Stary człowiek i morze

?Dlaczego płynę? Bo życie jest tylko jedno i warto je pomalować w kolorowych barwach" - mówi sir Robin Knox-Johnston
E-mail ze środka Zatoki Biskajskiej: "Sztorm. Wiatr 110 km/godz., fale 14 m, staram się przetrwać. Poza tym OK. Piję Irish Coffee". Taką wiadomość zatytułowaną "Jest paskudnie" wysłał w zeszły poniedziałek o 15.10 czasu Greenwich do centrum komunikacyjnego regat Velux 5 Oceans sir Robin Knox-Johnston. 67-letni brytyjski żeglarz pił kawę na pokładzie swojego 18-metrowego jachtu "Saga Insurance", którym na lewo i prawo rzucał rozszalały Atlantyk. Dzień wcześniej u boku pięciu innych skipperów wyruszył z portu Getxo w Bilbao w samotny rejs dookoła świata. Ściga się m.in. z innym Brytyjczykiem Mikiem Goldingiem (jacht "Ecover") i Szwajcarem Bernardem Stammem ("Cheminees Poujoulat").

Prognozy zapowiadały trudne warunki, ale załamanie pogody przyszło nagle. Organizatorzy przyznali, że wiało tak mocno jak w 1998 r. podczas regat Sydney - Hobart, gdy życie straciło sześciu żeglarzy, a 71 ze 115 startujących łodzi wycofało się z wyścigu. Warunki były też porównywane do tego co działo się w 1997 r. w innym wyścigu samotników Vendee Globe. Australijski rząd po akcji ratunkowej dwóch żeglarzy, która odbywała się ponad tysiąc mil od Sydney, zażądał zaprzestania rozgrywania regat lub wytyczenia innej trasy, bo jedna akcja kosztuje pół miliona dolarów.

Na szczęście tym razem nic nikomu się nie stało. Sztorm dopadł żeglarzy blisko lądu. "W nocy wiało 133 km/godz. Uszkodzony maszt i żagiel, nie dam rady naprawić. Wracam do portu" - pisał Golding we wtorek. Kolejnego sztormowego dnia nie wytrzymał też jacht Knox-Johnstona, który zaliczył wywrotkę i skierował się do La Coruni z uszkodzonym masztem. - Fale jak Himalaje, widziałem takie tylko na Oceanie Południowym. Morze białe od piany, ciężko było patrzeć, bo raziło po oczach - relacjonował. Z szóstki uczestników regat aż czterech musiało wrócić do portu. Po naprawach wyruszyli ponownie, ale dostali 24-godzinną karę regulaminową. Przed nimi wciąż 48 tys. km morza i kilka sztormów.

W 313 dni dookoła świata

Samotna żegluga dookoła świata to najtrudniejszy sport ekstremalny. Pierwszym człowiekiem, któremu udało się opłynąć glob bez zawijania do portów, był właśnie Knox-Johnston w 1969 r. Dokonał tego osiem lat po locie w kosmos Gagarina, 16 lat po zdobyciu Everestu przez Hilarego i Tenzinga. Do dziś samotnie świat opłynęły jedynie 163 osoby. W kosmosie było ich ponad 400, na Evereście - 15 tys!

Knox-Johnston wypłynął na drewnianej 10-metrowej łajbie "Suhaili" w 1968 r. w regatach Golden Globe zorganizowanych przez brytyjską gazetę "The Sunday Times". Oprócz niego wyruszyło ośmiu innych śmiałków, ale żaden z nich nie dopłynął do mety. Jeden jacht zatonął, kilka wycofało się jeszcze na Atlantyku, najdramatyczniejszy los spotkał Donalda Crowhursta, który oszalał na morzu i popełnił samobójstwo. Nim się zabił, przez wiele tygodni próbował oszukiwać organizatorów regat, wysyłając fałszywe komunikaty o swojej pozycji. Podawał, że jest gdzieś na południowych krańcach Oceanu Indyjskiego, gdy w rzeczywistości od kilku tygodni był na lądzie w Brazylii.

Knox-Johnstonowi zepsuło się radio i przez większość rejsu uznawano go za zaginionego. Szukały go m.in. samoloty NATO. 22 kwietnia 1969 r. wpłynął do Falmouth w Kornwalii. Celnicy morscy krzyknęli tradycyjne: "Skąd płyniesz?". - Falmouth - podał nazwę ostatniego portu Knox-Johnston. Opłynął świat w 313 dni. W Wielkiej Brytanii z miejsca stał się bohaterem narodowym, otrzymał tytuł szlachecki.

Gdy dowiedział się o śmierci Crowhursta, zdecydował, że nagrodę 5 tys. funtów (to dziś ok. 58 tys.) przekaże wdowie po nim. Zdania nie zmienił nawet, gdy po kilku tygodniach śledztwa okazało się, że Crowhurst oszukiwał.

313 dni samotności na morzu zmienia ludzi. Knox-Johnston po powrocie z rejsu ponownie ożenił się z Suzanne, z którą rozwiódł się tuż przed startem Golden Globe.

Ciężko spać na falach

Wśród żeglarzy samotników nie ma ludzi przypadkowych. - Niemal w 100 proc. decyduje psychika, samozaparcie, w mniejszym stopniu technika i sprzęt - uważa Mike Golding. Trzeba wytrzymać samotnie kilkadziesiąt, czasem kilkaset dni na środku oceanu w ekstremalnych warunkach, setki mil od brzegu, w kompletnych ciemnościach nocy, często w piekielnym sztormie, zmieniać żagle, naprawiać usterki. To nie jest łatwy sport.

