Jak Milan na Ronaldinho poluje

Co dalej z Ronaldinho? Jego formą i jego przyszłością? Prasa we Włoszech uważa, że najlepszy piłkarz świata musi trafić do AC Milan i to już zimą. Kibice Barcelony obawiają się, że to może być prawda
Piersilvio, syn właściciela AC Milan Silvio Berlusconiego, powiedział jakiś czas temu, że jego marzeniem jest zobaczyć Ronaldinho w barwach rossoneri. Wywołało to burzę - we Włoszech i Hiszpanii. Rozpoczął się serial: faktów, plotek i domysłów, które jeszcze długo się nie zakończą. Jedno jest pewne - kibice Barcelony przestali spać spokojnie. To symbol ich klubu. Barca wydobyła go z PSG, gdzie jego kariera stanęła w miejscu, w niej został najlepszym piłkarzem świata - zdobył dwa tytuły mistrza Hiszpanii i wygrał Ligę Mistrzów.

Ale pozycja Ronaldinho w Katalonii jest szczególna nie tylko ze względu na klasę sportową. Stał się dla Katalończyków symbolem tego co dobre; magia w jego grze i wieczny uśmiech są znakiem firmowym drużyny, która nie tylko zwycięża, ale i zachwyca. Deco, Eto'o, Puyol są bardzo ważni, ale to za sprawą Ronaldinho drużyna jest niepowtarzalna. Brazylijczyk podkreśla, że Barcelona to jego dom, przynajmniej do końca kariery. Tyle, że pojawiły się fakty wskazujące, iż może być inaczej.

Co przemawia za Milanem

Ronaldinho ma kontrakt z Barcą do 2010 roku z klauzulą odejścia 125 mln euro. Czy Milan zapłaci dwa razy więcej niż Real dał za Zidane'a, czyniąc go najdroższym graczem w historii? A jeszcze "La Gazzetta dello Sport" donosi o pensji, jaką obiecują mu w Mediolanie - 12,5 mln euro rocznie. Podwyżka jest czymś naturalnym, bo w Barcelonie "Ronnie" zarabia 8,5 mln za sezon. Milan wierzy, że uda się coś utargować.

Problem jest jeden - jak skłonić Brazylijczyka, by chciał odejść z Katalonii. W Barcelonie wiedzą, że tak naprawdę wszystko zależy od piłkarza - z niewolnika nie ma pracownika, jeśli się uprze, to opuści Barcę tak jak kiedyś Ronaldo.

Po pierwsze, Milan ma pieniądze. Sprzedał tego lata do Chelsea Andrija Szewczenkę za 50 mln euro i nikogo drogiego nie kupił. Znaczy zbiera pieniądze na jakąś niezwykłą operację. Po drugie, Berlusconi sprowadził z Betisu Ricardo Oliveira, którego agentem jest brat Ronaldinho - Roberto de Assis. Prasa w Italii odbiera to jednoznacznie - były premier Włoch chce mieć bliski kontakt z bratem najlepszego gracza świata, by pod pretekstem rozmów o Oliveirze załatwiać operację "Ronaldinho".

Roberto de Assis miał być właśnie w Mediolanie, ale w Brazylii zatrzymało go porwanie siostry Oliveiry - spotkanie z Berlusconim zostało odłożone. "Poza tym Ronaldinho gra teraz w Barcy słabo, zniknął nawet z jego twarzy firmowy uśmiech - co znaczy, że nie jest już w Barcelonie szczęśliwy, a jego kariera potrzebuje nowego impulsu" - piszą Włosi, dodając, że gdyby w grudniu Barca zdobyła Puchar Interkontynentalny, Ronaldinho zdobyłby w niej już wszystko, co było do zdobycia. O tym wiedzą też w Katalonii. Gdy "Sport" zapytał czytelników, czy uważają za realne, iż Milan odbierze im "Ronniego", 60 proc powiedziało, że tak.

Najbogatszy

Milan nie umiał ukryć swoich starań, ale ponieważ o sprawie zrobiło się bardzo głośno wiceprezes Adriano Galliani stwierdził: - Nasz klub odstępuje od sprowadzenia Ronaldinho. Nie chcemy postępować wobec innych tak, jak nie chcielibyśmy, żeby oni zachowywali się wobec nas". Ale gdy "Sport" spytał czytelników czy wierzą Gallianiemu, 73 proc. powiedziało: "Nie".

Drążący temat "Sport" rozmawiał z Roberto de Assisem, który zapewnia, że to wszystko gra obliczona na destabilizację Barcelony i że jego sławny brat nigdzie się nie wybiera. Są w Katalonii i tacy, którzy twierdzą, że cały ten romans z Milanem to tylko pretekst, by renegocjować kontrakt z Barcą do 2014 roku i podnieść pensję piłkarza do 12 mln euro. Rozmowy Barcelony z de Assisem zaplanowano jeszcze na jesień tego roku, ale legendarny Johan Cruyff namawia prezesa Joana Laportę, by tak długich umów nie podpisywał, bo to demotywuje i demoralizuje graczy. Co dziwniejsze, w ankiecie "Sportu" tylko 53 proc. czytelników uważa, że Barca powinna zaoferować Ronaldinho umowę do 2014 roku.

