół przyszłości sportu żużlowego w Toruniu. Moje nazwisko często pojawiało się w tym kontekście. W wielu publikacjach kreowano mnie już na tego, który miałby ocalić toruński żużel od całkowitego upadku, na swego rodzaju "męża opatrznościowego".

Jako toruński patriota od dłuższego czasu rozważałem możliwość wsparcia finansowego tutejszego klubu żużlowego. Nie chciałem jednak występować w owej wykreowanej przez media roli. Obecnie, gdy powstaje spółka akcyjna, której zadaniem będzie reanimacja toruńskiego żużla, jestem zdecydowany włączyć się w zmierzające do tego celu działania. Nie jako prywatny sponsor "kupujący" klub do dodania sobie splendoru, lecz jako uczestnik szerszej struktury, której misją jest podtrzymanie świetnej tradycji sportu żużlowego w Toruniu.

Wierzę, że dzięki wspólnemu wysiłkowi, przy wsparciu tak wspaniałych kibiców, nasze miasto już niedługo stanie się stolicą polskiego speedwaya.

Roman Krzysztof Karkosik