Niebezpieczeństw jest sporo: góry lodowe i ich najgorsza odmiana, tzw. growlery (małe, prawie niewidoczne bloki zanurzone w wodzie), pływające na Atlantyku śmietnisko kontenerów, które spadły ze statków, pnie drzew czy nawet wieloryby. Zderzenie z nimi może kosztować życie. Poza tym są 15-metrowe fale, sztormy czy woda o temperaturze 2 st. C.

Najgorszy jest jednak brak snu. Samotnicy przy dobrej pogodzie śpią po cztery-pięć godzin na dobę, ale nigdy jednorazowo, maksymalnie 20 min z rzędu. Nie mogą zostawić łodzi zbyt długo na autopilocie. Jeśli jednak jest sztorm, śpią po 20 min na dobę albo wcale. - Zaśnięcie na 15-metrowych falach nie jest łatwe, nawet gdy padasz ze zmęczenia, ale to kwestia przyzwyczajenia - mówi Knox-Johnston. Przy skrajnym wycieńczeniu początkującym samotnikom zdarzają się halucynacje. Odnotowywano już przypadki, gdy rozmawiali na łodziach z wyimaginowanymi współpasażerami. Być może taki los spotkał Crowhursta w 1969 r. Choć brzmi to niewiarygodnie, dzisiejsi żeglarze ćwiczą zapadanie w drzemki. Alex Thompson ("Hugo Boss") przed startem Velux 5 Oceans kładł się na 15 min, wstawał na dwie godziny, znów się kładł i tak dalej. - Mnie taki trening nie jest potrzebny. Wyznaję zasadę: śpij, jak jesteś zmęczony, jedz, gdy zgłodniejesz, ubierz się ciepło, jak marzniesz - zawadiacko uśmiecha się Golding.

Barometr ze ściany w pubie

Najbardziej przerażające przeżycie na morzu? - Zderzenie z inną łodzią w 1984 r. Jak do tego doszło, co się stało? - Nie wiem, straciłem przytomność - z rozbrajającą szczerością wyznaje Knox-Johnston. 67-letniego wilka morskiego omijały nieszczęścia na morzu, ale nie na lądzie. W 2003 r. na raka zmarła jego żona. To dla niej zrezygnował z żeglowania 11 lat temu. Wówczas znów odchodził w glorii chwały. Razem z sir Peterem Blakiem na pokładzie "ENZA New Zealand" pobił ówczesny rekord załogowej żeglugi dookoła świata, zdobywając Jules Verne Trophy. Opłynęli ziemię w 74 dni.

Teraz wraca, ale mało kto daje mu szansę na zwycięstwo. Knox-Johnston nie pływał samotnie od 30 lat, a drewniana "Suhaili" tak ma się do nowoczesnych jachtów jak samolot braci Wright do F-16. - Mój system pogodowy ograniczał się wtedy do barometru, który wisiał wcześniej na ścianie w jakimś pubie - mówi Knox-Johnston. - Teraz są satelity, dzięki którym wyznaczamy kurs i znamy prognozy pogody. Satelity zmieniły żeglarstwo na zawsze.

Knox-Johnston nie będzie też miał, jak 37 lat temu, czasu na czytanie książek i pisanie wspomnień, nie zabrał też na pokład skrzyneczki whisky. Czasy romantycznego żeglowania minęły. Teraz mimo postępu technicznego samotnicy prawie non stop mają co robić. Dzisiejsze łodzie są jak bolidy Formuły 1, naszpikowane różnymi czujnikami, komputerami, rozwijają prędkości do 30 węzłów (55 km/godz.). Nie można spuszczać ich z oka. Jedyny luksus, na jaki mogą sobie pozwolić to muzyka. Zabierają na jachty płyty CD. - Są chwile, gdy muzyka jest jedynym ratunkiem dla duszy - mówi Szwajcar Bernard Stamm.

- Nie startuję dla samego startu, chcę się ścigać. Choć teraz o sukcesie w dużej mierze decydują pieniądze - mówi Knox-Johnston. Jego budżet w Velux 5 Oceans jest najniższy. To ok. 0,5 mln funtów. Thompson, którego sponsoruje Hugo Boss, miał 3 mln funtów. Ma supernowoczesną łódź, sztab ludzi na lądzie, którzy podpowiadają mu w każdym momencie rejsu, co ma robić. - Mój największy problem polega na tym, że zamiast się przygotowywać, muszę ciągle udzielać wywiadów - denerwował się w Bilbao Knox-Johnston.

- Płynę, bo chcę pokazać, że w moim wieku wciąż można żeglować. A że nie jest łatwo? Łatwe rzeczy nie sprawiają przyjemności. Dopiero, gdy musisz się napocić, czujesz prawdziwą satysfakcję.

VELUX 5 OCEANS

Płyną na wschód, wokół przylądków Dobrej Nadziei, Leeuwin i Horn. Mają do pokonania 30 tys. mil (48 tys. km) w trzech etapach z odpoczynkami w Fremantle w Australii i amerykańskim Norfolk. Zwycięzca jest spodziewany w Bilbao pod koniec kwietnia 2007 r. Skipperzy płyną na wykonanych z włókiem węglowych jachtach klasy IMOCA Open 50 i Open 60, spejalnie zaprojektowanych dla samotnej żeglugi długodystansowej. Łodzie mają wyporność 9 ton, wysokość masztu powyżej 20 metrów, a płynąc z wiatrem, powierzchnia żagla dochodzi do 600 m kw.

Samotna żegluga dookoła świata to najtrudniejszy sport ekstremalny. Do dziś samotnie świat opłynęły jedynie 163 osoby. W kosmosie było ich ponad 400, na Evereście - 15 tys!