Pierwszy kontrakt z Barcą Brazylijczyk podpisał 19 lipca 2003 roku. PSG otrzymało za niego tylko 25 mln euro, a zarobki Brazylijczyka sięgały zaledwie 3,8 mln rocznie. Ronaldinho podpisał umowę na pięć lat z klauzulą odejścia za 100 mln euro. Ale po wspaniałym sezonie w którym Barca zdobyła wicemistrzostwo, dostał podwyżkę do 4,8 mln, a klauzula odejścia została podwyższona do 150 mln. Barcę przestraszył wtedy właściciel Chelsea Roman Abramowicz, który gotów był dać 100 mln. 31 sierpnia 2005 roku po mistrzostwie Hiszpanii Ronaldinho dostał podwyżkę do 8,5 mln euro, klauzula odejścia spadła do 125 mln, a kontrakt został przedłużony do 2010 roku.

Brazylijczyk to dziś najlepiej zarabiający gracz świata, wyprzedził nawet taką medialną gwiazdę jak Anglik David Beckham z Realu Madryt. Z reklam Ronaldinho zarabia rocznie około 14 mln. 50 proc. praw do wizerunku Beckhama należy do Realu Madryt, Ronaldinho nie oddał Barcy ani procentu. Co więcej, Barcelona pomagała mu nawet znaleźć sponsorów.

Słaba forma, bez uśmiechu

Ale pogłoski o przeprowadzce do Milanu to niejedyne zmartwienie kibiców z Camp Nou. Po triumfie w Lidze Mistrzów Ronaldinho nie może odnaleźć formy. W Hiszpanii toczy się na ten temat wielka debata. Koledzy z zespołu, trener Rijkaard i sam Ronaldinho zapewniają, że tak było co roku, że każdy sezon Brazylijczyk zaczynał w słabszej formie, a pełni możliwości pokazywał w najważniejszym meczach z Chelsea w Champions League czy Realem Madryt w Primera Division.

To się akurat świetnie składa, bo w środę Barca gra z Chelsea, a w niedzielę z Realem. - Mam tu taki guzik i naciskam go w kluczowych momentach - żartował niedawno Ronaldinho w wywiadzie dla "El Periodico de Catalunya". Wspominał co prawda, jak traumatycznym przeżyciem była dla niego porażka z Francją na niemieckim mundialu, ale twierdził, że minęło dość czasu, by się po niej podnieść.

Niektóre gazety w Katalonii, a nawet koledzy Ronaldinho sugerują, że ta cała debata nad kryzysem formy brazylijskiej gwiazdy wywoływana jest przez wrogie siły z Madrytu. Że to zawiść wielkiego Realu, któremu się nie wiedzie. Zwolennicy Barcy ironizują nawet, że jeśli ich drużyna zaczęła źle, zdobywając w dwóch kolejkach Ligi Mistrzów 4 pkt, a w Primera Division w pięciu kolejkach - 13, to co będzie, gdy zacznie grać dobrze? Fakty są takie, że odkąd Frank Rijkaard prowadzi Barcę, zawsze zaczynała sezon gorzej niż w tym roku.

A Ronaldinho? - Nie jestem maszyną. Cała drużyna zaczęła sezon słabiej, ja też. Ale będę rósł razem z nią - mówi Brazylijczyk. I obiecuje: - Będę w najlepszej dyspozycji, gdy zespół będzie tego najbardziej potrzebował. Mamy ambicję powtórzyć to, co zrobiliśmy w zeszłym roku, wiemy, że będzie trudno, ale jest to możliwe. To, że tyle się ode mnie wymaga, zupełnie mi nie przeszkadza. Przeciwnie. To znak, że wysoko się ceni moje możliwości, że przeciętna gra Ronaldinho nikogo nie zadowala. Mnie też nie. Spokojnie, wielka forma nadejdzie na mecze z Chelsea i Realem.

"Sport" obwieścił, że już jest dobrze. "Budzi się Crack [gwiazda]" - napisał na okładce po towarzyskim meczu Brazylii z Ekwadorem w Sztokholmie, w którym "Ronnie" wszedł z ławki, miał asystę i dwa razy trafił w słupek z wolnych. Brazylia wygrała 2:1, a uważnym oczom dziennikarzy katalońskiego dziennika nie umknęło to, że Ronaldinho znów się w czasie gry uśmiechał.

Mówi Ronaldinho

O mundialu - Klęski z Francją nie zapomnę nigdy. Tak bolała. Pocieszające było to, że z porażki człowiek uczy się najwięcej. Tylko wtedy odróżnisz wrogów od przyjaciół, po zwycięstwie nie jest to możliwe, bo po plecach klepią cię wszyscy.

O Barcelonie - To jest mój dom. Ludzie mnie kochają, chcą, żebym został, i ja nie chcę wyjeżdżać. Czasem ludzie mnie pytają, kto komu dał więcej - czy Ronaldinho Barcelonie, czy Barcelona Ronaldinho. A ja myślę, że to było zdarzenie magiczne, małżeństwo doskonałe, w którym obie strony wygrały.

O Milanie - Ludzie zaczynają o czymś gadać i sprawa rośnie, aż osiąga rozmiar wielkiego problemu. I już nikt nie zwraca uwagi, że to wszystko wzięło się z niczego.

O głodzie sukcesu - Chcę wygrać z Barcą więcej niż Romário, Ronaldo i Rivaldo. Mamy wielką drużynę z Deco, Samu, Edmilsonem, Messim, Xavim, Puyolem, Valdésem. Gdy przyjeżdżałem do Barcelony, chcieliśmy się zakwalifikować do Ligi Mistrzów. Udało się. Potem chcieliśmy być mistrzami Hiszpanii. I udało się. Potem wygrać Ligę Mistrzów. Też się udało. A teraz chcemy to wszystko powtórzyć.