Unia jest lepsza, niż się wielu wydaje

- Nie zamierzam zadzierać nosa i udowadniać, że jestem od kogoś lepszy czy ważniejszy - obiecuje nowy nabytek koszykarskiej drużyny tarnowskiej Unii, Toree Morris.
24-letni środkowy Toree Morris (210 cm, 128 kg) to materiał na lidera Unii Tarnów i jednego z lepszych centrów Dominet Bank Ekstraligi. Przed rokiem próbował swoich sił w Toronto Raptors, występując w trzech meczach przedsezonowych kanadyjskiej drużyny, teraz ma zapewnić "Jaskółkom" ligowy byt. Pierwsze dwa mecze Unii oglądał jednak z ławki.

Dariusz Jaroń: Dlaczego nie może Pan grać?

Toree Morris: Od czasu mojego przyjazdu do Tarnowa oczekuję na mój "list czystości" [zaświadczenie, że zawodnik nie ma zobowiązań w stosunku do poprzednich pracodawców - red.], bez którego nie mogę grać. Problem polegał na tym, że nie do końca wiedzieliśmy, skąd mam go uzyskać. Byliśmy z moim agentem pod wrażeniem, kiedy klub zadeklarował, że się tym zajmie. Było małe nieporozumienie, dlatego postanowiliśmy, że zajmie się tym agent. Najważniejsze, że sprawa zmierza do szczęśliwego końca i zacznę już grać.

Czyli w następnym meczu już Pan zagra?

- Tak, w sobotę już zagram. Jestem bardzo podekscytowany i nie mogę się już doczekać meczu. Liczyłem, że zagram już z Polonią, ale niestety dokument nie dotarł na czas. Teraz mam już list i nic nie stoi na przeszkodzie, bym zagrał.

Jak Pan reaguje na tę sytuację?

- Przyjechałem tutaj, by pomóc drużynie na parkiecie. Nie jestem jednak zły na klub ani na nikogo z nim związanego. Jestem tylko sfrustrowany faktem, że nie mogę grać. To niczyja wina, ani klubu, ani mojego menedżera. To nieporozumienie komunikacyjne.

Jak Pan ocenia drużynę po pierwszych treningach?

- To naprawdę dobry zespół, widzę, że drzemie w nim potencjał. Mam nadzieję, że swoją grą bardzo pomogę drużynie. Moją mocną stroną jest gra na deskach i dobra obrona, to mogę tej drużynie zagwarantować. Unia jest o wiele lepszą drużyną, niż wiele osób sądzi. Jeszcze pokażemy, na co nas stać.

Unia szczególnie potrzebuje zawodnika podkoszowego.

- To prawda, chociaż jeden zawodnik nie tworzy drużyny. Ale myślę, że jestem w stanie wnieść wiele dobrego do tej drużyny. Podobnie myślą władze Unii i trener, i dlatego tu jestem.

Jaką rolę widzi dla Pana trener Ryszard Żmuda?

- Trener chciałby, żebym został liderem drużyny. Oczekuje ode mnie serca w grze, zbiórek i twardej gry w obronie, a kiedy będę miał okazję pod koszem, mam je zamieniać na punkty. Tak to można w skrócie przedstawić. Nie zamierzam zadzierać nosa i udowadniać, że jestem od kogoś lepszy czy ważniejszy. Zrobię wszystko co w mojej mocy, by drużyna była coraz lepsza. Jestem dobrej myśli, zobaczymy, jak to będzie się układać na parkiecie.