Polscy kolarze na ławie oskarżonych

W podparyskim Nanterre rozpoczął się proces w sprawie głośnej afery dopingowej grupy Cofidis. Pozwanych jest dziesięć osób, w tym trzech Polaków: kolarze Daniel Majewski i Marek Rutkiewicz oraz - jako główny oskarżony - masażysta Bogdan Madejak.
Grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości 75 tys. euro za nabywanie i posiadanie zabronionych substancji oraz za dostarczanie tych środków i nakłanianie zawodników do ich stosowania. Oprócz trzech Polaków sprawa dotyczy pięciu obecnych i byłych kolarzy: Włocha Massimiliano Lelliego, byłego mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas Szkota Davida Millara oraz Francuzów Philippe'a Gaumonta, Roberta Sassone'a i Mederica Claina, a ponadto dyrektora sportowego jednej z grup trzeciej dywizji Olega Kozlicyna oraz paryskiego aptekarza Pierre'a Ben Yamina. Majewski i Rutkiewicz nie pojawili się na procesie, są reprezentowani przez swoich adwokatów. Madejak zeznawał jako pierwszy z oskarżonych.

"Był skulony, w złym stanie, odpowiadał monosylabami" - napisał dziennik "L'Equipe" w swoim internetowym wydaniu. Na pytanie, czy dostarczał Danielowi Majewskiemu środki dopingowe (anaboliki, hormony wzrostu, amfetaminę, środki moczopędne), były masażysta Cofidisu odpowiedział, że "traktował go jak syna". - Ci młodzi ludzie, których traktował pan jak synów, przyjmowali środki, które doprowadzają do psychicznej degeneracji, szaleństwa i śmierci. Co na to odpowiecie? - pytał prokurator. Madejak nie odpowiedział nic.

Madejak oprócz bycia masażystą opiekował się grupą około 30 kolarzy jako menedżer. We Francji pomagał im w rozpoczęciu kariery zawodowej. Jedynym kolarzem z tej grupy, który coś osiągnął, był Marek Rutkiewicz (zwycięstwo na etapie w Tour de l'Ain, 3. miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne). To on na początku 2004 r. został zatrzymany na lotnisku w Paryżu jako pierwszy w tzw. aferze Cofidisu. Kilka dni spędził w areszcie, podobnie jak później Majewski. Madejak trafił do aresztu na kilka tygodni.

Według prokuratury masażysta sprowadzał z Polski środki dopingujące, przemycając je w słoikach z majonezem albo opakowaniach białego sera. Część dowodów stanowią zapisy podsłuchanych rozmów telefonicznych. Niektóre środki Madejak przedstawiał kolarzom podczas rozmów telefonicznych jako "mocne witaminy".

Obrona kwestionuje dowody. Wcześniej z powodu ich kruchości zamknął śledztwo sędzia śledczy Richard Pallain. - Policja się nie przyłożyła, bo sprawa nie dotyczyła sfery politycznej ani finansowej, ani Lance'a Armstronga - stwierdził z sarkazmem sędzia Pallain w wywiadzie dla "Le Monde". - Dlatego w sensie procesowym góra urodziła mysz.

Według sędziego Pallaina policja i brygada antynarkotykowa popełniły mnóstwo uchybień. Jej funkcjonariusze sfałszowali podpis jednego z oskarżonych kolarzy na zeznaniu, sfałszowali też test na obecność narkotyków w organizmie (w tym test Rutkiewicza) - podkładając do badania włosy osób trzecich.

Latem sąd - mimo negatywnej opinii śledczego Pallaina - zdecydował się jednak rozpocząć proces, który potrwa do piątku.